W końcu obraz stał się czarny...
Obudziłam się, ale nadal dźwięki były daleko, a obraz się rozmazywał. Z tego co zdążyłam rozkminić, to że straciłam przytomność i leżałam na podłodze. Nad sobą ujrzałam rozpoznawalną postać Leondrego. Coś tam do mnie mówił, ale słowa były niezrozumiałe.
-Chcę do hotelu... - wymamrotałam i znowu odleciałam. Obudziłam się ponownie tym razem wszystko odbierałam wyraźnie. Leżałam w pokoju hotelowym. Obok mnie siedział brunet. Usiadłam i szybko tego pożałowałam, bo natychmiast dostałam bólu głowy. Ponownie ułożyłam głowę na poduszce.
-Wszystko w porządku?- zapytał chłopak.
-Co było dalej? Co było jak już zemdlałam?
-No zaniosłem cię tutaj.
-Ale co z programem?
-Dokończymy rano.
-Która godzina?
-Em... poczekaj.
Leo wstał i szukał telefonu. Przetrzepał wszystkie kieszenie, porozrzucał poduszki i w końcu znalazł na komodzie.
-Za piętnaście dwudziesta. Kurde... - usłyszałam dźwięk wyłączanego telefonu. - Mogę twój telefon? Chciałem sprawdzić kilka rzeczy, a mój się rozładował.
-Mhm, jasne.
Złapałam telefon leżący obok poduszki. Musiałam go włączyć, bo wyłączyłam na czas nagrywania, żeby żadne dźwięki nie przeszkadzały. Gdy go włączyłam, odłożyłam obok siebie. Brunet chciał go wziąć, ale mu przeszkodziłam.
-O co chodzi? - zapytał. Po chwili pokój wypełniały dźwięki powiadomień. Tak. Trylion wiadomości. Usiadłam po turecku i spuściłam głowę. Zaśmiałam się z zażenowania.
-Kto to tak do ciebie pisze? - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego. Uśmiech mu zniknął gdy ujrzał łzy w moich oczach. Odpowiedziałam krótką, ale bardzo tłumaczącą odpowiedź.
-Bambinos.
-Mogę zobaczyć?
-Jak ci zależy.
Zaczął przeglądać wiadomości od jego fanek. Wolną ręką zasłonił usta. Wreszcie spojrzał na mnie, a jego oczy przepełnione były furią.
-Nie mów, że ty to czytałaś.
-Czytałam, ale nie wszystkie.
-Głupia jesteś.
Przygryzłam dolną wargę. Miał rację. Nie powinnam tego czytać.
-Wiem. Mogłam od razu powiedzieć Charliemu.
-Albo mi. Dobra ja powiem, że wszystko z tobą ok. Wszyscy się martwili.
-Idę z tobą.
-Nie, ty tu zostań. Musisz odpoczywać. Za chwilę wrócę.
Byłam zmęczona. Postanowiłam, że pójdę do łazienki, przebiorę się w piżamę i nazwyczajniej w świecie pójdę spać. Wstałam i musiałam złapać równowagę. Złapał mnie mega mocny ból głowy i nogi mi się ugięły. Poszłam wolnym krokiem do łazienki. Ubrałam moją ulubioną piżamę czyli komplet: bluzka i spodnie z motywem kosmosu. Jest super miękka. Szykowałam pościel, gdy usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi. Pewnie Leondre.
-Leo, kluczyki są na komodzie, zamknij drzwi.- powiedziałam nie odwracając się do niego, jednak mimo to sądząc po odgłosach chłopak wykonał moje polecenie. Już miałam się kłaść, ale poczułam jedną rękę owiniętą na tułowiu, a druga znalazła się na ustach i uniemożliwiała mi wydanie jakiegokolwiek sprzeciwu. To nie był Leondre. To był Zack. Łzy zebrały mi się do oczu. Bałam się. Bezskutecznie próbowałam oderwać jego rękę z mojej twarzy. Próbowałam krzyczeć i wyrywać się, ale on był za silny, a ponieważ nie mogłam otworzyć ust, dźwięk był cichy.
-Nawet nie próbuj. Nikt ci nie pomoże.
Gdy to wymówił, ja zostałam przygnieciona do ściany, ciągle mając zasłonięte usta. On stał tak blisko, że nie mogłam się nawet ruszyć. Mimo to próbowałam się wyrwać.
- Wiesz o co mi chodzi? - zapytał
Miałam łzy w oczach. Bałam się i tylko patrzyłam na jego twarz czekając na to co powie dalej.
-Całą podstawówkę, nikt mnie nienawidził. Byłem poniżany, krzywdzony w szkole... i w domu. Chcę poczuć to, co czuli wtedy oni. Więc...
W tym momencie poczułam ból. Nie do opisania.
-Jesteś tchórzem! - krzyknęłam - Boisz się, że sobie nie poradzisz więc wybierasz sobie łatwe cele.
-Zamknij się! - po tych słowach upadłam na podłogę mocno uderzając głową.
-Cleo, otwórz drzwi! - krzyczał Leo. Ja nie mogłam nic więcej powiedzieć, gdyż przeciwnik kopał mnie w brzuch, a ból sprawił, że trudno mi było złapać oddech.
Próbowałam się wyrwać, aż do skutku. Podbiegłam do drzwi, przekręciłam kluczyk i odsunęłam się. Do pokoju wparował Bars, a ja wiedząc, że już nic mi nie grozi, usiadłam pod ścianą, schowałam twarz w kolanach i oddałam się łzom. Leondre wraz z ochroną zabrali Zack'a, a potem brunet do mnie podszedł.
-Już w porządku.- powiedział i mnie przytulił, ale ja się wyrwałam.
-Zostaw mnie w spokoju! Mówiłam żeby z tobą iść! Właśnie po to chciałam być z tobą w pokoju, żeby tego uniknąć! Ale już za późno. -oznajmiłam i wparowałam do łazienki. Przemyłam twarz i poszłam spać. Ale nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok w końcu usnęłam.
*Następny dzień godzina 12:17*
Nagrania trwały krótko. Wreszcie mamy to za sobą. Jechaliśmy już taksówką do blondyna. Boję się tego, jak przeżył sprawę z Kasią. Tylko go mam podczas tej trasy. Z Leo nie rozmawiam od wczoraj. I dobrze. Gdy weszliśmy Charlie od razu do mnie przybiegł i mocno przytulił. Opowiedziałam mu przez telefon całe wczorajsze wydarzenie.
-Charlie, mów jak ty się trzymasz? -powiedziałam.
-Nie jest tak źle. Szczerze, od jakiegoś czasu między mną a Kasią nie grało. Po prostu mnie olewała. I tak miałem to zakończyć.
-Czyli wszystko w porządku? -upewniłam się.
-Tak. Nie martw się.
-Gdzie twoja mama? -zapytał brunet.
-Pojechała rano.
Poszłam do pokoju się spakować. Późnym wieczorem jedziemy autobusem tournowym do Nowego Yorku. Dzisiejszego ranka odkryłam uraz prawej nogi, dlatego trochę kuśtykałam. Chowałam do walizki kolejne rzeczy, gdy przyszedł Leondre.
-Pomogę ci. - jak powiedział tak zrobił. Gdy skończyliśmy stanęłam przed lustrem i zaczęłam się czesać. Za mną stał Bars.
-Cleo, nie chciałem. Słyszysz? Nie chciałem tego wczoraj. W życiu bym nie pozwolił, żeby on cię choć dotknął. Ale drzwi były zamknięte, nie mogłem nic zrobić. Nie było mnie dosłownie dwie minuty. Nie wiedziałem, że on wykorzysta sytuację. Cleo przepraszam. - mówił. Ja jednak patrzyłam obojętnym wzrokiem na moje odbicie w lustrze. Dalej się czesałam. Jak ja mam mu wybaczyć? Na każdym kroku wyrządza mi krzywdę. Jesu, ten idiota ciągle tam stał. Spojrzałam na jego odbicie i zamarłam. Miał załzawione oczy, mokre policzki. Płakał. I pytanie- przeze mnie, czy przez samego siebie. Przestałam się czesać.
-Staram się jak mogę. Każdego dnia umieram po trochu. Wyniszcza mnie sumienie. Świadomość, że ci to zrobiłem. Że Cię skrzywdziłem. Robię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi, żebyś mi wybaczyła. Proszę cię. - ostatnie słowa wypowiadał szeptem. Patrzyłam w lustro i płakałam. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i go przytuliłam. On schował twarz w moją szyję. Cały czas płakałam, a on również.
-Wybaczam ci. - mówiłam cicho.
-Dziękuję. -powiedział przez łzy. To było trudne. Ale kiedy to zrobiłam, kiedy mu wybaczyłam poczułam ulgę. Łzy cierpienia zamieniły się w łzy radości.
-Chodź. - chłopak złapał mnie za rękę -W lodówce są lody.
Ale ja jak to ja musiałam wyjebać się na schodach. A ponieważ Leo trzymał mnie za rękę poleciał razem ze mną. Ja się śmiałam jak głupia, ale w końcu się skapłam, że Bars nie. Miał zamknięte oczy.
-Jezu Leondre! Obudź się! - sprawdzałam czy oddycha i tak. Dawałam mu z liścia, a co. Bałam się.
-Leo kurwa, do jasnej cholery nie udawaj chuju bo ci przypierdole.- położyłam głowę na jego klatce piersiowej i płakałam.
-Kurwa, jasna cholera, chuju, przypierdole ci! - przedrzeźniał mnie chłopak. - Do spowiedzi.
-Leondre, nie rób takich rzeczy. Ledwo co ci wybaczyłam, a ty już sobie grabisz.
-Przepraszam.
Poszliśmy do kuchni. Ja wzięłam moje ulubione czyli kokosowe, a Leo jak Leo czekoladowe.
Ale czym by były lody bez bitej śmietany i nutelli. Delektowaliśmy się tym deserem przy muzyce i śpiewie, a właściwie wydzieraniu się i w ogóle wydurnianiu. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam, zamarłam...
czwartek, 17 listopada 2016
wtorek, 8 listopada 2016
Rozdział 7 - Ona była moją przyjaciółką
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Czułam się jakby ktoś mnie pobił. Spojrzałam na Leo. W jego oczach dojrzałam mieszankę smutku, złości i bezradności.
-Wy się poznajcie, a ja zadzwonię do hotelu. Halo? Chciałabym zarezerwować cztery pokoje...
- Ja chcę być w pokoju z Leondre. -przerwałam i złapałam bruneta prawą ręką za jego dłoń, a drugą za przedramię, co go w ogóle nie ruszyło.
-Przepraszam jednak trzy. - poprawiła prezenterka. - Mhm. Dobrze, już zaraz tam będziemy. Idziemy do hotelu! - poinformowała nas i drugą parę.
Weszłam do pokoju z Leo. Pomieszczenie miało krwistoczerwone ściany, wielkie okno na zachodniej ścianie, na lewo od drzwi były dwa łóżka z białą pościelą. Naprzeciwko łóżek dwie małe komody z ciemnego drewna. Nad łóżkami dwie lampy, trochę w starym stylu. Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
-Nie, to nie może być prawda! - krzyknęłam.
-Jezu, Charlie będzie to oglądać! Jeszcze został sam! Co jeśli sobie coś zrobi?
-Może zadzwonimy do jego mamy, żeby przyjechała do niego?
-Może lepiej będzie, gdy dowie się od niej.
-Masz rację. -powiedziałam, a on wyjął telefon i po chwili przyłożył do ucha.
-Halo?
-...
-Ciociu musisz przyjechać do Charliego. Nie może być sam.
-...
-Trzeba mu powiedzieć, że jego dziewczyna jest z innym. Kasia przyjechała do programu z innym chłopakiem.
-...
-Dziękuję. Do widzenia.
-I jak?-zapytałam
-Powiedziała, że mu powie, ale nie obiecuje, że uwierzy. Em... dlaczego chciałaś być ze mną w pokoju? Widziałaś, z kim ona była?
-Tak, nie kojarzę gościa.
-Ona była tam z Zack'iem. -powiedziałam szeptem i poczułam łzy pod moimi powiekami.
-Tym Zack'iem? O którym bałaś się mi powiedzieć.
-Mhm. Bałam się, że mi coś zrobi dlatego poprosiłam o pokój z tobą. Tobie nic nie zrobi, jesteś sławny i masz ochroniarzy.
- Ja go chyba...
-Nie Leo! Nic nie rób! Jesteśmy w programie telewizyjnym! Nie mogę uwierzyć, że Kasia jest z nim. Ona... była moją przyjaciółką. Nie! Ja tego tak nie zostawię! Idziemy do niej!
Nie musieliśmy długo szukać, bo kiedy my mieliśmy wychodzić usłyszeliśmy pukanie do drzwi i zobaczyliśmy znaną nam postać.
-Cześć. - powiedziała, ale żaden z nas nie odpowiedział. Ja spuściłam głowę, a Leo patrzył na nią z wyrzutem.
-Słuchajcie, nie chciałam, żeby to tak wyszło. Charlie nie miał dla mnie czasu, a ja czułam się samotna więc pomógł mi Zack. W ogóle, Zack jest od niego lepszy. Charlie to nudziasz! Na początku go polubiłam, w końcu sławny chłopak, umie śpiewać i inne tam duperele, ale miałam jakąś nadzieję, że choć trochę będę rozpoznawalna na ulicy. Ale, nie! Kiedy Charlie dowiedział się, że jej ukochaną, gównianą siostrę prześladują, to pomyślał, że słowem o mnie nie wspomni! Ani na snapie, ani instagramie. Wiecie, on jest dupkiem! Już wolę być dziewczyną Zack'a i nie być sławna, niż być z Charlie'm i też nie być sławna.
-A ja? -spojrzałam na nią - Wiesz doskonale co Zack mi robił.
-I szczerze nic mnie to nie obchodziło. Kilka razy powiedział, że jesteś brzydka, a ty już robiłaś z siebie ofiarę. Błagam Cleo, zachowywałaś się jak małe dziecko. Nie chcę się przyjaźnić z jakimś bachorem.
-Kasia wyjdź! - krzyknął Leondre. Ja usiadłam na podłodze i płakałam. Kasia tylko dodała, że jestem dzieckiem i wyszła z pomieszczenia. Brunet usiadł obok mnie i schował swoją twarz w mojej szyi. Ja go przytuliłam i po chwili też poczułam uścisk. Nie wiedziałam, że jest taka. To okropne, że się z nią przyjaźniłam, a teraz takie coś.
-Leo to wszystko moja wina!
-Nie, to nie przez ciebie.
-Tak. Kiedy myślałam, że Kaśka jest fajna i w ogóle, kazałam jej iść na ten skatepark, żeby poznała Charliego.
-Zeswatałaś ich.
-Tak. I to był największy błąd w moim życiu.
-Nie mogłaś tego przewidzieć.
-Ale Charlie tyle dla mnie zrobił! Jak mogłam go tak skrzywdzić?
-Przestań już. Pokaż tej idiotce, że jesteś silna, więc popraw makijaż, bo zaraz kręcimy.
-Dobrze.
Poprawiłam makijaż. Spojrzałam w lustro i przyglądałam się sobie. Dlaczego Kasia to zrobiła? Straciłam dwie najważniejsze dla mnie osoby. Właściwie cztery- ojca, siostrę, chłopaka i przyjaciółkę. Mam tylko mamę i Charliego. Mam dość fałszywych twarzy.
-Cleoś, pośpiesz się. -do łazienki wszedł Bars.
Przytulił mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu.
-Jesteś piękna.- po tych słowach wyrwałam się z uścisku i odwróciłam się w stronę chłopaka, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, dlatego mój wzrok błądził po pomieszczeniu, jakby szukał wyjścia, żeby uciec.
-Leondre, nie ma kamer, nie ma nikogo. Nie jesteśmy razem, to nie rób takich rzeczy. - powiedziałam i wyszłam z łazienki. Za mną wyszedł Leo, który złapał mnie za rękę, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale po chwili ją puścił.
-Przepraszam. Po prostu... nie umiem się pogodzić z tym, że nie jesteśmy razem ani, że nawet przyjaciółmi nie jesteśmy. I...
-Nie tłumacz się. Tylko po prostu tak nie rób.
-Brakuje mi ciebie... - w tej chwili serce mi zmiękło. Chciało mi się płakać, ale starałam się tego nie robić, ze względu na makijaż.
-Leondre mi też jest cholernie źle! Ale gdybym przemknęła na to oko i bylibyśmy razem pomimo tego co zrobiłeś, ja bym po prostu tego nie zniosła. Musisz to zrozumieć. Wiesz jak to bolało? - głos mi się łamał - Leo ty się całowałeś z Dagmarą i na dodatek mnie uderzyłeś. Pomimo świadomości, że nie byłeś wtedy sobą, strasznie to przeżyłam. - przetarłam delikatnie kciukiem oczy. Brunet spojrzał na swoje buty i jedną ręką przejechał po swoich włosach zatrzymując się na karku. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Po chwili otworzył powieki.
-Chodźmy już. - powiedziałam i tak zrobiliśmy. Wyszliśmy na korytarz. Skierowaliśmy się w lewo, aczkolwiek takim sposobem mogliśmy dostać się do studia. Na drodze nie było żadnych przeszkód. Po prostu iść prosto, potem w prawo, schodami w dół, na zewnątrz, w lewo i tak aż do studia. Mimo to na pierwszym zakręcie spotkaliśmy osobę, której unikałam.
-Nie przywitałaś się. - powiedział Zack.
Po prostu go zignorowałam. Po co się z nim kłócić, w końcu wiadomo jak się to skończy- kolejny siniak do kolekcji. Nogi miałam jak z waty, ręce mi się trzęsły, a serce mi waliło. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Właściciel tej ręki odwrócił mnie do siebie i po chwili stał tuż nade mną.
-Nie ładnie tak bez ,,dzień dobry".
-Dla ciebie nigdy. - odpowiedziałam i poczułam, że ktoś mnie łapie za rękę. Tym ,,ktosiem" nie był nikt inny jak Leondre, który wyrwał mnie ze szponów strasznego smoka. Pociągnął mnie za sobą tym samym zrywając krzyżujące spojrzenie dwóch osób, w którym jedna nienawidzi drugiej, a ta druga nie wie dlaczego.
-Dzięki. - szepnęłam Barsowi na ucho.
-Dla ciebie wszystko. - odpowiedział tak samo. Już mogłam puścić jego rękę. Gdy dotarliśmy do studia, kazano nam usiąść na czerwonych, barowych krzesłach. Były dosyć wysokie i miały okrągłe, lśniące siedzisko. Cztery krzesła- dwa przerwa dwa. I jeszcze jedno- dla prezenterki. Gdy usiadłam jakże na tym tronie i zobaczyłam kamery oraz oślepiające światła przeszedł mnie dreszcz. Tym wywiadem mogę rozwalić Leondremu życie. Swoje z resztą też. Ale bardziej Leo. Chuj z tym, że on też mi je rozwalił. Nie szukam zemsty.
-Leo...
-Tak Cleo?
-Boję się. Będę mogła trochę kłamać?
-W sensie?
-Ty mnie zdradziłeś. Ale chyba nie wypada od razu mówić o tym w telewizji.
-Zrób jak uważasz. I nie bój się. Ja ci ufam.
Właśnie. Ty mi ufasz. I jak to zjebie to mi nie będziesz ufać. Druga para przyszła. Wszyscy zebrali się wokół nas. Prezenterka usiadła na swoim miejscu. Reżyser coś krzyknął, ale ja go nie słuchałam. Moje serce biło. W końcu byliśmy na wizji. Prezenterka powiedziała parę słów do widzów i w końcu zaczęliśmy.
-Pierwsze pytanie kieruję do Leondrego i Cleo. Czy umiecie dzielić życie prywatne i publiczne?
-Tak. Wiemy co możemy robić gdy jesteśmy przy znajomych, albo sami, a co innego w telewizji i w Internecie. - rzekł chłopak.
-Cleo, czy bambinos Cię polubiły?
-Jakaś tam część tak. Ale spotkałam się z kilkoma, które nie darzyły mnie sympatią. Co wcale nie oznacza, że są niemiłe po prostu mnie nie lubią.
-Kasia. Dostałam informacje, że jesteś dziewczyną przyjaciela Leondrego czyli Charliego.
-Byłą dziewczyną. Obecnie jestem z Zack'iem.
-Dlaczego zerwaliście?
-Po prostu nie potrafiliśmy pogodzić tego, że jesteśmy razem i tego, że Charlie jest sławny. Z resztą , z tego co wiem Leo i Cleo też tego nie potrafią.
Co za wredny babsztyl! No tak! Charlie jej wszystko powiedział!
-Nie, u nas wszystko w porządku. - ratował nas brunet - Zdarzają się sprzeczki, ale to drobiazgi.
-Kasiu, możesz dokończyć? -kontynuowała prezenterka.
-Utrzymuje kontakt z Charliem. Podczas jego trasy dostałam od niego telefon. Dowiedziałam się, że Bars całował się z niejaką Dagmarą, a następnie uderzył Cleo.
-Nie, to pewno jakieś nieporozumienie. - powiedziałam
-Czyli twierdzisz, że Charlie kłamie? - spytała Kaśka.
-Nie po prostu...
-Więc potwierdzasz jego słowa?
Czułam na sobie ogromną presję. Denerwująca cisza czekała na moją odpowiedź. Strach, złość, bezradność, smutek, presja - to właśnie mnie wypełniało. Przestałam to powstrzymywać. Zaczęłam się dusić. W końcu obraz stał się czarny...
--------------------------
Hej z tej strony Keke!
Przepraszam was że była dłuższa przerwa, ale naprawdę muszę pilnować się z nauką. Ja tak patrze i mam wrażenie że dużo osób czyta tego bloga, tylko po prostu jest mało komentarzy. Trochę brakuje mi motywacji oraz chęci na prowadzenie tego bloga. Mam dosyć sporo rozdziałów w zapasie - a w głowie milion pomysłów na następne. Tylko jak mówiłam brak motywacji i radości z prowadzenia tego bloga. Jeśli czytasz notkę - a bardzo fajnie że czytasz - to napisz kilka słów takich motywujących. Chętnie też poczytam o tym jak znalazłaś tego bloga, jak długo już go czytasz, jakieś ulubione momenty, co ci się nie podobało (drobne uwagi to nie hejty więc mile widziane - chętnie przyjmiemy każdą radę) oraz jak mogą potoczyć się dalsze losy. Albo po prostu ,,Wasze ff jest zajebiste". To taki mega kop motywacji!
PS: Tak z innej beczki to szanujcie swoich przyjaciół, ale tylko tych prawdziwych, a nie tych, którzy nawet nie zwracają uwagi, że siedzisz obok i obgadują cię.
PS2: Nie wiem czy ma to jakiś ład i skład ale no.
-Wy się poznajcie, a ja zadzwonię do hotelu. Halo? Chciałabym zarezerwować cztery pokoje...
- Ja chcę być w pokoju z Leondre. -przerwałam i złapałam bruneta prawą ręką za jego dłoń, a drugą za przedramię, co go w ogóle nie ruszyło.
-Przepraszam jednak trzy. - poprawiła prezenterka. - Mhm. Dobrze, już zaraz tam będziemy. Idziemy do hotelu! - poinformowała nas i drugą parę.
Weszłam do pokoju z Leo. Pomieszczenie miało krwistoczerwone ściany, wielkie okno na zachodniej ścianie, na lewo od drzwi były dwa łóżka z białą pościelą. Naprzeciwko łóżek dwie małe komody z ciemnego drewna. Nad łóżkami dwie lampy, trochę w starym stylu. Usiadłam na łóżku, schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać.
-Nie, to nie może być prawda! - krzyknęłam.
-Jezu, Charlie będzie to oglądać! Jeszcze został sam! Co jeśli sobie coś zrobi?
-Może zadzwonimy do jego mamy, żeby przyjechała do niego?
-Może lepiej będzie, gdy dowie się od niej.
-Masz rację. -powiedziałam, a on wyjął telefon i po chwili przyłożył do ucha.
-Halo?
-...
-Ciociu musisz przyjechać do Charliego. Nie może być sam.
-...
-Trzeba mu powiedzieć, że jego dziewczyna jest z innym. Kasia przyjechała do programu z innym chłopakiem.
-...
-Dziękuję. Do widzenia.
-I jak?-zapytałam
-Powiedziała, że mu powie, ale nie obiecuje, że uwierzy. Em... dlaczego chciałaś być ze mną w pokoju? Widziałaś, z kim ona była?
-Tak, nie kojarzę gościa.
-Ona była tam z Zack'iem. -powiedziałam szeptem i poczułam łzy pod moimi powiekami.
-Tym Zack'iem? O którym bałaś się mi powiedzieć.
-Mhm. Bałam się, że mi coś zrobi dlatego poprosiłam o pokój z tobą. Tobie nic nie zrobi, jesteś sławny i masz ochroniarzy.
- Ja go chyba...
-Nie Leo! Nic nie rób! Jesteśmy w programie telewizyjnym! Nie mogę uwierzyć, że Kasia jest z nim. Ona... była moją przyjaciółką. Nie! Ja tego tak nie zostawię! Idziemy do niej!
Nie musieliśmy długo szukać, bo kiedy my mieliśmy wychodzić usłyszeliśmy pukanie do drzwi i zobaczyliśmy znaną nam postać.
-Cześć. - powiedziała, ale żaden z nas nie odpowiedział. Ja spuściłam głowę, a Leo patrzył na nią z wyrzutem.
-Słuchajcie, nie chciałam, żeby to tak wyszło. Charlie nie miał dla mnie czasu, a ja czułam się samotna więc pomógł mi Zack. W ogóle, Zack jest od niego lepszy. Charlie to nudziasz! Na początku go polubiłam, w końcu sławny chłopak, umie śpiewać i inne tam duperele, ale miałam jakąś nadzieję, że choć trochę będę rozpoznawalna na ulicy. Ale, nie! Kiedy Charlie dowiedział się, że jej ukochaną, gównianą siostrę prześladują, to pomyślał, że słowem o mnie nie wspomni! Ani na snapie, ani instagramie. Wiecie, on jest dupkiem! Już wolę być dziewczyną Zack'a i nie być sławna, niż być z Charlie'm i też nie być sławna.
-A ja? -spojrzałam na nią - Wiesz doskonale co Zack mi robił.
-I szczerze nic mnie to nie obchodziło. Kilka razy powiedział, że jesteś brzydka, a ty już robiłaś z siebie ofiarę. Błagam Cleo, zachowywałaś się jak małe dziecko. Nie chcę się przyjaźnić z jakimś bachorem.
-Kasia wyjdź! - krzyknął Leondre. Ja usiadłam na podłodze i płakałam. Kasia tylko dodała, że jestem dzieckiem i wyszła z pomieszczenia. Brunet usiadł obok mnie i schował swoją twarz w mojej szyi. Ja go przytuliłam i po chwili też poczułam uścisk. Nie wiedziałam, że jest taka. To okropne, że się z nią przyjaźniłam, a teraz takie coś.
-Leo to wszystko moja wina!
-Nie, to nie przez ciebie.
-Tak. Kiedy myślałam, że Kaśka jest fajna i w ogóle, kazałam jej iść na ten skatepark, żeby poznała Charliego.
-Zeswatałaś ich.
-Tak. I to był największy błąd w moim życiu.
-Nie mogłaś tego przewidzieć.
-Ale Charlie tyle dla mnie zrobił! Jak mogłam go tak skrzywdzić?
-Przestań już. Pokaż tej idiotce, że jesteś silna, więc popraw makijaż, bo zaraz kręcimy.
-Dobrze.
Poprawiłam makijaż. Spojrzałam w lustro i przyglądałam się sobie. Dlaczego Kasia to zrobiła? Straciłam dwie najważniejsze dla mnie osoby. Właściwie cztery- ojca, siostrę, chłopaka i przyjaciółkę. Mam tylko mamę i Charliego. Mam dość fałszywych twarzy.
-Cleoś, pośpiesz się. -do łazienki wszedł Bars.
Przytulił mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu.
-Jesteś piękna.- po tych słowach wyrwałam się z uścisku i odwróciłam się w stronę chłopaka, ale nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, dlatego mój wzrok błądził po pomieszczeniu, jakby szukał wyjścia, żeby uciec.
-Leondre, nie ma kamer, nie ma nikogo. Nie jesteśmy razem, to nie rób takich rzeczy. - powiedziałam i wyszłam z łazienki. Za mną wyszedł Leo, który złapał mnie za rękę, żeby zwrócić na siebie uwagę, ale po chwili ją puścił.
-Przepraszam. Po prostu... nie umiem się pogodzić z tym, że nie jesteśmy razem ani, że nawet przyjaciółmi nie jesteśmy. I...
-Nie tłumacz się. Tylko po prostu tak nie rób.
-Brakuje mi ciebie... - w tej chwili serce mi zmiękło. Chciało mi się płakać, ale starałam się tego nie robić, ze względu na makijaż.
-Leondre mi też jest cholernie źle! Ale gdybym przemknęła na to oko i bylibyśmy razem pomimo tego co zrobiłeś, ja bym po prostu tego nie zniosła. Musisz to zrozumieć. Wiesz jak to bolało? - głos mi się łamał - Leo ty się całowałeś z Dagmarą i na dodatek mnie uderzyłeś. Pomimo świadomości, że nie byłeś wtedy sobą, strasznie to przeżyłam. - przetarłam delikatnie kciukiem oczy. Brunet spojrzał na swoje buty i jedną ręką przejechał po swoich włosach zatrzymując się na karku. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Po chwili otworzył powieki.
-Chodźmy już. - powiedziałam i tak zrobiliśmy. Wyszliśmy na korytarz. Skierowaliśmy się w lewo, aczkolwiek takim sposobem mogliśmy dostać się do studia. Na drodze nie było żadnych przeszkód. Po prostu iść prosto, potem w prawo, schodami w dół, na zewnątrz, w lewo i tak aż do studia. Mimo to na pierwszym zakręcie spotkaliśmy osobę, której unikałam.
-Nie przywitałaś się. - powiedział Zack.
Po prostu go zignorowałam. Po co się z nim kłócić, w końcu wiadomo jak się to skończy- kolejny siniak do kolekcji. Nogi miałam jak z waty, ręce mi się trzęsły, a serce mi waliło. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Właściciel tej ręki odwrócił mnie do siebie i po chwili stał tuż nade mną.
-Nie ładnie tak bez ,,dzień dobry".
-Dla ciebie nigdy. - odpowiedziałam i poczułam, że ktoś mnie łapie za rękę. Tym ,,ktosiem" nie był nikt inny jak Leondre, który wyrwał mnie ze szponów strasznego smoka. Pociągnął mnie za sobą tym samym zrywając krzyżujące spojrzenie dwóch osób, w którym jedna nienawidzi drugiej, a ta druga nie wie dlaczego.
-Dzięki. - szepnęłam Barsowi na ucho.
-Dla ciebie wszystko. - odpowiedział tak samo. Już mogłam puścić jego rękę. Gdy dotarliśmy do studia, kazano nam usiąść na czerwonych, barowych krzesłach. Były dosyć wysokie i miały okrągłe, lśniące siedzisko. Cztery krzesła- dwa przerwa dwa. I jeszcze jedno- dla prezenterki. Gdy usiadłam jakże na tym tronie i zobaczyłam kamery oraz oślepiające światła przeszedł mnie dreszcz. Tym wywiadem mogę rozwalić Leondremu życie. Swoje z resztą też. Ale bardziej Leo. Chuj z tym, że on też mi je rozwalił. Nie szukam zemsty.
-Leo...
-Tak Cleo?
-Boję się. Będę mogła trochę kłamać?
-W sensie?
-Ty mnie zdradziłeś. Ale chyba nie wypada od razu mówić o tym w telewizji.
-Zrób jak uważasz. I nie bój się. Ja ci ufam.
Właśnie. Ty mi ufasz. I jak to zjebie to mi nie będziesz ufać. Druga para przyszła. Wszyscy zebrali się wokół nas. Prezenterka usiadła na swoim miejscu. Reżyser coś krzyknął, ale ja go nie słuchałam. Moje serce biło. W końcu byliśmy na wizji. Prezenterka powiedziała parę słów do widzów i w końcu zaczęliśmy.
-Pierwsze pytanie kieruję do Leondrego i Cleo. Czy umiecie dzielić życie prywatne i publiczne?
-Tak. Wiemy co możemy robić gdy jesteśmy przy znajomych, albo sami, a co innego w telewizji i w Internecie. - rzekł chłopak.
-Cleo, czy bambinos Cię polubiły?
-Jakaś tam część tak. Ale spotkałam się z kilkoma, które nie darzyły mnie sympatią. Co wcale nie oznacza, że są niemiłe po prostu mnie nie lubią.
-Kasia. Dostałam informacje, że jesteś dziewczyną przyjaciela Leondrego czyli Charliego.
-Byłą dziewczyną. Obecnie jestem z Zack'iem.
-Dlaczego zerwaliście?
-Po prostu nie potrafiliśmy pogodzić tego, że jesteśmy razem i tego, że Charlie jest sławny. Z resztą , z tego co wiem Leo i Cleo też tego nie potrafią.
Co za wredny babsztyl! No tak! Charlie jej wszystko powiedział!
-Nie, u nas wszystko w porządku. - ratował nas brunet - Zdarzają się sprzeczki, ale to drobiazgi.
-Kasiu, możesz dokończyć? -kontynuowała prezenterka.
-Utrzymuje kontakt z Charliem. Podczas jego trasy dostałam od niego telefon. Dowiedziałam się, że Bars całował się z niejaką Dagmarą, a następnie uderzył Cleo.
-Nie, to pewno jakieś nieporozumienie. - powiedziałam
-Czyli twierdzisz, że Charlie kłamie? - spytała Kaśka.
-Nie po prostu...
-Więc potwierdzasz jego słowa?
Czułam na sobie ogromną presję. Denerwująca cisza czekała na moją odpowiedź. Strach, złość, bezradność, smutek, presja - to właśnie mnie wypełniało. Przestałam to powstrzymywać. Zaczęłam się dusić. W końcu obraz stał się czarny...
--------------------------
Hej z tej strony Keke!
Przepraszam was że była dłuższa przerwa, ale naprawdę muszę pilnować się z nauką. Ja tak patrze i mam wrażenie że dużo osób czyta tego bloga, tylko po prostu jest mało komentarzy. Trochę brakuje mi motywacji oraz chęci na prowadzenie tego bloga. Mam dosyć sporo rozdziałów w zapasie - a w głowie milion pomysłów na następne. Tylko jak mówiłam brak motywacji i radości z prowadzenia tego bloga. Jeśli czytasz notkę - a bardzo fajnie że czytasz - to napisz kilka słów takich motywujących. Chętnie też poczytam o tym jak znalazłaś tego bloga, jak długo już go czytasz, jakieś ulubione momenty, co ci się nie podobało (drobne uwagi to nie hejty więc mile widziane - chętnie przyjmiemy każdą radę) oraz jak mogą potoczyć się dalsze losy. Albo po prostu ,,Wasze ff jest zajebiste". To taki mega kop motywacji!
PS: Tak z innej beczki to szanujcie swoich przyjaciół, ale tylko tych prawdziwych, a nie tych, którzy nawet nie zwracają uwagi, że siedzisz obok i obgadują cię.
PS2: Nie wiem czy ma to jakiś ład i skład ale no.
czwartek, 20 października 2016
Rozdział 6 - Niezręcznie
-Bo zaproponowali nam udział w programie, gdzie będą porównywać życie miłosne, czy jak to tam nazwać, sławnych osób i normalnych ludzi.
-Ale, my ze sobą nie chodzimy.
-Wszyscy myślą, że tak! Cleo nie wiem jak, ale bambinos już wiedzą o tym programie!
-Co?! Ale jak?
-Skarbie, żyjemy w XXI wieku. Kiedy puszczę bąka to cała Japonia będzie o tym wiedzieć. - wytłumaczył co wywołało krótki uśmiech na mojej twarzy, który gwałtownie zniknął.
-Ale...
-Proszę, będziemy się zachowywać jakby żadnej kłótni nie było.
-Eh... no dobrze.
-Ok to pakuj się.
-Że jak?
-Po koncercie od razu jedziemy na Florydę. Menadżer załatwił nam, że zamiast koncertu w Barcelonie, pojedziemy do Stanów i tam zrobimy trasę po USA, a dopiero później wrócimy do Europy.
-Aha ok.
Jak się domyślacie był koncert, potem pomagałam z gadżetami. Imprezy nie było, ona będzie dopiero na zamknięciu trasy. Od razu udaliśmy się na Florydę.
*Floryda*
Wow tu jest... pięknie. Nasz domek jest mega i jeszcze mamy basen! Poczujcie ten zaciesz na mojej mordzie! MUAHAHAA MAMY BASEN! OMFG!
Dobra. Przez trzy dni mamy wolne, a dzisiaj jedziemy do programu. Charlie ma domcio dla siebie, bo pani Karen mieszka u jakiejś znajomej, a my spędzimy dzisiejsze popołudnie i jutrzejszy ranek w studiu, więc noc spędzimy w hotelu obok studia. Ale najpierw na BASEN KUTFAAAA!
Ubrałam kąpielówki i od razu poszłam (właściwie pobiegłam) do wypełnionego wodą zbiornika. Tuż za mną, z tym samym zacieszem przybiegli chłopcy. Już miałam wchodzić do wody, ale zauważyłam, że jest dosyć głęboko. Rozglądałam się za jakimiś materacem bądź delfinem czy czymś podobnym, ale nie znalazłam. No trudno. Usiadłam na brzegu i przyglądałam się zabawnej sytuacji, w której chłopcy próbują przyzwyczaić się do zimnej wody. Założę się, że bolą ich jajka, ale co ja wiem.
-Nie wchodzisz? - zapytał starszy.
-Głęboko jest.
-Więc?
-Ja nie umiem pływać.
-I tak będziesz mokra! - krzyknął po czym zaczął mnie chlapać.
-NIE! Charlie przestań!- usłuchany facet to zrobił - Pójdę po coś do jedzenia. - oznajmiłam. W domu chwyciłam za trzy puszki fanty i nutellę + łyżeczki. Walić to, że miałam mokre nogi i teraz cała kuchnia jest mokra, nie licząc tego miejsca gdzie wycierałam swoim tyłkiem, gdyż musiałam się wywalić. Szczerze? Nawet w takich chwilach można być idelalnym. This is me! Gdy wróciłam Bamowie leżakowali sobie korzystając z leżaków. Odłożyłam fante i łyżeczki, a Nutelle postanowiłam otworzyć. Niestety miałam z tym problem.
-Może ci pomóc? - zapytał szesnastolatek.
-Poradzę sobie.
-Ale ja chcę Nutelle!
- Chcesz? - spojrzałam na niego - To ją sobie weź! - po tych słowach zaczęłam biegać po okolicach basenu, a Leondre mnie gonił. Charlie jak to celebryta musiał wszystko uwiecznić na snapie. W końcu się zmęczyłam, odwróciłam o 180 stopni i około dwa metry przede mną stał brązowowłosy Bars.
-Ok masz mnie. - wyciągnęłam rękę, lecz to nie był koniec. Cofałam się w tył patrząc się w uśmiechnięty ryj tego debila. W pewnym momencie ten uśmiech szybko zniknął, a ja zdążyłam tylko usłyszeć żebym uważała, co mi nic nie pomogło, ponieważ wpadłam do wody i próbowałam się wynurzyć co szło mi fatalnie. Nie wzięłam wdechu. Serce waliło mi jak młot. Bałam się.
***Leondre***
-Cleo uważaj! - ale było już za późno. Automatycznie wskoczyłem do wody i wyciągnąłem naszego szkraba. Nic jej nie było. To dobrze. Ze szczęścia musiałem ją przytulić. Myślałem, że to odwzajemni, ale myliłem się. Ona się odsunęła i udała w kierunku domku. Wstałem i poszedłem za nią. Gdy byliśmy w środku złapałem lewą ręką za ręcznik i podbiegłem do dziewczyny. Znalazłem ją w pokoju. Była mokra. Woda wręcz lodowata spływała po jej włosach i kapała na jej nogi. Siedziała po turecku na łóżku i patrzyła w okno. Okryłem ją ręcznikiem, na co zareagowała odwracając głowę w moją stronę.
-Cleo, wszystko w porządku?
-A co cię to? Nie jesteśmy rodzeństwem ani parą. Przyjaciółmi z resztą też.
-Mogłaś chociaż podziękować, że uratowałem ci życie!
-Dziękuję, ale poradziłabym sobie!
-Właśnie było widać!
-Weź wyjdź, mam cie dosyć!
-Mieliśmy się nie kłócić.- powiedziałem już spokojnie.
-Mogłam się z tobą nie ganiać. - burknęła i odwróciła się.
Przy wychodzeniu kazałem się jej szykować do studia.
***Cleo***
Jeśli to ma tak wyglądać to ja wracam do domu! Schowałam twarz w poduszkę i już miałam płakać, ale nie. Nie będę płakać! Nie wrócę do domu! Obiecałam, że zostanę! Charlie mnie prosił! A temu idiocie pokażę, że mnie gówno obchodzi co on sobie myśli! Pójdę do tego studia, bo nie jestem taka jak... ehhh! Wściekłam się! Ubrałam się w letnią, białą sukienkę na ramiączkach , do kolan z dodatkiem koronki. Pomalowałam się jak zawsze, ale dodałam truskawkowy kolor szminki.
Potem czekałam na debila w salonie.
-Idziemy? - zapytał schodząc po schodach.
-Mhm. Charlie wychodzimy!
Do studia pojechaliśmy taksówką. Było tak... niesamowicie! Wszędzie kamery, światła, ludzie od scenografii, ochroniarze, styliści i asystenci i wiele by wymieniać. Po prostu... wow. Aż otworzyłam usta z czego śmiał się brunet.
-Uważaj, bo ci robal wpadnie. - oznajmił
-O fu!
Chciałam się porozglądać, ale ten głupek złapał mnie za rękę i skierował nas w stronę jakiś drzwi.
-Po co tam idziemy? - zapytałam lekko wkurzona. No co? Nie pozwolę, żeby on mnie ciągnął gdzie mu się podoba.
-Zamknij się to zobaczysz.
-Wiesz co?
-Nie, nie wiem i nie chcę wiedzieć, cicho być.
Gdy doszliśmy do miejsca chłopak zapalił światło, a ja ujrzałam jakieś bezużyteczne, stare przedmioty i czarne ściany.
-Musimy pogadać.-wytłumaczył
-Aha, po co?
-Słuchaj, nie zachowuj się jak małe dziecko, tym bardziej, że jesteśmy w tym programie. Chcę, żebyśmy na ten czas byli ,,parą", więc nie traktuj mnie tak ok?
-Ok.-przekręciłam oczami. Znów poszliśmy do studia i powitała nas miła pani prezenterka. Znaczy, wygląda na miłą. Tak naprawdę jest babą typu ,,w życiu liczą się tylko pieniądze i sława". Jezu boję się jej. A co jeśli mnie zmęczy pytaniami? Albo powiem za dużo? Nie chciałam ujawnić strachu, więc uśmiechnęłam się.
-Kochani! - jej wysoki głos jest komiczny - Drugą parę za momencik poznacie, o już są.- powiedziała odwracając się w stronę wejścia, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć.
----------------------------
Kolejny rozdział będzie normalnie w środę/czwartek jeśli będą 4 komentarze.
Jeśli będzie mniej to za dwa tygodnie
-Ale, my ze sobą nie chodzimy.
-Wszyscy myślą, że tak! Cleo nie wiem jak, ale bambinos już wiedzą o tym programie!
-Co?! Ale jak?
-Skarbie, żyjemy w XXI wieku. Kiedy puszczę bąka to cała Japonia będzie o tym wiedzieć. - wytłumaczył co wywołało krótki uśmiech na mojej twarzy, który gwałtownie zniknął.
-Ale...
-Proszę, będziemy się zachowywać jakby żadnej kłótni nie było.
-Eh... no dobrze.
-Ok to pakuj się.
-Że jak?
-Po koncercie od razu jedziemy na Florydę. Menadżer załatwił nam, że zamiast koncertu w Barcelonie, pojedziemy do Stanów i tam zrobimy trasę po USA, a dopiero później wrócimy do Europy.
-Aha ok.
Jak się domyślacie był koncert, potem pomagałam z gadżetami. Imprezy nie było, ona będzie dopiero na zamknięciu trasy. Od razu udaliśmy się na Florydę.
*Floryda*
Wow tu jest... pięknie. Nasz domek jest mega i jeszcze mamy basen! Poczujcie ten zaciesz na mojej mordzie! MUAHAHAA MAMY BASEN! OMFG!
Dobra. Przez trzy dni mamy wolne, a dzisiaj jedziemy do programu. Charlie ma domcio dla siebie, bo pani Karen mieszka u jakiejś znajomej, a my spędzimy dzisiejsze popołudnie i jutrzejszy ranek w studiu, więc noc spędzimy w hotelu obok studia. Ale najpierw na BASEN KUTFAAAA!
Ubrałam kąpielówki i od razu poszłam (właściwie pobiegłam) do wypełnionego wodą zbiornika. Tuż za mną, z tym samym zacieszem przybiegli chłopcy. Już miałam wchodzić do wody, ale zauważyłam, że jest dosyć głęboko. Rozglądałam się za jakimiś materacem bądź delfinem czy czymś podobnym, ale nie znalazłam. No trudno. Usiadłam na brzegu i przyglądałam się zabawnej sytuacji, w której chłopcy próbują przyzwyczaić się do zimnej wody. Założę się, że bolą ich jajka, ale co ja wiem.
-Nie wchodzisz? - zapytał starszy.
-Głęboko jest.
-Więc?
-Ja nie umiem pływać.
-I tak będziesz mokra! - krzyknął po czym zaczął mnie chlapać.
-NIE! Charlie przestań!- usłuchany facet to zrobił - Pójdę po coś do jedzenia. - oznajmiłam. W domu chwyciłam za trzy puszki fanty i nutellę + łyżeczki. Walić to, że miałam mokre nogi i teraz cała kuchnia jest mokra, nie licząc tego miejsca gdzie wycierałam swoim tyłkiem, gdyż musiałam się wywalić. Szczerze? Nawet w takich chwilach można być idelalnym. This is me! Gdy wróciłam Bamowie leżakowali sobie korzystając z leżaków. Odłożyłam fante i łyżeczki, a Nutelle postanowiłam otworzyć. Niestety miałam z tym problem.
-Może ci pomóc? - zapytał szesnastolatek.
-Poradzę sobie.
-Ale ja chcę Nutelle!
- Chcesz? - spojrzałam na niego - To ją sobie weź! - po tych słowach zaczęłam biegać po okolicach basenu, a Leondre mnie gonił. Charlie jak to celebryta musiał wszystko uwiecznić na snapie. W końcu się zmęczyłam, odwróciłam o 180 stopni i około dwa metry przede mną stał brązowowłosy Bars.
-Ok masz mnie. - wyciągnęłam rękę, lecz to nie był koniec. Cofałam się w tył patrząc się w uśmiechnięty ryj tego debila. W pewnym momencie ten uśmiech szybko zniknął, a ja zdążyłam tylko usłyszeć żebym uważała, co mi nic nie pomogło, ponieważ wpadłam do wody i próbowałam się wynurzyć co szło mi fatalnie. Nie wzięłam wdechu. Serce waliło mi jak młot. Bałam się.
***Leondre***
-Cleo uważaj! - ale było już za późno. Automatycznie wskoczyłem do wody i wyciągnąłem naszego szkraba. Nic jej nie było. To dobrze. Ze szczęścia musiałem ją przytulić. Myślałem, że to odwzajemni, ale myliłem się. Ona się odsunęła i udała w kierunku domku. Wstałem i poszedłem za nią. Gdy byliśmy w środku złapałem lewą ręką za ręcznik i podbiegłem do dziewczyny. Znalazłem ją w pokoju. Była mokra. Woda wręcz lodowata spływała po jej włosach i kapała na jej nogi. Siedziała po turecku na łóżku i patrzyła w okno. Okryłem ją ręcznikiem, na co zareagowała odwracając głowę w moją stronę.
-Cleo, wszystko w porządku?
-A co cię to? Nie jesteśmy rodzeństwem ani parą. Przyjaciółmi z resztą też.
-Mogłaś chociaż podziękować, że uratowałem ci życie!
-Dziękuję, ale poradziłabym sobie!
-Właśnie było widać!
-Weź wyjdź, mam cie dosyć!
-Mieliśmy się nie kłócić.- powiedziałem już spokojnie.
-Mogłam się z tobą nie ganiać. - burknęła i odwróciła się.
Przy wychodzeniu kazałem się jej szykować do studia.
***Cleo***
Jeśli to ma tak wyglądać to ja wracam do domu! Schowałam twarz w poduszkę i już miałam płakać, ale nie. Nie będę płakać! Nie wrócę do domu! Obiecałam, że zostanę! Charlie mnie prosił! A temu idiocie pokażę, że mnie gówno obchodzi co on sobie myśli! Pójdę do tego studia, bo nie jestem taka jak... ehhh! Wściekłam się! Ubrałam się w letnią, białą sukienkę na ramiączkach , do kolan z dodatkiem koronki. Pomalowałam się jak zawsze, ale dodałam truskawkowy kolor szminki.
Potem czekałam na debila w salonie.
-Idziemy? - zapytał schodząc po schodach.
-Mhm. Charlie wychodzimy!
Do studia pojechaliśmy taksówką. Było tak... niesamowicie! Wszędzie kamery, światła, ludzie od scenografii, ochroniarze, styliści i asystenci i wiele by wymieniać. Po prostu... wow. Aż otworzyłam usta z czego śmiał się brunet.
-Uważaj, bo ci robal wpadnie. - oznajmił
-O fu!
Chciałam się porozglądać, ale ten głupek złapał mnie za rękę i skierował nas w stronę jakiś drzwi.
-Po co tam idziemy? - zapytałam lekko wkurzona. No co? Nie pozwolę, żeby on mnie ciągnął gdzie mu się podoba.
-Zamknij się to zobaczysz.
-Wiesz co?
-Nie, nie wiem i nie chcę wiedzieć, cicho być.
Gdy doszliśmy do miejsca chłopak zapalił światło, a ja ujrzałam jakieś bezużyteczne, stare przedmioty i czarne ściany.
-Musimy pogadać.-wytłumaczył
-Aha, po co?
-Słuchaj, nie zachowuj się jak małe dziecko, tym bardziej, że jesteśmy w tym programie. Chcę, żebyśmy na ten czas byli ,,parą", więc nie traktuj mnie tak ok?
-Ok.-przekręciłam oczami. Znów poszliśmy do studia i powitała nas miła pani prezenterka. Znaczy, wygląda na miłą. Tak naprawdę jest babą typu ,,w życiu liczą się tylko pieniądze i sława". Jezu boję się jej. A co jeśli mnie zmęczy pytaniami? Albo powiem za dużo? Nie chciałam ujawnić strachu, więc uśmiechnęłam się.
-Kochani! - jej wysoki głos jest komiczny - Drugą parę za momencik poznacie, o już są.- powiedziała odwracając się w stronę wejścia, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć.
----------------------------
Kolejny rozdział będzie normalnie w środę/czwartek jeśli będą 4 komentarze.
Jeśli będzie mniej to za dwa tygodnie
czwartek, 6 października 2016
Rozdział 5 - Jeśli byłoby mi przykro
- I musimy na razie się rozstać. - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało.
-Cleo błagam! Mi naprawdę jest przykro!
Złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem ją twarzą do mnie. Kiedy zobaczyłem jej mokre od łez policzki zdałem sobie sprawę, że te łzy są przeze mnie. Wtedy coś we mnie pękło. Ja też zacząłem płakać. Ale... co mam zrobić? Zraniłem ją.
-Przepraszam.-szepnąłem i ją puściłem.
Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w zapłakane oczy. Następnie Cleo wyszła, lecz ja ciągle tak stałem i patrzyłem się w jeden punkt. Tam gdzie wcześniej były jej oczy. Te smutne oczy. Smutne, zaszklone oczy. Oczy, które cierpiały. Które cierpiały przeze mnie.
Po chwili wrócił Melody. Widząc w jakim jestem stanie przytulił mnie. Ja jednak ani drgnąłem. Ciągle patrzyłem pustym wzrokiem w jedno miejsce. Byłem jeszcze zszokowany. Biłem się z myślami i emocjami. Lecz kiedy Charlie mnie przytulił, dał mi trochę otuchy i wsparcia. Powoli zacząłem to odwzajemniać. Położyłem czoło na jego ramieniu.
-Dziękuję. -powiedziałem. -Charls, chciałbym zostać trochę sam ze sobą.
-Jasne.
Gdy byłem sam założyłem słuchawki i włączyłem losową piosenkę, którą była ,,If I were sorry" Fransa. Czekaj... If I were sorry - jeśli byłoby mi przykro. Zacząłem wsłuchiwać się w słowa piosenki:
Najtrudniejszą rzeczą do zdobycia, a jednocześnie najłatwiejszą do stracenia jest zaufanie. Zdałem siebie sprawę, że jeśli Cleo ma mi wybaczyć, to nie wystarczy zwykłe ,,przepraszam". Ona musi wiedzieć, że jej więcej nie skrzywdze, że może na mnie liczyć, musi mi zaufać! To nie będzie proste. Ale jak doda się odrobinę wiary, miłości i nadziei to dam radę. Leżałem jeszcze kilka piosenek. Ciągle chciałem płakać.
-Dość!-powiedziałem do siebie- Jestem facetem, muszę wziąć się w garść!
Po obczajeniu godziny, która była godziną 15:23, postanowiłem naszykować się do wyjazdu, bo o 19 jedziemy do następnego miasta, którym jest Madryt.
***Cleo***
Po rozstaniu z Leo, czułam się okropnie. Ale wiedziałam, że będzie coraz lepiej. Początki są trudne. Zastanawiałam się czy nie wrócić do domu. Mimo wszystko postanowiłam się spakować. Gdy to robiłam przyszedł Charlie.
-Hej - powiedział
-Jak on to przeżył?
-Załamał się. A ty?
-Źle się z tym czuję, ale myślę, że to tylko tak na początku. Mówiłeś Kasi?
-Yhy, czeka na twój telefon.
-Później zadzwonię. Charlie?
-Tak?
-Ja chyba wrócę do domu.
-Nie rób tego. Wiem, że ty i Leondre już nie jesteście razem, ale... Przepraszam nie chciałem!- powiedział gdy zauważył, że na słowach ,,nie jesteście razem" zaszkliły mi się oczy. Przytulił mnie.
-Ale zostań tu dla mnie. Naprawdę potrzebujemy pomocy, we dwóch nie damy rady z gadżetami i w ogóle. Proszę zostań.
Charlie tyle dla mnie zrobił, że byłabym kimś okropnym gdybym się nie zgodziła.
-Dobrze...- odpowiedziałam i mocniej go uścisnęłam.
-Dziękuję. - powiedział mi na ucho.
Wróciłam do pakowania. Chyba milion razy sprawdzałam czy wszystko wzięłam. Gdy skończyłam zerknęłam na godzinę - 17:38. Położyłam się i o osiemnastej poprawiłam ciuchy, włosy i makijaż . Zanim to wszystko zrobiłam, minęło czterdzieści minut i musieliśmy już wychodzić z pokojów. Razem w walizką udałam się w stronę windy. I niestety okazało się, że winda jest zepsuta i muszę iść schodami. Jak ja sobie poradzę? Przecież ta walizka jest ciężka jak cholera! Powoli już miałam schodzić ale ktoś mi wyrwał mój problem.
-Leondre nie musisz tego robić.
-Ale nie będę patrzył jak się męczysz. Cleo?
- Co?
-Em... bo nie chcę, żeby między nami była taka spina. Rozumiem, zraniłem cię, więc akceptuję to, że chciałaś się rozstać mimo, że to boli. Możemy być chociaż przyjaciółmi?
-Dobra, nie musimy się kłócić. Ale nie wiem czy możemy być przyjaciółmi.
-Cleo?
-Tak?
- Wszyscy, znaczy bambinos myślą, że jesteśmy razem.
- I niech tak zostanie.
-Dlaczego?
- Będą się wtrącać. A jeśli dowiedzą się dlaczego nie jesteśmy razem to będzie źle.
-Rozumiem. Jeszcze raz cię przepraszam.
Potem nic ciekawego się nie działo.
*Następny dzień*
Część drogi pokonaliśmy samolotem, ale w Portugalii wsiedliśmy do autobusu turnowego. Rano byliśmy już w Madrycie więc zakwaterowaliśmy się w hotelu i się rozpakowaliśmy. OMFG mam już dosyć.
Nie minęło pół godziny a mój były musiał już mnie odwiedzić.
-Hej- powiedziałam
-Cleoś mam sprawę...
-Jaką?
-Bo...
-------------------------
Wiem, że i tak nikt nie czyta notek, więc tylko jedno ważne zdanie.
Jeśli będzie mniej niż 4 komentarze, rozdział pojawi się za dwa tygodnie.
Do następnego:*
-Cleo błagam! Mi naprawdę jest przykro!
Złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem ją twarzą do mnie. Kiedy zobaczyłem jej mokre od łez policzki zdałem sobie sprawę, że te łzy są przeze mnie. Wtedy coś we mnie pękło. Ja też zacząłem płakać. Ale... co mam zrobić? Zraniłem ją.
-Przepraszam.-szepnąłem i ją puściłem.
Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w zapłakane oczy. Następnie Cleo wyszła, lecz ja ciągle tak stałem i patrzyłem się w jeden punkt. Tam gdzie wcześniej były jej oczy. Te smutne oczy. Smutne, zaszklone oczy. Oczy, które cierpiały. Które cierpiały przeze mnie.
Po chwili wrócił Melody. Widząc w jakim jestem stanie przytulił mnie. Ja jednak ani drgnąłem. Ciągle patrzyłem pustym wzrokiem w jedno miejsce. Byłem jeszcze zszokowany. Biłem się z myślami i emocjami. Lecz kiedy Charlie mnie przytulił, dał mi trochę otuchy i wsparcia. Powoli zacząłem to odwzajemniać. Położyłem czoło na jego ramieniu.
-Dziękuję. -powiedziałem. -Charls, chciałbym zostać trochę sam ze sobą.
-Jasne.
Gdy byłem sam założyłem słuchawki i włączyłem losową piosenkę, którą była ,,If I were sorry" Fransa. Czekaj... If I were sorry - jeśli byłoby mi przykro. Zacząłem wsłuchiwać się w słowa piosenki:
,,Czołgałbym się przez pustynię na rękach i kolanach
Powtarzając moje bardzo proszę
Wspiąłbym się na najwyższą górę
Jeśli byłoby mi przykro
Wykrzyczałbym to z góry
Płynąłbym pod wodą, aż moje płuca eksplodują
Wszedłbym w ogień
Jeśli byłoby mi przykro
Biegłbym przez tysiąc mil
Nie zatrzymałbym się, dopóki bym nie upadł
Nie zrobiłbym sobie przerwy na oddech, dopóki nie zbliżyłbym się
Wystarczająco
Następnie zrobiłbym to jeszcze raz
Gdybym rzeczywiście miał szansę
Ale wiem, że w głębi duszy dla ciebie to tylko kolejny
taniec
Jeśli byłoby mi przykro
Dałbym Ci całą chwałę
jeśli byłoby mi przykro
Jeśli byłoby mi przykro
byłaby to inna historia
Jeśli byłoby mi przykro
jeśli byłoby mi przykro
Wstrzymałbym oddech, aż moja twarz stanie się niebieska
Okradłbym bank i pocztę
Przepłynąłbym ocean
Jeśli byłoby mi przykro
Złożyłbym ślub milczenia
Nie wypowiedziałbym jednego słowa
Dopóki naprawdę nie usłyszałabyś
Jeśli byłoby mi przykro
Biegłbym przez tysiąc mil
Nie zatrzymałbym się, dopóki bym nie upadł
Nie zrobiłbym sobie przerwy na oddech, dopóki nie zbliżyłbym się
Wystarczająco
Jeśli byłoby mi przykro
Oddałbym Ci cześć
jeśli byłoby mi przykro
Jeśli byłoby mi przykro
byłaby to inna historia
jeśli byłoby mi przykro"
-Dość!-powiedziałem do siebie- Jestem facetem, muszę wziąć się w garść!
Po obczajeniu godziny, która była godziną 15:23, postanowiłem naszykować się do wyjazdu, bo o 19 jedziemy do następnego miasta, którym jest Madryt.
***Cleo***
Po rozstaniu z Leo, czułam się okropnie. Ale wiedziałam, że będzie coraz lepiej. Początki są trudne. Zastanawiałam się czy nie wrócić do domu. Mimo wszystko postanowiłam się spakować. Gdy to robiłam przyszedł Charlie.
-Hej - powiedział
-Jak on to przeżył?
-Załamał się. A ty?
-Źle się z tym czuję, ale myślę, że to tylko tak na początku. Mówiłeś Kasi?
-Yhy, czeka na twój telefon.
-Później zadzwonię. Charlie?
-Tak?
-Ja chyba wrócę do domu.
-Nie rób tego. Wiem, że ty i Leondre już nie jesteście razem, ale... Przepraszam nie chciałem!- powiedział gdy zauważył, że na słowach ,,nie jesteście razem" zaszkliły mi się oczy. Przytulił mnie.
-Ale zostań tu dla mnie. Naprawdę potrzebujemy pomocy, we dwóch nie damy rady z gadżetami i w ogóle. Proszę zostań.
Charlie tyle dla mnie zrobił, że byłabym kimś okropnym gdybym się nie zgodziła.
-Dobrze...- odpowiedziałam i mocniej go uścisnęłam.
-Dziękuję. - powiedział mi na ucho.
Wróciłam do pakowania. Chyba milion razy sprawdzałam czy wszystko wzięłam. Gdy skończyłam zerknęłam na godzinę - 17:38. Położyłam się i o osiemnastej poprawiłam ciuchy, włosy i makijaż . Zanim to wszystko zrobiłam, minęło czterdzieści minut i musieliśmy już wychodzić z pokojów. Razem w walizką udałam się w stronę windy. I niestety okazało się, że winda jest zepsuta i muszę iść schodami. Jak ja sobie poradzę? Przecież ta walizka jest ciężka jak cholera! Powoli już miałam schodzić ale ktoś mi wyrwał mój problem.
-Leondre nie musisz tego robić.
-Ale nie będę patrzył jak się męczysz. Cleo?
- Co?
-Em... bo nie chcę, żeby między nami była taka spina. Rozumiem, zraniłem cię, więc akceptuję to, że chciałaś się rozstać mimo, że to boli. Możemy być chociaż przyjaciółmi?
-Dobra, nie musimy się kłócić. Ale nie wiem czy możemy być przyjaciółmi.
-Cleo?
-Tak?
- Wszyscy, znaczy bambinos myślą, że jesteśmy razem.
- I niech tak zostanie.
-Dlaczego?
- Będą się wtrącać. A jeśli dowiedzą się dlaczego nie jesteśmy razem to będzie źle.
-Rozumiem. Jeszcze raz cię przepraszam.
Potem nic ciekawego się nie działo.
*Następny dzień*
Część drogi pokonaliśmy samolotem, ale w Portugalii wsiedliśmy do autobusu turnowego. Rano byliśmy już w Madrycie więc zakwaterowaliśmy się w hotelu i się rozpakowaliśmy. OMFG mam już dosyć.
Nie minęło pół godziny a mój były musiał już mnie odwiedzić.
-Hej- powiedziałam
-Cleoś mam sprawę...
-Jaką?
-Bo...
-------------------------
Wiem, że i tak nikt nie czyta notek, więc tylko jedno ważne zdanie.
Jeśli będzie mniej niż 4 komentarze, rozdział pojawi się za dwa tygodnie.
Do następnego:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)