środa, 28 grudnia 2016

Rozdział 11 - Sąsiedzi

I usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie powlokłem się w ich stronę. To był Charlie.
-Siemasz bro.
-Hej Charlie. Wejdź.
Udaliśmy się do salonu. Ja tylko wskoczyłem do kuchni po coś do picia. Ciekawe dlaczego Charlie mnie odwiedził. Przejechał długą drogę, więc na pewno o coś mu chodziło skoro nie załatwił tego przez telefon. Położyłem szklanki i colę na stole, a następnie usiadłem obok blondyna.
-Em... Co tu robisz? - spytałem
-Myślałem, że się bardziej ucieszysz. -powiedział i wstał. Nie o to mi chodziło.
-Charles ja się naprawdę cieszę, tylko po prostu... nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie, a ty tak nagle z dupy przyjeżdżasz.
-Jesteśmy przyjaciółmi. Czy to aż tak zdumiewające?
Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy przyjaciółmi. Tak! Oł je! Te słowa chciałem usłyszeć z tych ust! Bałem się, że nasze relacje są straszne, ale myliłem się! Jesteśmy przyjaciółmi!
-Charlie... - wstałem za nim i go przytuliłem. - Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! Nic tylko zazdrościć!
-Co takiego powiedziałem?
-Że jesteśmy przyjaciółmi!
-Aha?
-Dobra. Ej, rozmawiałeś z Cleo?
-Nie, a ty?
Zaprzeczyłem. Spuściłem głowę i głośno westchnąłem. Nawet nie próbowałem dzwonić. Jestem okropnym przyjacielem. Właściwie to nie jesteśmy przyjaciółmi. Jednak i tak powinienem to zrobić.
-Jestem okropny. Nawet nie próbowałem. - powiedziałem z wyrzutem.
-Ja próbowałem. Zmieniła numer.
-Że co?
-Nie przesłyszałeś się. Może... skoro nie chce mieć z nami kontaktu to nie zmuszajmy jej do tego.
Przytaknąłem i wróciliśmy do gry. Pierwszy raz gram w ,,The Last of Us". Ale słyszałem, że jest mega dobra. W końcu dostała ponad 200 tytułów gry roku. Ymm. Dobra. (UWAGA! Spojler) Fabuła dosyć ciekawie się zaczyna. Ale to co dzieję się później jest... takie przerażające. I jeszcze Sarah umiera na koniec. Wyłem jak bóbr i Charlie też. Założę się, że to musiało wyglądać komicznie. Po przejściu prologu wyłączyłem konsolę.
-Leondre. Muszę ci coś powiedzieć.
-No to mów.
-Rzuciłem liceum.
-Co zrobiłeś?!
-I zmienię go.
-Ale przecież tak bardzo chciałeś tam chodzić!
-Nie spełniało moich wymagań.
-A gdzie ty teraz pójdziesz?
-Kierunek Port Talbot!
-Sej łot?!
-Mieszkam u ciebie.
-Co kurwa?
-To kurwa!
-O kurwa...
Nagle przez okno w salonie zobaczyliśmy pojazd przeprowadzki.
-Uhuhu. Nowi sąsiedzi. - skomentował blondas.
-No. Zaraz się zacznie. Oh, ma pani pożyczyć cukier? Jak parkujesz idioto?! Co to za impreza w środku nocy?! Ojej, pardon, moje dzieci zniszczyły pani doniczkę! Założę się, że to jakaś bambino i jak tylko mnie zobaczy to zemdleje, zadzwoni do koleżanek i będą mnie codziennie męczyć.
-Czy aby trochę nie przesadzasz z tą bambino? Ja nie miałem takich problemów z sąsiadami.
-Bo wy się znaliście od zawsze. A gdy tak nagle jakaś bambino się dowie, że mieszka obok mnie to jest mega źle.
-Mimo to jestem ciekaw kto to. Idziemy do okna zobaczyć?
No więc tak jak zaplanowaliśmy. Przeszliśmy do okna i zauważyliśmy jakąś rodzinę: mama, tata, córka i syn.
Mama była po prostu mamą. Ubrana w kremową koszulkę z dekoltem i jeansy. Tata też - zwyczajny t-shirt i spodnie.
Syn ubrany w szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Wyglądał tak trochę jak szkolny chuligan, co nie znaczy, że nim jest. Córka - czarne włosy, czarny T-shirt, czarne rurki i czarne trampki. Typ buntowniczki. Nie powiem, dosyć interesujące pierwsze wrażenie. Rodzinka weszła do domu, a ja z Charliem wróciliśmy do gry.

niedziela, 18 grudnia 2016

Rozdział 10 - Nie miałem nikogo

Tym zespołem pomagacie ludziom. Co wszyscy zrobią bez waszego wsparcia?
-A postawiłaś się na moim miejscu?
Chyba ją zatkałem. Spuściła wzrok i wróciła do słuchania muzyki.
-Kto powiedział, że to będzie łatwe? -dodała i się odwróciła. Zakładam, że zaczęła płakać. Położyłem dłoń na karku i wypuściłem powietrze przez usta. Spojrzałem na Leo, który przyglądał się tej sytuacji, ale on wtedy się odwrócił i wyszedł.
-Kuźwa...- powiedziałem sam do siebie i pobiegłem za Leo. Złapałem go za ramię i jednym ruchem sprawiłem, że się odwrócił. -Macie zamiar się na mnie obrażać do końca życia?
-Dlaczego od razu chcesz to kończyć? Możemy razem coś wymyślić.
-Wiesz jak mi jest z tym ciężko, że wszystkie fanki biegają tylko za Tobą? Nie chodzi mi o to, że zależy mi na sławie czy coś, ale jesteśmy w tym razem, pracujemy wspólnie, piszemy piosenki razem, a potem razem sprawiamy, że to jest hit, ale i tak tylko twój udział w tym jest doceniany. Nikt nie widzi w tym mojego trudu. Wiesz jak to jest ciężko?
-Tak się składa, że gdy zespół powstał ty byłeś faworytem.
-To nie to samo.
-Tak, to dokładnie to samo! Ale nigdy nie narzekałem, ponieważ ja nigdy wcześniej nie byłem w centrum uwagi! - zaczął podnosić głos.
-Co masz na myśli?!
-To, że zanim powstał zespół ty już byłeś gwiazdą! Pamiętasz jak mi opowiadałeś ilu masz znajomych? Że cała szkoła cie zna? Gdy Cię ktoś zaczepił, wszyscy stali za tobą murem. Ale kiedy znęcano się nade mną nikt mi nie pomógł! Wszyscy stali i się ze mnie śmiali. Kiedy ty się doskonale bawiłeś z przyjaciółmi, ja byłem sam! Ja nie miałem przyjaciół!
-A Annie? - gdy usłyszał to imię zaszkliły mu się oczy, ale nie miał zamiaru płakać
-Jej nic do tego Charlie.
-Ona była twoją przyjaciółką.
-Ona nie żyje! Słyszysz? Nie żyje już od dziesięciu lat! Dziesięć lat temu nie byłem prześladowany!
-Ale miałeś przyjaciółkę. Więc nie zaprzeczaj.
-Ale później przez sześć lat nikogo nie miałem. Nikogo... dopiero gdy poznałem ciebie. Ale teraz ty też chcesz mnie zostawić.
-Leondre nadal będziemy przyjaciółmi!
-Myślałeś kiedyś nad tym? Kiedy już nie będziemy zespołem to znaczy koniec z nagrywaniem, trasami. Ty wrócisz do swojego domu, a ja do swojego. Będziemy się rzadziej widzieć. Ty mieszkasz w Anglii, ja w Walii. Cholernie daleko. Nasze relacje mogą się pogorszyć.
-Zanim byliśmy przyjaciółmi, też jedynym kontaktem był internet.
-Ale wtedy nie byliśmy tak zżyci. A co jeśli... - zaczął, ale machnął ręką i się odwrócił.
-Jeśli co?
-Jeśli znajdziemy sobie innych przyjaciół? Na co wtedy będziesz mi ty? Będę tylko czekać na ciebie kilka miesięcy, żeby budować miłe wspomnienia z mojego życia?
-Ty chyba nie wiesz o czym mówisz!
-Doskonale wiem o czym mówię! Ty też wiesz! I dlatego zaprzeczasz! Bo wiesz, że to prawda! I tej prawdy się boisz.
-Leo...
-Charlie, po prostu mi tego nie rób. Tak naprawdę to dzięki tobie jeszcze żyję, a kiedy sobie tak po prostu odpuścisz i odejdziesz... nie będę miał dla kogo żyć.
-Chodźmy na próbę. Pomyślę o tym.

*Dwie godziny później*


Nie mogłem za nic w świecie się skupić. Myliłem słowa, wypadałem z rytmu, a czasami tak się zamyśliłem, że w ogóle zamiast śpiewać zaczynałem coś mamrotać. Myślałem o Leo, o Cleo. Dwóch najważniejszych dla mnie osobach. Chcę, żeby byli szczęśliwi. Ale oni chcą mojego szczęścia. Stoję między młotem a kowadłem. Zrezygnować? Czy brnąć dalej? Poddać się, czy walczyć? Nie wiem. Z moich myśli po raz kolejny wyrwał mnie głos tego gościa, który ma wszystkie te rzeczy na głowie, nawet nie wiem jak nazwać jego pozycję. Zarządził przerwę. Może się przyda. Muszę się rozluźnić. Włączyłem telefon. Pięć nieodebranych połączeń od Cleo. I znowu dzwoniła. Szybko odebrałem.
-Co się stało?
-Charlie wróć do domu proszę!- krzyczała szeptem. Płakała jak dziecko, było słychać. Jeszcze było słychać krzyki i walenie w drzwi.
-Cleo co się tam dzieje?!
-Pomóż mi...- po tym się rozłączyła. Zadzwoniłem na policję.
Jestem na próbie i nie wiem jak bardzo bym chciał iść do Cleo muszę zostać.
-Mamo!
-Tak?
-Musisz wrócić do hotelu. Cleo coś się dzieje, nie wiem co, ale coś złego. Kazałem policji już tam jechać, ale ona nie może być sama, a ja i Leo musimy tu zostać.
-Dobrze. Jak będę coś wiedzieć od razu do ciebie dzwonie. - powiedziała i szybko wybiegła ze studia. Powiedziałem o wszystkim Leo. Trochę się przejął. Mimo to postanowiliśmy, że zachowamy spokój i skończymy próbę. Teraz mi wszystko dobrze szło. Przestałem rozmyślać o zespole. Dałem z siebie wszystko. Pół godziny później skończyliśmy i właśnie w tym momencie mój telefon zadzwonił. Odebrałem go jak poparzony.
-Halo?
-Synku, jestem z Cleo w szpitalu.
Podała mi adres i razem z brunetem tam pojechaliśmy.
Znaleźliśmy ją w jakiejś sali. Lekarze sprawdzali czy na pewno wszystko w porządku. Od razu ją przytuliłem, ale ona tego nie odwzajemniła. Jeszcze się nie pogodziła z moją decyzją.
-Cleo co się stało? -zapytałem. Nic nie odpowiedziała.

***Leondre***

Cleo nie chciała z nikim gadać, dlatego zapytałem o całe zdarzenie policjanta.
-Dziewczyna z nikim nie chciała rozmawiać. Oprócz niej nikogo tam nie było. Pokój wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Znaleźliśmy dziewczynę zamkniętą w łazience i nic więcej nie wiemy.

*Jakieś dwa miesiące później*


Trasa zakończona sukcesem. Wakacje. Nasze, czytaj moje, Charliego i Cleo relacje są straszne. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dwóch tygodni. Bars and Melody wciąż istnieje, gdyż zerwanie kontraktu z wytwórnią kosztuje majątek. Producent zgodził się jednak na przerwę od nagrań i koncertów, aż do odwołania, ale najdłużej do końca sierpnia.
To boli gdy nie rozmawia się z bliskimi ci osobami. Chciałem do nich dzwonić, ale jeszcze tego nie zrobiłem. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Chodziłem przygnębiony, nie miałem apetytu, nie spałem w nocy. Czułem w swoim życiu pustkę. Męczy mnie ta rutyna. Kolejny dzień i znowu będę robić to samo. Żył, po prostu żył. I nic poza tym. Udałem się do kuchni i zrobiłem kanapki z Nutellą na śniadanie. Kolejny poranek już tak robię i mam dosyć. Zastanawiałem się czy zjeść w kuchni, w salonie, a może w pokoju. Salon będzie ok. Przy okazji program na konsoli. Okazało się , że jestem sam. Co mi tam. Odpaliłem ,,The Last of Us", zjadłem jedną kanapkę i usłyszałem...