W końcu obraz stał się czarny...
Obudziłam się, ale nadal dźwięki były daleko, a obraz się rozmazywał. Z tego co zdążyłam rozkminić, to że straciłam przytomność i leżałam na podłodze. Nad sobą ujrzałam rozpoznawalną postać Leondrego. Coś tam do mnie mówił, ale słowa były niezrozumiałe.
-Chcę do hotelu... - wymamrotałam i znowu odleciałam. Obudziłam się ponownie tym razem wszystko odbierałam wyraźnie. Leżałam w pokoju hotelowym. Obok mnie siedział brunet. Usiadłam i szybko tego pożałowałam, bo natychmiast dostałam bólu głowy. Ponownie ułożyłam głowę na poduszce.
-Wszystko w porządku?- zapytał chłopak.
-Co było dalej? Co było jak już zemdlałam?
-No zaniosłem cię tutaj.
-Ale co z programem?
-Dokończymy rano.
-Która godzina?
-Em... poczekaj.
Leo wstał i szukał telefonu. Przetrzepał wszystkie kieszenie, porozrzucał poduszki i w końcu znalazł na komodzie.
-Za piętnaście dwudziesta. Kurde... - usłyszałam dźwięk wyłączanego telefonu. - Mogę twój telefon? Chciałem sprawdzić kilka rzeczy, a mój się rozładował.
-Mhm, jasne.
Złapałam telefon leżący obok poduszki. Musiałam go włączyć, bo wyłączyłam na czas nagrywania, żeby żadne dźwięki nie przeszkadzały. Gdy go włączyłam, odłożyłam obok siebie. Brunet chciał go wziąć, ale mu przeszkodziłam.
-O co chodzi? - zapytał. Po chwili pokój wypełniały dźwięki powiadomień. Tak. Trylion wiadomości. Usiadłam po turecku i spuściłam głowę. Zaśmiałam się z zażenowania.
-Kto to tak do ciebie pisze? - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego. Uśmiech mu zniknął gdy ujrzał łzy w moich oczach. Odpowiedziałam krótką, ale bardzo tłumaczącą odpowiedź.
-Bambinos.
-Mogę zobaczyć?
-Jak ci zależy.
Zaczął przeglądać wiadomości od jego fanek. Wolną ręką zasłonił usta. Wreszcie spojrzał na mnie, a jego oczy przepełnione były furią.
-Nie mów, że ty to czytałaś.
-Czytałam, ale nie wszystkie.
-Głupia jesteś.
Przygryzłam dolną wargę. Miał rację. Nie powinnam tego czytać.
-Wiem. Mogłam od razu powiedzieć Charliemu.
-Albo mi. Dobra ja powiem, że wszystko z tobą ok. Wszyscy się martwili.
-Idę z tobą.
-Nie, ty tu zostań. Musisz odpoczywać. Za chwilę wrócę.
Byłam zmęczona. Postanowiłam, że pójdę do łazienki, przebiorę się w piżamę i nazwyczajniej w świecie pójdę spać. Wstałam i musiałam złapać równowagę. Złapał mnie mega mocny ból głowy i nogi mi się ugięły. Poszłam wolnym krokiem do łazienki. Ubrałam moją ulubioną piżamę czyli komplet: bluzka i spodnie z motywem kosmosu. Jest super miękka. Szykowałam pościel, gdy usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi. Pewnie Leondre.
-Leo, kluczyki są na komodzie, zamknij drzwi.- powiedziałam nie odwracając się do niego, jednak mimo to sądząc po odgłosach chłopak wykonał moje polecenie. Już miałam się kłaść, ale poczułam jedną rękę owiniętą na tułowiu, a druga znalazła się na ustach i uniemożliwiała mi wydanie jakiegokolwiek sprzeciwu. To nie był Leondre. To był Zack. Łzy zebrały mi się do oczu. Bałam się. Bezskutecznie próbowałam oderwać jego rękę z mojej twarzy. Próbowałam krzyczeć i wyrywać się, ale on był za silny, a ponieważ nie mogłam otworzyć ust, dźwięk był cichy.
-Nawet nie próbuj. Nikt ci nie pomoże.
Gdy to wymówił, ja zostałam przygnieciona do ściany, ciągle mając zasłonięte usta. On stał tak blisko, że nie mogłam się nawet ruszyć. Mimo to próbowałam się wyrwać.
- Wiesz o co mi chodzi? - zapytał
Miałam łzy w oczach. Bałam się i tylko patrzyłam na jego twarz czekając na to co powie dalej.
-Całą podstawówkę, nikt mnie nienawidził. Byłem poniżany, krzywdzony w szkole... i w domu. Chcę poczuć to, co czuli wtedy oni. Więc...
W tym momencie poczułam ból. Nie do opisania.
-Jesteś tchórzem! - krzyknęłam - Boisz się, że sobie nie poradzisz więc wybierasz sobie łatwe cele.
-Zamknij się! - po tych słowach upadłam na podłogę mocno uderzając głową.
-Cleo, otwórz drzwi! - krzyczał Leo. Ja nie mogłam nic więcej powiedzieć, gdyż przeciwnik kopał mnie w brzuch, a ból sprawił, że trudno mi było złapać oddech.
Próbowałam się wyrwać, aż do skutku. Podbiegłam do drzwi, przekręciłam kluczyk i odsunęłam się. Do pokoju wparował Bars, a ja wiedząc, że już nic mi nie grozi, usiadłam pod ścianą, schowałam twarz w kolanach i oddałam się łzom. Leondre wraz z ochroną zabrali Zack'a, a potem brunet do mnie podszedł.
-Już w porządku.- powiedział i mnie przytulił, ale ja się wyrwałam.
-Zostaw mnie w spokoju! Mówiłam żeby z tobą iść! Właśnie po to chciałam być z tobą w pokoju, żeby tego uniknąć! Ale już za późno. -oznajmiłam i wparowałam do łazienki. Przemyłam twarz i poszłam spać. Ale nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok w końcu usnęłam.
*Następny dzień godzina 12:17*
Nagrania trwały krótko. Wreszcie mamy to za sobą. Jechaliśmy już taksówką do blondyna. Boję się tego, jak przeżył sprawę z Kasią. Tylko go mam podczas tej trasy. Z Leo nie rozmawiam od wczoraj. I dobrze. Gdy weszliśmy Charlie od razu do mnie przybiegł i mocno przytulił. Opowiedziałam mu przez telefon całe wczorajsze wydarzenie.
-Charlie, mów jak ty się trzymasz? -powiedziałam.
-Nie jest tak źle. Szczerze, od jakiegoś czasu między mną a Kasią nie grało. Po prostu mnie olewała. I tak miałem to zakończyć.
-Czyli wszystko w porządku? -upewniłam się.
-Tak. Nie martw się.
-Gdzie twoja mama? -zapytał brunet.
-Pojechała rano.
Poszłam do pokoju się spakować. Późnym wieczorem jedziemy autobusem tournowym do Nowego Yorku. Dzisiejszego ranka odkryłam uraz prawej nogi, dlatego trochę kuśtykałam. Chowałam do walizki kolejne rzeczy, gdy przyszedł Leondre.
-Pomogę ci. - jak powiedział tak zrobił. Gdy skończyliśmy stanęłam przed lustrem i zaczęłam się czesać. Za mną stał Bars.
-Cleo, nie chciałem. Słyszysz? Nie chciałem tego wczoraj. W życiu bym nie pozwolił, żeby on cię choć dotknął. Ale drzwi były zamknięte, nie mogłem nic zrobić. Nie było mnie dosłownie dwie minuty. Nie wiedziałem, że on wykorzysta sytuację. Cleo przepraszam. - mówił. Ja jednak patrzyłam obojętnym wzrokiem na moje odbicie w lustrze. Dalej się czesałam. Jak ja mam mu wybaczyć? Na każdym kroku wyrządza mi krzywdę. Jesu, ten idiota ciągle tam stał. Spojrzałam na jego odbicie i zamarłam. Miał załzawione oczy, mokre policzki. Płakał. I pytanie- przeze mnie, czy przez samego siebie. Przestałam się czesać.
-Staram się jak mogę. Każdego dnia umieram po trochu. Wyniszcza mnie sumienie. Świadomość, że ci to zrobiłem. Że Cię skrzywdziłem. Robię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi, żebyś mi wybaczyła. Proszę cię. - ostatnie słowa wypowiadał szeptem. Patrzyłam w lustro i płakałam. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i go przytuliłam. On schował twarz w moją szyję. Cały czas płakałam, a on również.
-Wybaczam ci. - mówiłam cicho.
-Dziękuję. -powiedział przez łzy. To było trudne. Ale kiedy to zrobiłam, kiedy mu wybaczyłam poczułam ulgę. Łzy cierpienia zamieniły się w łzy radości.
-Chodź. - chłopak złapał mnie za rękę -W lodówce są lody.
Ale ja jak to ja musiałam wyjebać się na schodach. A ponieważ Leo trzymał mnie za rękę poleciał razem ze mną. Ja się śmiałam jak głupia, ale w końcu się skapłam, że Bars nie. Miał zamknięte oczy.
-Jezu Leondre! Obudź się! - sprawdzałam czy oddycha i tak. Dawałam mu z liścia, a co. Bałam się.
-Leo kurwa, do jasnej cholery nie udawaj chuju bo ci przypierdole.- położyłam głowę na jego klatce piersiowej i płakałam.
-Kurwa, jasna cholera, chuju, przypierdole ci! - przedrzeźniał mnie chłopak. - Do spowiedzi.
-Leondre, nie rób takich rzeczy. Ledwo co ci wybaczyłam, a ty już sobie grabisz.
-Przepraszam.
Poszliśmy do kuchni. Ja wzięłam moje ulubione czyli kokosowe, a Leo jak Leo czekoladowe.
Ale czym by były lody bez bitej śmietany i nutelli. Delektowaliśmy się tym deserem przy muzyce i śpiewie, a właściwie wydzieraniu się i w ogóle wydurnianiu. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam, zamarłam...
cudowne ♥ czekam na następny rozdział
OdpowiedzUsuńHej! Nominowałam Cię do LBA! Link do bloga:
OdpowiedzUsuńhttp://barsandmelody143bambinos.blogspot.com/
Zapraszam także na moje 2 pozostałe i obiecuję, że spróbuję nadrobić Twojego bloga jeszcze dzisiaj :)