Uznacie mnie za dziwnego człowieka. Może nawet i słusznie. Czasami po prostu coś robimy, nie zastanawiając się nad tym. W tym przypadku było tak samo. Chcecie wiedzieć o czym mówię?
Dzień za dniem wyglądałem przez okno. Rano i wieczorem. Przyglądałem się dziewczynie, która siedziała w oknie - tak samo jak ja. Nie widziałem jej twarzy. Tylko postać. Czasami słuchała muzyki, rzadko kiedy zajrzała do książki, robiła coś w telefonie, a nawet spała. Ja przeglądałem się jej. Każdy jej ruch, każdą czynność. Przywiązałem się do niej. Ciężko powiedzieć, że darzę ją jakimkolwiek uczuciem. Zero nienawiści, zero miłości ani zwyczajnej sympatii. Nic. Po prostu dzień za dniem, siedziałem w oknie - rano i wieczorem- przeglądałem się dziewczynie która spędzała cały dzień na parapecie. Nie obchodziła mnie jej mama, która często siadała razem z córką ani ojciec, który w ogóle nie przejmował się tym co robi jego dziecko, nie wspominając o bracie, który wciąż czegoś chciał od siostry.
Minęło kilka dni. Byłem sam w domu, Charlie musiał coś załatwić, a moja rodzina zawsze gdzieś znika bez uprzedzenia. Nie nudziło mi się. Zawsze robiłem coś ciekawego. Słuchałem muzyki na cały regulator, grałem na konsoli i coś co lubię najbardziej: spanie i jedzenie. A propos jedzenia. Zrobiłem się głodny. Poszedłem do lodówki, która ku mojemu nieszczęściu była pusta. Kutfa. Jestem sam w domu, czyli to ja muszę zrobić zakupy. Zacząłem oceniać w skali od jednego do dziesięciu czy warto się fatygować. No w sumie. Skoro teraz mi się nie chce iść, to później tym bardziej nie będę chciał. Ubrałem się w bardziej przyzwoite rzeczy niż brudną koszulkę i spodenki, wziąłem portfel, założyłem trumpki, zamknąłem drzwi na klucz i wyszedłem.
-Odwal się! - usłyszałem za sobą. Zaraz, skąd znam ten akcent? Taki... Polski. No znam dużo polskich Bambinos więc to pewno też jakaś polka. Odwróciłem odruchowo głowę w tamtą stronę i zobaczyłem, że rodzeństwo się kłóci. Znam to skądś. Potem dziewczyna szybkim krokiem udała się w stronę centrum.
***Charlie***
Dzisiaj poszedłem do liceum załatwić różne rzeczy typu legitymacja i inne duperele. Nie mogę się doczekać roku szkolnego, ale teraz są wakacje i mam zamiar je wykorzystać! Myślałem nad jakimś wyjazdem, ale jeszcze nie wiem gdzie. Nie zastanawiam się nad tym.
Zastanawiam się dlaczego Leo zrobił się taki dziwny. Nie wiem jak to ująć. Taki nieobecny.
Ugh...
Są wakacje, chcę się urwać od problemów ale kurcze wszystko chce mnie udupić. Nawet nie mogę spokojnie wyjść z budynku liceum, ponieważ muszę na kogoś wpaść.
-Przepraszam - powiedzieliśmy dokładnie w tym samym momencie. Skierowałem wzrok na tą osobę i chyba mi się przywidziało.
-Cleo? - zapytałem niepewnie. To była ta dziewczyna, która wprowadziła się obok nas, czytaj mnie i Leo, kilka dni temu. Postać się zatrzymała.
-Nie wiem o kim mówisz. Musiałeś się pomylić Charlie.
-Cleo, na drugim końcu świata bym cię poznał.
-Ale z drugiego końca ulicy nie poznałeś. - powiedziała odwracając się.
-Co ty tu robisz? - uśmiechnąłem się. - I w ogóle ślicznie wyglądasz. Kurcze mam tyle pytań. Co u ciebie? Kim jest ta rodzina? Czemu tak nagle zmieniłaś swój wygląd?
-Powiem ci wszystko ale nie tu.
-Jasne - przytuliłem ją - Miło mi cię znowu widzieć.
Ona jednak nic. Uśmiechnęła się ponuro.
Ona chce ze mną porozmawiać, to zabrałem ją do idealnego miejsca do rozmów - do Starbucks'a.
Zamówiliśmy dwie kawy i zajęliśmy miejsca przy stoliku.
-No dobra. W takim razie opowiadaj. - powiedziałem i łyknąłem kawy.
-Zacznę od początku. Od naszego ostatniego spotkania. Kiedy wróciłam do domu, do Polski, dowiedziałam się, że moja mama znalazła sobie faceta. Ma on syna Lukasa. Trochę mi to nie pasuje. On wkroczył z butami, ale takimi brudnymi butami w moje życie. Oświadczył się mojej mamie, przedstawił swojego syna, a potem postanowili razem zamieszkać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Liczymy na szczerość