I usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie powlokłem się w ich stronę. To był Charlie.
-Siemasz bro.
-Hej Charlie. Wejdź.
Udaliśmy się do salonu. Ja tylko wskoczyłem do kuchni po coś do picia. Ciekawe dlaczego Charlie mnie odwiedził. Przejechał długą drogę, więc na pewno o coś mu chodziło skoro nie załatwił tego przez telefon. Położyłem szklanki i colę na stole, a następnie usiadłem obok blondyna.
-Em... Co tu robisz? - spytałem
-Myślałem, że się bardziej ucieszysz. -powiedział i wstał. Nie o to mi chodziło.
-Charles ja się naprawdę cieszę, tylko po prostu... nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie, a ty tak nagle z dupy przyjeżdżasz.
-Jesteśmy przyjaciółmi. Czy to aż tak zdumiewające?
Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy przyjaciółmi. Tak! Oł je! Te słowa chciałem usłyszeć z tych ust! Bałem się, że nasze relacje są straszne, ale myliłem się! Jesteśmy przyjaciółmi!
-Charlie... - wstałem za nim i go przytuliłem. - Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! Nic tylko zazdrościć!
-Co takiego powiedziałem?
-Że jesteśmy przyjaciółmi!
-Aha?
-Dobra. Ej, rozmawiałeś z Cleo?
-Nie, a ty?
Zaprzeczyłem. Spuściłem głowę i głośno westchnąłem. Nawet nie próbowałem dzwonić. Jestem okropnym przyjacielem. Właściwie to nie jesteśmy przyjaciółmi. Jednak i tak powinienem to zrobić.
-Jestem okropny. Nawet nie próbowałem. - powiedziałem z wyrzutem.
-Ja próbowałem. Zmieniła numer.
-Że co?
-Nie przesłyszałeś się. Może... skoro nie chce mieć z nami kontaktu to nie zmuszajmy jej do tego.
Przytaknąłem i wróciliśmy do gry. Pierwszy raz gram w ,,The Last of Us". Ale słyszałem, że jest mega dobra. W końcu dostała ponad 200 tytułów gry roku. Ymm. Dobra. (UWAGA! Spojler) Fabuła dosyć ciekawie się zaczyna. Ale to co dzieję się później jest... takie przerażające. I jeszcze Sarah umiera na koniec. Wyłem jak bóbr i Charlie też. Założę się, że to musiało wyglądać komicznie. Po przejściu prologu wyłączyłem konsolę.
-Leondre. Muszę ci coś powiedzieć.
-No to mów.
-Rzuciłem liceum.
-Co zrobiłeś?!
-I zmienię go.
-Ale przecież tak bardzo chciałeś tam chodzić!
-Nie spełniało moich wymagań.
-A gdzie ty teraz pójdziesz?
-Kierunek Port Talbot!
-Sej łot?!
-Mieszkam u ciebie.
-Co kurwa?
-To kurwa!
-O kurwa...
Nagle przez okno w salonie zobaczyliśmy pojazd przeprowadzki.
-Uhuhu. Nowi sąsiedzi. - skomentował blondas.
-No. Zaraz się zacznie. Oh, ma pani pożyczyć cukier? Jak parkujesz idioto?! Co to za impreza w środku nocy?! Ojej, pardon, moje dzieci zniszczyły pani doniczkę! Założę się, że to jakaś bambino i jak tylko mnie zobaczy to zemdleje, zadzwoni do koleżanek i będą mnie codziennie męczyć.
-Czy aby trochę nie przesadzasz z tą bambino? Ja nie miałem takich problemów z sąsiadami.
-Bo wy się znaliście od zawsze. A gdy tak nagle jakaś bambino się dowie, że mieszka obok mnie to jest mega źle.
-Mimo to jestem ciekaw kto to. Idziemy do okna zobaczyć?
No więc tak jak zaplanowaliśmy. Przeszliśmy do okna i zauważyliśmy jakąś rodzinę: mama, tata, córka i syn.
Mama była po prostu mamą. Ubrana w kremową koszulkę z dekoltem i jeansy. Tata też - zwyczajny t-shirt i spodnie.
Syn ubrany w szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Wyglądał tak trochę jak szkolny chuligan, co nie znaczy, że nim jest. Córka - czarne włosy, czarny T-shirt, czarne rurki i czarne trampki. Typ buntowniczki. Nie powiem, dosyć interesujące pierwsze wrażenie. Rodzinka weszła do domu, a ja z Charliem wróciliśmy do gry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Liczymy na szczerość