I usłyszałem dzwonek do drzwi. Niechętnie powlokłem się w ich stronę. To był Charlie.
-Siemasz bro.
-Hej Charlie. Wejdź.
Udaliśmy się do salonu. Ja tylko wskoczyłem do kuchni po coś do picia. Ciekawe dlaczego Charlie mnie odwiedził. Przejechał długą drogę, więc na pewno o coś mu chodziło skoro nie załatwił tego przez telefon. Położyłem szklanki i colę na stole, a następnie usiadłem obok blondyna.
-Em... Co tu robisz? - spytałem
-Myślałem, że się bardziej ucieszysz. -powiedział i wstał. Nie o to mi chodziło.
-Charles ja się naprawdę cieszę, tylko po prostu... nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie, a ty tak nagle z dupy przyjeżdżasz.
-Jesteśmy przyjaciółmi. Czy to aż tak zdumiewające?
Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy przyjaciółmi. Tak! Oł je! Te słowa chciałem usłyszeć z tych ust! Bałem się, że nasze relacje są straszne, ale myliłem się! Jesteśmy przyjaciółmi!
-Charlie... - wstałem za nim i go przytuliłem. - Jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! Nic tylko zazdrościć!
-Co takiego powiedziałem?
-Że jesteśmy przyjaciółmi!
-Aha?
-Dobra. Ej, rozmawiałeś z Cleo?
-Nie, a ty?
Zaprzeczyłem. Spuściłem głowę i głośno westchnąłem. Nawet nie próbowałem dzwonić. Jestem okropnym przyjacielem. Właściwie to nie jesteśmy przyjaciółmi. Jednak i tak powinienem to zrobić.
-Jestem okropny. Nawet nie próbowałem. - powiedziałem z wyrzutem.
-Ja próbowałem. Zmieniła numer.
-Że co?
-Nie przesłyszałeś się. Może... skoro nie chce mieć z nami kontaktu to nie zmuszajmy jej do tego.
Przytaknąłem i wróciliśmy do gry. Pierwszy raz gram w ,,The Last of Us". Ale słyszałem, że jest mega dobra. W końcu dostała ponad 200 tytułów gry roku. Ymm. Dobra. (UWAGA! Spojler) Fabuła dosyć ciekawie się zaczyna. Ale to co dzieję się później jest... takie przerażające. I jeszcze Sarah umiera na koniec. Wyłem jak bóbr i Charlie też. Założę się, że to musiało wyglądać komicznie. Po przejściu prologu wyłączyłem konsolę.
-Leondre. Muszę ci coś powiedzieć.
-No to mów.
-Rzuciłem liceum.
-Co zrobiłeś?!
-I zmienię go.
-Ale przecież tak bardzo chciałeś tam chodzić!
-Nie spełniało moich wymagań.
-A gdzie ty teraz pójdziesz?
-Kierunek Port Talbot!
-Sej łot?!
-Mieszkam u ciebie.
-Co kurwa?
-To kurwa!
-O kurwa...
Nagle przez okno w salonie zobaczyliśmy pojazd przeprowadzki.
-Uhuhu. Nowi sąsiedzi. - skomentował blondas.
-No. Zaraz się zacznie. Oh, ma pani pożyczyć cukier? Jak parkujesz idioto?! Co to za impreza w środku nocy?! Ojej, pardon, moje dzieci zniszczyły pani doniczkę! Założę się, że to jakaś bambino i jak tylko mnie zobaczy to zemdleje, zadzwoni do koleżanek i będą mnie codziennie męczyć.
-Czy aby trochę nie przesadzasz z tą bambino? Ja nie miałem takich problemów z sąsiadami.
-Bo wy się znaliście od zawsze. A gdy tak nagle jakaś bambino się dowie, że mieszka obok mnie to jest mega źle.
-Mimo to jestem ciekaw kto to. Idziemy do okna zobaczyć?
No więc tak jak zaplanowaliśmy. Przeszliśmy do okna i zauważyliśmy jakąś rodzinę: mama, tata, córka i syn.
Mama była po prostu mamą. Ubrana w kremową koszulkę z dekoltem i jeansy. Tata też - zwyczajny t-shirt i spodnie.
Syn ubrany w szare spodnie dresowe i czarną bluzę. Wyglądał tak trochę jak szkolny chuligan, co nie znaczy, że nim jest. Córka - czarne włosy, czarny T-shirt, czarne rurki i czarne trampki. Typ buntowniczki. Nie powiem, dosyć interesujące pierwsze wrażenie. Rodzinka weszła do domu, a ja z Charliem wróciliśmy do gry.
środa, 28 grudnia 2016
niedziela, 18 grudnia 2016
Rozdział 10 - Nie miałem nikogo
Tym zespołem pomagacie ludziom. Co wszyscy zrobią bez waszego wsparcia?
-A postawiłaś się na moim miejscu?
Chyba ją zatkałem. Spuściła wzrok i wróciła do słuchania muzyki.
-Kto powiedział, że to będzie łatwe? -dodała i się odwróciła. Zakładam, że zaczęła płakać. Położyłem dłoń na karku i wypuściłem powietrze przez usta. Spojrzałem na Leo, który przyglądał się tej sytuacji, ale on wtedy się odwrócił i wyszedł.
-Kuźwa...- powiedziałem sam do siebie i pobiegłem za Leo. Złapałem go za ramię i jednym ruchem sprawiłem, że się odwrócił. -Macie zamiar się na mnie obrażać do końca życia?
-Dlaczego od razu chcesz to kończyć? Możemy razem coś wymyślić.
-Wiesz jak mi jest z tym ciężko, że wszystkie fanki biegają tylko za Tobą? Nie chodzi mi o to, że zależy mi na sławie czy coś, ale jesteśmy w tym razem, pracujemy wspólnie, piszemy piosenki razem, a potem razem sprawiamy, że to jest hit, ale i tak tylko twój udział w tym jest doceniany. Nikt nie widzi w tym mojego trudu. Wiesz jak to jest ciężko?
-Tak się składa, że gdy zespół powstał ty byłeś faworytem.
-To nie to samo.
-Tak, to dokładnie to samo! Ale nigdy nie narzekałem, ponieważ ja nigdy wcześniej nie byłem w centrum uwagi! - zaczął podnosić głos.
-Co masz na myśli?!
-To, że zanim powstał zespół ty już byłeś gwiazdą! Pamiętasz jak mi opowiadałeś ilu masz znajomych? Że cała szkoła cie zna? Gdy Cię ktoś zaczepił, wszyscy stali za tobą murem. Ale kiedy znęcano się nade mną nikt mi nie pomógł! Wszyscy stali i się ze mnie śmiali. Kiedy ty się doskonale bawiłeś z przyjaciółmi, ja byłem sam! Ja nie miałem przyjaciół!
-A Annie? - gdy usłyszał to imię zaszkliły mu się oczy, ale nie miał zamiaru płakać
-Jej nic do tego Charlie.
-Ona była twoją przyjaciółką.
-Ona nie żyje! Słyszysz? Nie żyje już od dziesięciu lat! Dziesięć lat temu nie byłem prześladowany!
-Ale miałeś przyjaciółkę. Więc nie zaprzeczaj.
-Ale później przez sześć lat nikogo nie miałem. Nikogo... dopiero gdy poznałem ciebie. Ale teraz ty też chcesz mnie zostawić.
-Leondre nadal będziemy przyjaciółmi!
-Myślałeś kiedyś nad tym? Kiedy już nie będziemy zespołem to znaczy koniec z nagrywaniem, trasami. Ty wrócisz do swojego domu, a ja do swojego. Będziemy się rzadziej widzieć. Ty mieszkasz w Anglii, ja w Walii. Cholernie daleko. Nasze relacje mogą się pogorszyć.
-Zanim byliśmy przyjaciółmi, też jedynym kontaktem był internet.
-Ale wtedy nie byliśmy tak zżyci. A co jeśli... - zaczął, ale machnął ręką i się odwrócił.
-Jeśli co?
-Jeśli znajdziemy sobie innych przyjaciół? Na co wtedy będziesz mi ty? Będę tylko czekać na ciebie kilka miesięcy, żeby budować miłe wspomnienia z mojego życia?
-Ty chyba nie wiesz o czym mówisz!
-Doskonale wiem o czym mówię! Ty też wiesz! I dlatego zaprzeczasz! Bo wiesz, że to prawda! I tej prawdy się boisz.
-Leo...
-Charlie, po prostu mi tego nie rób. Tak naprawdę to dzięki tobie jeszcze żyję, a kiedy sobie tak po prostu odpuścisz i odejdziesz... nie będę miał dla kogo żyć.
-Chodźmy na próbę. Pomyślę o tym.
*Dwie godziny później*
Nie mogłem za nic w świecie się skupić. Myliłem słowa, wypadałem z rytmu, a czasami tak się zamyśliłem, że w ogóle zamiast śpiewać zaczynałem coś mamrotać. Myślałem o Leo, o Cleo. Dwóch najważniejszych dla mnie osobach. Chcę, żeby byli szczęśliwi. Ale oni chcą mojego szczęścia. Stoję między młotem a kowadłem. Zrezygnować? Czy brnąć dalej? Poddać się, czy walczyć? Nie wiem. Z moich myśli po raz kolejny wyrwał mnie głos tego gościa, który ma wszystkie te rzeczy na głowie, nawet nie wiem jak nazwać jego pozycję. Zarządził przerwę. Może się przyda. Muszę się rozluźnić. Włączyłem telefon. Pięć nieodebranych połączeń od Cleo. I znowu dzwoniła. Szybko odebrałem.
-Co się stało?
-Charlie wróć do domu proszę!- krzyczała szeptem. Płakała jak dziecko, było słychać. Jeszcze było słychać krzyki i walenie w drzwi.
-Cleo co się tam dzieje?!
-Pomóż mi...- po tym się rozłączyła. Zadzwoniłem na policję.
Jestem na próbie i nie wiem jak bardzo bym chciał iść do Cleo muszę zostać.
-Mamo!
-Tak?
-Musisz wrócić do hotelu. Cleo coś się dzieje, nie wiem co, ale coś złego. Kazałem policji już tam jechać, ale ona nie może być sama, a ja i Leo musimy tu zostać.
-Dobrze. Jak będę coś wiedzieć od razu do ciebie dzwonie. - powiedziała i szybko wybiegła ze studia. Powiedziałem o wszystkim Leo. Trochę się przejął. Mimo to postanowiliśmy, że zachowamy spokój i skończymy próbę. Teraz mi wszystko dobrze szło. Przestałem rozmyślać o zespole. Dałem z siebie wszystko. Pół godziny później skończyliśmy i właśnie w tym momencie mój telefon zadzwonił. Odebrałem go jak poparzony.
-Halo?
-Synku, jestem z Cleo w szpitalu.
Podała mi adres i razem z brunetem tam pojechaliśmy.
Znaleźliśmy ją w jakiejś sali. Lekarze sprawdzali czy na pewno wszystko w porządku. Od razu ją przytuliłem, ale ona tego nie odwzajemniła. Jeszcze się nie pogodziła z moją decyzją.
-Cleo co się stało? -zapytałem. Nic nie odpowiedziała.
***Leondre***
Cleo nie chciała z nikim gadać, dlatego zapytałem o całe zdarzenie policjanta.
-Dziewczyna z nikim nie chciała rozmawiać. Oprócz niej nikogo tam nie było. Pokój wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Znaleźliśmy dziewczynę zamkniętą w łazience i nic więcej nie wiemy.
*Jakieś dwa miesiące później*
Trasa zakończona sukcesem. Wakacje. Nasze, czytaj moje, Charliego i Cleo relacje są straszne. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dwóch tygodni. Bars and Melody wciąż istnieje, gdyż zerwanie kontraktu z wytwórnią kosztuje majątek. Producent zgodził się jednak na przerwę od nagrań i koncertów, aż do odwołania, ale najdłużej do końca sierpnia.
To boli gdy nie rozmawia się z bliskimi ci osobami. Chciałem do nich dzwonić, ale jeszcze tego nie zrobiłem. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Chodziłem przygnębiony, nie miałem apetytu, nie spałem w nocy. Czułem w swoim życiu pustkę. Męczy mnie ta rutyna. Kolejny dzień i znowu będę robić to samo. Żył, po prostu żył. I nic poza tym. Udałem się do kuchni i zrobiłem kanapki z Nutellą na śniadanie. Kolejny poranek już tak robię i mam dosyć. Zastanawiałem się czy zjeść w kuchni, w salonie, a może w pokoju. Salon będzie ok. Przy okazji program na konsoli. Okazało się , że jestem sam. Co mi tam. Odpaliłem ,,The Last of Us", zjadłem jedną kanapkę i usłyszałem...
-A postawiłaś się na moim miejscu?
Chyba ją zatkałem. Spuściła wzrok i wróciła do słuchania muzyki.
-Kto powiedział, że to będzie łatwe? -dodała i się odwróciła. Zakładam, że zaczęła płakać. Położyłem dłoń na karku i wypuściłem powietrze przez usta. Spojrzałem na Leo, który przyglądał się tej sytuacji, ale on wtedy się odwrócił i wyszedł.
-Kuźwa...- powiedziałem sam do siebie i pobiegłem za Leo. Złapałem go za ramię i jednym ruchem sprawiłem, że się odwrócił. -Macie zamiar się na mnie obrażać do końca życia?
-Dlaczego od razu chcesz to kończyć? Możemy razem coś wymyślić.
-Wiesz jak mi jest z tym ciężko, że wszystkie fanki biegają tylko za Tobą? Nie chodzi mi o to, że zależy mi na sławie czy coś, ale jesteśmy w tym razem, pracujemy wspólnie, piszemy piosenki razem, a potem razem sprawiamy, że to jest hit, ale i tak tylko twój udział w tym jest doceniany. Nikt nie widzi w tym mojego trudu. Wiesz jak to jest ciężko?
-Tak się składa, że gdy zespół powstał ty byłeś faworytem.
-To nie to samo.
-Tak, to dokładnie to samo! Ale nigdy nie narzekałem, ponieważ ja nigdy wcześniej nie byłem w centrum uwagi! - zaczął podnosić głos.
-Co masz na myśli?!
-To, że zanim powstał zespół ty już byłeś gwiazdą! Pamiętasz jak mi opowiadałeś ilu masz znajomych? Że cała szkoła cie zna? Gdy Cię ktoś zaczepił, wszyscy stali za tobą murem. Ale kiedy znęcano się nade mną nikt mi nie pomógł! Wszyscy stali i się ze mnie śmiali. Kiedy ty się doskonale bawiłeś z przyjaciółmi, ja byłem sam! Ja nie miałem przyjaciół!
-A Annie? - gdy usłyszał to imię zaszkliły mu się oczy, ale nie miał zamiaru płakać
-Jej nic do tego Charlie.
-Ona była twoją przyjaciółką.
-Ona nie żyje! Słyszysz? Nie żyje już od dziesięciu lat! Dziesięć lat temu nie byłem prześladowany!
-Ale miałeś przyjaciółkę. Więc nie zaprzeczaj.
-Ale później przez sześć lat nikogo nie miałem. Nikogo... dopiero gdy poznałem ciebie. Ale teraz ty też chcesz mnie zostawić.
-Leondre nadal będziemy przyjaciółmi!
-Myślałeś kiedyś nad tym? Kiedy już nie będziemy zespołem to znaczy koniec z nagrywaniem, trasami. Ty wrócisz do swojego domu, a ja do swojego. Będziemy się rzadziej widzieć. Ty mieszkasz w Anglii, ja w Walii. Cholernie daleko. Nasze relacje mogą się pogorszyć.
-Zanim byliśmy przyjaciółmi, też jedynym kontaktem był internet.
-Ale wtedy nie byliśmy tak zżyci. A co jeśli... - zaczął, ale machnął ręką i się odwrócił.
-Jeśli co?
-Jeśli znajdziemy sobie innych przyjaciół? Na co wtedy będziesz mi ty? Będę tylko czekać na ciebie kilka miesięcy, żeby budować miłe wspomnienia z mojego życia?
-Ty chyba nie wiesz o czym mówisz!
-Doskonale wiem o czym mówię! Ty też wiesz! I dlatego zaprzeczasz! Bo wiesz, że to prawda! I tej prawdy się boisz.
-Leo...
-Charlie, po prostu mi tego nie rób. Tak naprawdę to dzięki tobie jeszcze żyję, a kiedy sobie tak po prostu odpuścisz i odejdziesz... nie będę miał dla kogo żyć.
-Chodźmy na próbę. Pomyślę o tym.
*Dwie godziny później*
Nie mogłem za nic w świecie się skupić. Myliłem słowa, wypadałem z rytmu, a czasami tak się zamyśliłem, że w ogóle zamiast śpiewać zaczynałem coś mamrotać. Myślałem o Leo, o Cleo. Dwóch najważniejszych dla mnie osobach. Chcę, żeby byli szczęśliwi. Ale oni chcą mojego szczęścia. Stoję między młotem a kowadłem. Zrezygnować? Czy brnąć dalej? Poddać się, czy walczyć? Nie wiem. Z moich myśli po raz kolejny wyrwał mnie głos tego gościa, który ma wszystkie te rzeczy na głowie, nawet nie wiem jak nazwać jego pozycję. Zarządził przerwę. Może się przyda. Muszę się rozluźnić. Włączyłem telefon. Pięć nieodebranych połączeń od Cleo. I znowu dzwoniła. Szybko odebrałem.
-Co się stało?
-Charlie wróć do domu proszę!- krzyczała szeptem. Płakała jak dziecko, było słychać. Jeszcze było słychać krzyki i walenie w drzwi.
-Cleo co się tam dzieje?!
-Pomóż mi...- po tym się rozłączyła. Zadzwoniłem na policję.
Jestem na próbie i nie wiem jak bardzo bym chciał iść do Cleo muszę zostać.
-Mamo!
-Tak?
-Musisz wrócić do hotelu. Cleo coś się dzieje, nie wiem co, ale coś złego. Kazałem policji już tam jechać, ale ona nie może być sama, a ja i Leo musimy tu zostać.
-Dobrze. Jak będę coś wiedzieć od razu do ciebie dzwonie. - powiedziała i szybko wybiegła ze studia. Powiedziałem o wszystkim Leo. Trochę się przejął. Mimo to postanowiliśmy, że zachowamy spokój i skończymy próbę. Teraz mi wszystko dobrze szło. Przestałem rozmyślać o zespole. Dałem z siebie wszystko. Pół godziny później skończyliśmy i właśnie w tym momencie mój telefon zadzwonił. Odebrałem go jak poparzony.
-Halo?
-Synku, jestem z Cleo w szpitalu.
Podała mi adres i razem z brunetem tam pojechaliśmy.
Znaleźliśmy ją w jakiejś sali. Lekarze sprawdzali czy na pewno wszystko w porządku. Od razu ją przytuliłem, ale ona tego nie odwzajemniła. Jeszcze się nie pogodziła z moją decyzją.
-Cleo co się stało? -zapytałem. Nic nie odpowiedziała.
***Leondre***
Cleo nie chciała z nikim gadać, dlatego zapytałem o całe zdarzenie policjanta.
-Dziewczyna z nikim nie chciała rozmawiać. Oprócz niej nikogo tam nie było. Pokój wyglądał jakby przeszło przez niego tornado. Znaleźliśmy dziewczynę zamkniętą w łazience i nic więcej nie wiemy.
*Jakieś dwa miesiące później*
Trasa zakończona sukcesem. Wakacje. Nasze, czytaj moje, Charliego i Cleo relacje są straszne. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dwóch tygodni. Bars and Melody wciąż istnieje, gdyż zerwanie kontraktu z wytwórnią kosztuje majątek. Producent zgodził się jednak na przerwę od nagrań i koncertów, aż do odwołania, ale najdłużej do końca sierpnia.
To boli gdy nie rozmawia się z bliskimi ci osobami. Chciałem do nich dzwonić, ale jeszcze tego nie zrobiłem. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego. Chodziłem przygnębiony, nie miałem apetytu, nie spałem w nocy. Czułem w swoim życiu pustkę. Męczy mnie ta rutyna. Kolejny dzień i znowu będę robić to samo. Żył, po prostu żył. I nic poza tym. Udałem się do kuchni i zrobiłem kanapki z Nutellą na śniadanie. Kolejny poranek już tak robię i mam dosyć. Zastanawiałem się czy zjeść w kuchni, w salonie, a może w pokoju. Salon będzie ok. Przy okazji program na konsoli. Okazało się , że jestem sam. Co mi tam. Odpaliłem ,,The Last of Us", zjadłem jedną kanapkę i usłyszałem...
piątek, 25 listopada 2016
Rozdział 9 - Nigdy mu tego nie wybaczę + LBA
Gdy otworzyłam, zamarłam. Przed sobą zobaczyłam dwóch policjantów.
-Cleo Figas? -zapytał jeden z nich.
-Tak. Nie bardzo wiem o co chodzi?
-Możemy wejść, musimy porozmawiać?
- Jasne.
Zaprowadziłam panów do salonu. Oni zajęli miejsca na kanapie, a ja i Leo na fotelach naprzeciwko.
-Kim jest ten młodzieniec?
-Moim przyjacielem. Chcę by tu został.
-Nie ma problemu. Chodzi o twoją zmarłą siostrę. Przyczyną śmierci nie był wypadek. To było morderstwo.
-Co?
-Z tego co było wiadomo na początku Matilda Figas, zginęła podczas zderzenia czołowego w czasie jazdy z nieznanym kierowcą. Dopiero niedawno według śledztwa, była martwa przed wejściem do tego samochodu.
-W jakim sensie?
-Większość złamań zadał jej pani ojciec. Matilda została pobita, potem miała zostać ukryta w lesie, ale był wypadek.
-Rozumiem.
-Trwają poszukiwania mężczyzny, może coś o tym wiesz?
-Nie, od ponad roku nie utrzymuje z nim kontaktu.
-W takim razie, do widzenia.
Policjanci opuścili nasz dom, a ja poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po chwili wszedł Lełoś.
-Wszystko ok?
-Tak. Tylko po prostu muszę się pozbierać.
-Chyba znam najlepszy lek. - powiedział i po chwili leżał na mnie i łaskotał. Śmiałam się, bo mam łaskotki.
-Devries przestań! -biłam go po plecach.
-A jak ja cię uderzyłem to była afera.
-Tyle, że jak ja cię biję, to cię nie boli, a mi krew leciała.
-No tak. Przepraszam.
-Już ci wybaczyłam.
Chłopak leżał nade mną i patrzył się w moje oczy. Zebrał moje włosy za ucho. Serce zaczęło mi bić szybciej, a oddech stał się nierówny. Nasze usta dzieliło już kilka centymetrów.
-Leondre, nie. To dzieje się za szybko! To że ci wybaczyłam nie znaczy, że będziemy się całować.
-Już nigdy?
-Nie wiem. Może kiedyś. Ale nie tak szybko.
-Czyli tak?
-Nie wkurwiaj mnie.
-Słownik ci się skończył?
-Będę wyrażać się jak chcę.
-Nie podobają mi się wulgarne dziewczyny.
-Ale ja może nie chcę się tobie podobać.
-Lesba!
-Pedał!
Chłopak wytknął mi język, więc odpowiedziałam mu moją ulubioną bronią: poduszką. Po chwili już leżał na podłodze. Uciekłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Charliego.
-Charlie ratuj mnie! - wskoczyłam mu na plecy.
-O co chodzi? - zdziwił się, po chwili brunet już biegł w naszą stronę, więc blondyn zaczął uciekać. Piszczałam jak głupia.
***Charlie***
Bawiliśmy się jak dzieci. Byłem już zmęczony, więc Leondre nas doganiał. Potem na nas skoczył i wszyscy wylądowaliśmy na podłodze. Wszyscy się śmialiśmy. No, prawie wszyscy. Dziewczyna płakała.
-Skarbie nic ci nie jest?- zapytałem
-Jestem najgorszą osobą na świecie!
-Co ty mówisz?
-Właśnie się dowiedziałam, że mój ojciec zabił moją siostrę, a ja się bawię i śmieję! -Masz prawo do szczęścia. Nie ważne jak jest źle!
-Nie rozumiesz. Ja nigdy mu tego nie wybacze. -powiedziała, po czym wybiegła na podwórko i usiadła przy basenie. Pobiegłem za nią.
-Zostawcie mnie w spokoju chcę być sama!
Po co drażnić kobietę? Mam tylko nadzieję, że jej przejdzie. Nie miałem nic ciekawego do roboty, więc poszedłem oglądać jakiś film, w którym nie wiedziałem do końca o co kaman. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz!
*21:00*
Cleo cały czas siedziała na dworze. Powinna szykować się do wyjazdu. Jest naprawdę smutna. Ale kurde... na dworze jest zimno. Wiem! Zrobiłem gorące kakao z bitą śmietaną. Zaniosłem je brunetce.
-Masz. Zrobiłem ci kakao.
-Dziękuję.
-Już w porządku?
-Taa. Która godzina?
-Coś około dwudziestej pierwszej.
-Muszę iść się szykować. Kakałko (kakałko czy kakauko, srać to) było nieziemskie. Robiliśmy tam różne pierdoły, a potem pojechaliśmy do Nowego Yorku! Oł jee!
*Nowy York, 20:00*
***Cleo***
Siedzę w hotelu. BaM wracają z koncertu. Nie pojechałam z nimi, because poszłam zwiedzać NYC. Wow, kocham to miasto. Byłam zobaczyć Time Square, Empire State Building, Central Park, Statułę Wolności i oglądałam rzeczy w kilku sklepach, w których sprzedają rzeczy, na które mnie nigdy nie będzie stać.
Zmęczona siedzę w hotelu. Po chwili usłyszałam przekręcanie kluczy i chłopcy weszli do pokoju. Mamy wspólnie pokój, a co? Trzyosobowy!
-Charlie co się z tobą dzieje?!- krzyczał Leo.
-Co się stało? -zapytałam.
-No właśnie nie wiem! Charlie się do mnie nie odzywa.
-Charlie o co chodzi?
-Chcesz wiedzieć o co chodzi?! - powiedział wkurzony Charlie - Chcesz wiedzieć?! - zwrócił się do Leondrego -Dlaczego Bambinos krzyczą na TWÓJ widok, a mnie mają w dupie?! Dlaczego na Meet&Greet wszystkie podchodzą do CIEBIE, przytulają CIEBIE, robią zdjęcia z TOBĄ, proszą CIĘ o podpis, a mnie mają gdzieś?! Dlaczego podczas koncertu, wszystkie krzyczą ,,Kocham Cię Leo!" ?! Dlaczego wybierają między mną a tobą?!
Jedyna zasada- Bars AND Melody, a nie Bars OR Melody!
-Charlie to nie moja wina. - powiedział załamany brunet. Ja też miałam zaszklone oczy.
-Nie to nie twoja wina. Ale skoro ludzie nie chcą Bars and Melody, tylko Leondrego Devriesa, to niech sobie mają Leondrego Devriesa. Słuchaj, to koniec. Odchodzę z zespołu.
Moją natychmiastową reakcją było wyjście z hotelu, iść na miasto i przed siebie. Miałam krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach, bo w południe i w hotelu było gorąco. Ale teraz jest zimno. Cała drżałam. Łzy leciały mi po policzkach. Szłam przed siebie zagubiona we własnych myślach. Kurde, Charlie musiał to znosić okropnie. A Leondre pewno przeżywa odejście Charliego. A już nie wspomnę o Bambinos. Na pewno, wśród tych fałszywych fanek były prawdziwe Bambinos. One się załamią. Szłam tak przed siebie, nie ogarniałam co się wokół mnie dzieje. Zobaczyłam, że zbliżają się do mnie dwa reflektory i w ułamku sekundy ktoś mnie złapał za rękę i pociągnął w bezpieczne miejsce. Zobaczyłam w świetle latarni, że był zielonookim, wysokim, szczupłym blondynem. Miał na sobie dresowe spodnie i bluzę, a na glowie kaptur.
-Dziękuję. - powiedziałam
-Co się stało?
-Nie ważne. Nie powinnam ci się żalić. Nie znamy się.
-Jestem Dallas, ale mów mi Di.
-Cleo.
-No to teraz się znamy. O co chodzi?
-Zgubiłam się...
-A może wiesz gdzie cię zaprowadzić?
Podałam mu adres hotelu. On wiedział gdzie to jest. Podczas drogi miło mi się z nim rozmawiało. Podałam mu jego numer. Nie wzięłam komórki, więc Di miał jutro do mnie zadzwonić. Po około piętnastu minutach byliśmy pod hotelem.
-Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
-Spotkanie jutro?
-Jasne. Przyjdź do mnie tak w okolicach 15. Pokój numer 23.
-Będę. To do jutra.
-Pa.
Udałam się do pokoju. Charlie od razu mnie przytulił.
-Gdzie ty byłaś? Martwiliśmy się. -powiedział. Ja jednak nie odpowiedziałam. Poszłam do łazienki, przebrałam do snu i poszłam spać.
Rano obudził mnie dźwięk telefonu. Nieznany numer. To pewnie Dallas.
-Halo? - powiedział głos
-Di?
-Tak. Dobra masz już mój numer. Zadzwonię, gdy będę na dole. Nie wiem czy mnie wpuszczą tak po prostu, dlatego będziesz musiała powiedzieć, że cię odwiedzam.
-Jasne, nie ma problemu. Pa.
-To do 15.
Rozłączyłam się. Była trzynasta. Chłopcy jeszcze spali. Trochę się ogarnęłam. Wybrałam sobie, że dzisiaj ubiorę się na rockowo. Nie mam wyznaczonego stylu. Po prostu kocham wszystkie. Ubrałam czarne, dziurawe jeansy, czarny t-shirt z jakimś obrazkiem na środku, czarne trampki i czapkę. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam telefon i słuchawki, a następnie włączyłam muzykę tak głośno jak mogę. Nie mam zamiaru być głucha. Kilka piosenek minęło i chłopcy coś tam mówili, ale nie słyszałam. Później każdego odprowadzałam wzrokiem do drzwi łazienki.
***Charlie***
Najpierw idę na próbę, a potem razem z brunetem do Simona, że koniec Bars and Melody. Bambinos na razie o niczym nie wiedzą. I może dobrze. Mimo to trochę szkoda mi z Leo, ale ja po prostu nie potrafiłem dłużej. Cleo też się chyba na mnie obraziła. Tylko zastanawia mnie, gdzie ona wczoraj była.
-Cleo, my wychodzimy! - powiedziałem, ale miała słuchawki w uszach i mnie nie słyszała. Wyrwałem jej jedną słuchawkę.
-Wychodzimy już. - powtórzyłem.
-Charlie nie kończcie tego. Przecież to było wasze marzenie. Tym zespołem pomagacie ludziom. Co wszyscy zrobią bez waszego wsparcia?...
LBA
Pytania i nominacje będą w następnym rozdziale
1. Opisz swoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa.
Moim ulubionym wspomnieniem z dzieciństwa było to, jak mój brat wszczepił we mnie zamiłowanie do gier. Jako małe dzieci siedzieliśmy całe godziny przed komputerem grając w gry wieloosobowe lub kiedy oglądałam jak on gra w coś trudniejszego. Do dzisiaj to robimy, a ja uwielbiam pogłębiać wiedzę o różnych grach.
2. Czy lubisz Święta Bożego Narodzenie? Opisz co w nich najbardziej lubisz lub nienawidzisz.
Cały rok czekam na ten jeden wyjątkowy dzień. Najbardziej lubię tą atmosferę, kiedy ubieramy choinkę, cały dzień pachnie jedzeniem, a potem całą rodziną zasiadamy do stołu, rozmawiamy, a potem prezenty, które wszyscy kochają.
Nienawidzę tego że reklamy lecą dwa miesiące przed świętami.
3. Czym się interesujesz? Pomijając pisanie XD
Lubię śpiewać w różnych językach. W ogóle wszystko co jest związane z muzyką. Jestem też początkującą cosplayerką. Ale to takie hobby na dalszym planie.
4. Jakie są Twoje 3 najważniejsze wartości w życiu?
Przyjaźń, rodzina i dążenie do szczęścia
5. Jakie wspomnienie nie zamieniłabyś na żadne inne?
Ojejku nie wiem. Dużo tego. Według mnie wszystkie dobre wspomnienia są cenne i nigdy o nich nie zapomnę.
6. Dostajesz bilet na samolot lecącym w kierunku wybranym przez Ciebie. Gdzie to będzie?
Londyn albo Nowy York.
7. Opisz osobę najważniejszą dla Ciebie.
Nie wiem jak rozumieć to pytanie. Może jak mi napiszesz dokładniej w komentarzu, to chętnie odpowiem.
8. Ile DNI zostało do twoich urodzin?
160 dni.
9. Jakie jest twoje największe marzenie? Czy wierzysz, że się spełni?
Moim największym marzeniem jest zajść dosyć daleko na Fanta Future Young Stars. Mam przede wszystkim wielką nadzieję że się spełni oraz dużo zapału żeby nad tym pracować.
10. Opisz najciekawszy dzień z Twojego życia, będąc już jako nastolatka.
-Cleo Figas? -zapytał jeden z nich.
-Tak. Nie bardzo wiem o co chodzi?
-Możemy wejść, musimy porozmawiać?
- Jasne.
Zaprowadziłam panów do salonu. Oni zajęli miejsca na kanapie, a ja i Leo na fotelach naprzeciwko.
-Kim jest ten młodzieniec?
-Moim przyjacielem. Chcę by tu został.
-Nie ma problemu. Chodzi o twoją zmarłą siostrę. Przyczyną śmierci nie był wypadek. To było morderstwo.
-Co?
-Z tego co było wiadomo na początku Matilda Figas, zginęła podczas zderzenia czołowego w czasie jazdy z nieznanym kierowcą. Dopiero niedawno według śledztwa, była martwa przed wejściem do tego samochodu.
-W jakim sensie?
-Większość złamań zadał jej pani ojciec. Matilda została pobita, potem miała zostać ukryta w lesie, ale był wypadek.
-Rozumiem.
-Trwają poszukiwania mężczyzny, może coś o tym wiesz?
-Nie, od ponad roku nie utrzymuje z nim kontaktu.
-W takim razie, do widzenia.
Policjanci opuścili nasz dom, a ja poszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Po chwili wszedł Lełoś.
-Wszystko ok?
-Tak. Tylko po prostu muszę się pozbierać.
-Chyba znam najlepszy lek. - powiedział i po chwili leżał na mnie i łaskotał. Śmiałam się, bo mam łaskotki.
-Devries przestań! -biłam go po plecach.
-A jak ja cię uderzyłem to była afera.
-Tyle, że jak ja cię biję, to cię nie boli, a mi krew leciała.
-No tak. Przepraszam.
-Już ci wybaczyłam.
Chłopak leżał nade mną i patrzył się w moje oczy. Zebrał moje włosy za ucho. Serce zaczęło mi bić szybciej, a oddech stał się nierówny. Nasze usta dzieliło już kilka centymetrów.
-Leondre, nie. To dzieje się za szybko! To że ci wybaczyłam nie znaczy, że będziemy się całować.
-Już nigdy?
-Nie wiem. Może kiedyś. Ale nie tak szybko.
-Czyli tak?
-Nie wkurwiaj mnie.
-Słownik ci się skończył?
-Będę wyrażać się jak chcę.
-Nie podobają mi się wulgarne dziewczyny.
-Ale ja może nie chcę się tobie podobać.
-Lesba!
-Pedał!
Chłopak wytknął mi język, więc odpowiedziałam mu moją ulubioną bronią: poduszką. Po chwili już leżał na podłodze. Uciekłam z pokoju. Na korytarzu spotkałam Charliego.
-Charlie ratuj mnie! - wskoczyłam mu na plecy.
-O co chodzi? - zdziwił się, po chwili brunet już biegł w naszą stronę, więc blondyn zaczął uciekać. Piszczałam jak głupia.
***Charlie***
Bawiliśmy się jak dzieci. Byłem już zmęczony, więc Leondre nas doganiał. Potem na nas skoczył i wszyscy wylądowaliśmy na podłodze. Wszyscy się śmialiśmy. No, prawie wszyscy. Dziewczyna płakała.
-Skarbie nic ci nie jest?- zapytałem
-Jestem najgorszą osobą na świecie!
-Co ty mówisz?
-Właśnie się dowiedziałam, że mój ojciec zabił moją siostrę, a ja się bawię i śmieję! -Masz prawo do szczęścia. Nie ważne jak jest źle!
-Nie rozumiesz. Ja nigdy mu tego nie wybacze. -powiedziała, po czym wybiegła na podwórko i usiadła przy basenie. Pobiegłem za nią.
-Zostawcie mnie w spokoju chcę być sama!
Po co drażnić kobietę? Mam tylko nadzieję, że jej przejdzie. Nie miałem nic ciekawego do roboty, więc poszedłem oglądać jakiś film, w którym nie wiedziałem do końca o co kaman. Ale co zrobisz? Nic nie zrobisz!
*21:00*
Cleo cały czas siedziała na dworze. Powinna szykować się do wyjazdu. Jest naprawdę smutna. Ale kurde... na dworze jest zimno. Wiem! Zrobiłem gorące kakao z bitą śmietaną. Zaniosłem je brunetce.
-Masz. Zrobiłem ci kakao.
-Dziękuję.
-Już w porządku?
-Taa. Która godzina?
-Coś około dwudziestej pierwszej.
-Muszę iść się szykować. Kakałko (kakałko czy kakauko, srać to) było nieziemskie. Robiliśmy tam różne pierdoły, a potem pojechaliśmy do Nowego Yorku! Oł jee!
*Nowy York, 20:00*
***Cleo***
Siedzę w hotelu. BaM wracają z koncertu. Nie pojechałam z nimi, because poszłam zwiedzać NYC. Wow, kocham to miasto. Byłam zobaczyć Time Square, Empire State Building, Central Park, Statułę Wolności i oglądałam rzeczy w kilku sklepach, w których sprzedają rzeczy, na które mnie nigdy nie będzie stać.
Zmęczona siedzę w hotelu. Po chwili usłyszałam przekręcanie kluczy i chłopcy weszli do pokoju. Mamy wspólnie pokój, a co? Trzyosobowy!
-Charlie co się z tobą dzieje?!- krzyczał Leo.
-Co się stało? -zapytałam.
-No właśnie nie wiem! Charlie się do mnie nie odzywa.
-Charlie o co chodzi?
-Chcesz wiedzieć o co chodzi?! - powiedział wkurzony Charlie - Chcesz wiedzieć?! - zwrócił się do Leondrego -Dlaczego Bambinos krzyczą na TWÓJ widok, a mnie mają w dupie?! Dlaczego na Meet&Greet wszystkie podchodzą do CIEBIE, przytulają CIEBIE, robią zdjęcia z TOBĄ, proszą CIĘ o podpis, a mnie mają gdzieś?! Dlaczego podczas koncertu, wszystkie krzyczą ,,Kocham Cię Leo!" ?! Dlaczego wybierają między mną a tobą?!
Jedyna zasada- Bars AND Melody, a nie Bars OR Melody!
-Charlie to nie moja wina. - powiedział załamany brunet. Ja też miałam zaszklone oczy.
-Nie to nie twoja wina. Ale skoro ludzie nie chcą Bars and Melody, tylko Leondrego Devriesa, to niech sobie mają Leondrego Devriesa. Słuchaj, to koniec. Odchodzę z zespołu.
Moją natychmiastową reakcją było wyjście z hotelu, iść na miasto i przed siebie. Miałam krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach, bo w południe i w hotelu było gorąco. Ale teraz jest zimno. Cała drżałam. Łzy leciały mi po policzkach. Szłam przed siebie zagubiona we własnych myślach. Kurde, Charlie musiał to znosić okropnie. A Leondre pewno przeżywa odejście Charliego. A już nie wspomnę o Bambinos. Na pewno, wśród tych fałszywych fanek były prawdziwe Bambinos. One się załamią. Szłam tak przed siebie, nie ogarniałam co się wokół mnie dzieje. Zobaczyłam, że zbliżają się do mnie dwa reflektory i w ułamku sekundy ktoś mnie złapał za rękę i pociągnął w bezpieczne miejsce. Zobaczyłam w świetle latarni, że był zielonookim, wysokim, szczupłym blondynem. Miał na sobie dresowe spodnie i bluzę, a na glowie kaptur.
-Dziękuję. - powiedziałam
-Co się stało?
-Nie ważne. Nie powinnam ci się żalić. Nie znamy się.
-Jestem Dallas, ale mów mi Di.
-Cleo.
-No to teraz się znamy. O co chodzi?
-Zgubiłam się...
-A może wiesz gdzie cię zaprowadzić?
Podałam mu adres hotelu. On wiedział gdzie to jest. Podczas drogi miło mi się z nim rozmawiało. Podałam mu jego numer. Nie wzięłam komórki, więc Di miał jutro do mnie zadzwonić. Po około piętnastu minutach byliśmy pod hotelem.
-Nie wiem jak ci się odwdzięczyć.
-Spotkanie jutro?
-Jasne. Przyjdź do mnie tak w okolicach 15. Pokój numer 23.
-Będę. To do jutra.
-Pa.
Udałam się do pokoju. Charlie od razu mnie przytulił.
-Gdzie ty byłaś? Martwiliśmy się. -powiedział. Ja jednak nie odpowiedziałam. Poszłam do łazienki, przebrałam do snu i poszłam spać.
Rano obudził mnie dźwięk telefonu. Nieznany numer. To pewnie Dallas.
-Halo? - powiedział głos
-Di?
-Tak. Dobra masz już mój numer. Zadzwonię, gdy będę na dole. Nie wiem czy mnie wpuszczą tak po prostu, dlatego będziesz musiała powiedzieć, że cię odwiedzam.
-Jasne, nie ma problemu. Pa.
-To do 15.
Rozłączyłam się. Była trzynasta. Chłopcy jeszcze spali. Trochę się ogarnęłam. Wybrałam sobie, że dzisiaj ubiorę się na rockowo. Nie mam wyznaczonego stylu. Po prostu kocham wszystkie. Ubrałam czarne, dziurawe jeansy, czarny t-shirt z jakimś obrazkiem na środku, czarne trampki i czapkę. Rzuciłam się na łóżko. Wzięłam telefon i słuchawki, a następnie włączyłam muzykę tak głośno jak mogę. Nie mam zamiaru być głucha. Kilka piosenek minęło i chłopcy coś tam mówili, ale nie słyszałam. Później każdego odprowadzałam wzrokiem do drzwi łazienki.
***Charlie***
Najpierw idę na próbę, a potem razem z brunetem do Simona, że koniec Bars and Melody. Bambinos na razie o niczym nie wiedzą. I może dobrze. Mimo to trochę szkoda mi z Leo, ale ja po prostu nie potrafiłem dłużej. Cleo też się chyba na mnie obraziła. Tylko zastanawia mnie, gdzie ona wczoraj była.
-Cleo, my wychodzimy! - powiedziałem, ale miała słuchawki w uszach i mnie nie słyszała. Wyrwałem jej jedną słuchawkę.
-Wychodzimy już. - powtórzyłem.
-Charlie nie kończcie tego. Przecież to było wasze marzenie. Tym zespołem pomagacie ludziom. Co wszyscy zrobią bez waszego wsparcia?...
LBA
Pytania i nominacje będą w następnym rozdziale
1. Opisz swoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa.
Moim ulubionym wspomnieniem z dzieciństwa było to, jak mój brat wszczepił we mnie zamiłowanie do gier. Jako małe dzieci siedzieliśmy całe godziny przed komputerem grając w gry wieloosobowe lub kiedy oglądałam jak on gra w coś trudniejszego. Do dzisiaj to robimy, a ja uwielbiam pogłębiać wiedzę o różnych grach.
2. Czy lubisz Święta Bożego Narodzenie? Opisz co w nich najbardziej lubisz lub nienawidzisz.
Cały rok czekam na ten jeden wyjątkowy dzień. Najbardziej lubię tą atmosferę, kiedy ubieramy choinkę, cały dzień pachnie jedzeniem, a potem całą rodziną zasiadamy do stołu, rozmawiamy, a potem prezenty, które wszyscy kochają.
Nienawidzę tego że reklamy lecą dwa miesiące przed świętami.
3. Czym się interesujesz? Pomijając pisanie XD
Lubię śpiewać w różnych językach. W ogóle wszystko co jest związane z muzyką. Jestem też początkującą cosplayerką. Ale to takie hobby na dalszym planie.
4. Jakie są Twoje 3 najważniejsze wartości w życiu?
Przyjaźń, rodzina i dążenie do szczęścia
5. Jakie wspomnienie nie zamieniłabyś na żadne inne?
Ojejku nie wiem. Dużo tego. Według mnie wszystkie dobre wspomnienia są cenne i nigdy o nich nie zapomnę.
6. Dostajesz bilet na samolot lecącym w kierunku wybranym przez Ciebie. Gdzie to będzie?
Londyn albo Nowy York.
7. Opisz osobę najważniejszą dla Ciebie.
Nie wiem jak rozumieć to pytanie. Może jak mi napiszesz dokładniej w komentarzu, to chętnie odpowiem.
8. Ile DNI zostało do twoich urodzin?
160 dni.
9. Jakie jest twoje największe marzenie? Czy wierzysz, że się spełni?
Moim największym marzeniem jest zajść dosyć daleko na Fanta Future Young Stars. Mam przede wszystkim wielką nadzieję że się spełni oraz dużo zapału żeby nad tym pracować.
10. Opisz najciekawszy dzień z Twojego życia, będąc już jako nastolatka.
czwartek, 17 listopada 2016
Rozdział 8 - To trudne
W końcu obraz stał się czarny...
Obudziłam się, ale nadal dźwięki były daleko, a obraz się rozmazywał. Z tego co zdążyłam rozkminić, to że straciłam przytomność i leżałam na podłodze. Nad sobą ujrzałam rozpoznawalną postać Leondrego. Coś tam do mnie mówił, ale słowa były niezrozumiałe.
-Chcę do hotelu... - wymamrotałam i znowu odleciałam. Obudziłam się ponownie tym razem wszystko odbierałam wyraźnie. Leżałam w pokoju hotelowym. Obok mnie siedział brunet. Usiadłam i szybko tego pożałowałam, bo natychmiast dostałam bólu głowy. Ponownie ułożyłam głowę na poduszce.
-Wszystko w porządku?- zapytał chłopak.
-Co było dalej? Co było jak już zemdlałam?
-No zaniosłem cię tutaj.
-Ale co z programem?
-Dokończymy rano.
-Która godzina?
-Em... poczekaj.
Leo wstał i szukał telefonu. Przetrzepał wszystkie kieszenie, porozrzucał poduszki i w końcu znalazł na komodzie.
-Za piętnaście dwudziesta. Kurde... - usłyszałam dźwięk wyłączanego telefonu. - Mogę twój telefon? Chciałem sprawdzić kilka rzeczy, a mój się rozładował.
-Mhm, jasne.
Złapałam telefon leżący obok poduszki. Musiałam go włączyć, bo wyłączyłam na czas nagrywania, żeby żadne dźwięki nie przeszkadzały. Gdy go włączyłam, odłożyłam obok siebie. Brunet chciał go wziąć, ale mu przeszkodziłam.
-O co chodzi? - zapytał. Po chwili pokój wypełniały dźwięki powiadomień. Tak. Trylion wiadomości. Usiadłam po turecku i spuściłam głowę. Zaśmiałam się z zażenowania.
-Kto to tak do ciebie pisze? - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego. Uśmiech mu zniknął gdy ujrzał łzy w moich oczach. Odpowiedziałam krótką, ale bardzo tłumaczącą odpowiedź.
-Bambinos.
-Mogę zobaczyć?
-Jak ci zależy.
Zaczął przeglądać wiadomości od jego fanek. Wolną ręką zasłonił usta. Wreszcie spojrzał na mnie, a jego oczy przepełnione były furią.
-Nie mów, że ty to czytałaś.
-Czytałam, ale nie wszystkie.
-Głupia jesteś.
Przygryzłam dolną wargę. Miał rację. Nie powinnam tego czytać.
-Wiem. Mogłam od razu powiedzieć Charliemu.
-Albo mi. Dobra ja powiem, że wszystko z tobą ok. Wszyscy się martwili.
-Idę z tobą.
-Nie, ty tu zostań. Musisz odpoczywać. Za chwilę wrócę.
Byłam zmęczona. Postanowiłam, że pójdę do łazienki, przebiorę się w piżamę i nazwyczajniej w świecie pójdę spać. Wstałam i musiałam złapać równowagę. Złapał mnie mega mocny ból głowy i nogi mi się ugięły. Poszłam wolnym krokiem do łazienki. Ubrałam moją ulubioną piżamę czyli komplet: bluzka i spodnie z motywem kosmosu. Jest super miękka. Szykowałam pościel, gdy usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi. Pewnie Leondre.
-Leo, kluczyki są na komodzie, zamknij drzwi.- powiedziałam nie odwracając się do niego, jednak mimo to sądząc po odgłosach chłopak wykonał moje polecenie. Już miałam się kłaść, ale poczułam jedną rękę owiniętą na tułowiu, a druga znalazła się na ustach i uniemożliwiała mi wydanie jakiegokolwiek sprzeciwu. To nie był Leondre. To był Zack. Łzy zebrały mi się do oczu. Bałam się. Bezskutecznie próbowałam oderwać jego rękę z mojej twarzy. Próbowałam krzyczeć i wyrywać się, ale on był za silny, a ponieważ nie mogłam otworzyć ust, dźwięk był cichy.
-Nawet nie próbuj. Nikt ci nie pomoże.
Gdy to wymówił, ja zostałam przygnieciona do ściany, ciągle mając zasłonięte usta. On stał tak blisko, że nie mogłam się nawet ruszyć. Mimo to próbowałam się wyrwać.
- Wiesz o co mi chodzi? - zapytał
Miałam łzy w oczach. Bałam się i tylko patrzyłam na jego twarz czekając na to co powie dalej.
-Całą podstawówkę, nikt mnie nienawidził. Byłem poniżany, krzywdzony w szkole... i w domu. Chcę poczuć to, co czuli wtedy oni. Więc...
W tym momencie poczułam ból. Nie do opisania.
-Jesteś tchórzem! - krzyknęłam - Boisz się, że sobie nie poradzisz więc wybierasz sobie łatwe cele.
-Zamknij się! - po tych słowach upadłam na podłogę mocno uderzając głową.
-Cleo, otwórz drzwi! - krzyczał Leo. Ja nie mogłam nic więcej powiedzieć, gdyż przeciwnik kopał mnie w brzuch, a ból sprawił, że trudno mi było złapać oddech.
Próbowałam się wyrwać, aż do skutku. Podbiegłam do drzwi, przekręciłam kluczyk i odsunęłam się. Do pokoju wparował Bars, a ja wiedząc, że już nic mi nie grozi, usiadłam pod ścianą, schowałam twarz w kolanach i oddałam się łzom. Leondre wraz z ochroną zabrali Zack'a, a potem brunet do mnie podszedł.
-Już w porządku.- powiedział i mnie przytulił, ale ja się wyrwałam.
-Zostaw mnie w spokoju! Mówiłam żeby z tobą iść! Właśnie po to chciałam być z tobą w pokoju, żeby tego uniknąć! Ale już za późno. -oznajmiłam i wparowałam do łazienki. Przemyłam twarz i poszłam spać. Ale nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok w końcu usnęłam.
*Następny dzień godzina 12:17*
Nagrania trwały krótko. Wreszcie mamy to za sobą. Jechaliśmy już taksówką do blondyna. Boję się tego, jak przeżył sprawę z Kasią. Tylko go mam podczas tej trasy. Z Leo nie rozmawiam od wczoraj. I dobrze. Gdy weszliśmy Charlie od razu do mnie przybiegł i mocno przytulił. Opowiedziałam mu przez telefon całe wczorajsze wydarzenie.
-Charlie, mów jak ty się trzymasz? -powiedziałam.
-Nie jest tak źle. Szczerze, od jakiegoś czasu między mną a Kasią nie grało. Po prostu mnie olewała. I tak miałem to zakończyć.
-Czyli wszystko w porządku? -upewniłam się.
-Tak. Nie martw się.
-Gdzie twoja mama? -zapytał brunet.
-Pojechała rano.
Poszłam do pokoju się spakować. Późnym wieczorem jedziemy autobusem tournowym do Nowego Yorku. Dzisiejszego ranka odkryłam uraz prawej nogi, dlatego trochę kuśtykałam. Chowałam do walizki kolejne rzeczy, gdy przyszedł Leondre.
-Pomogę ci. - jak powiedział tak zrobił. Gdy skończyliśmy stanęłam przed lustrem i zaczęłam się czesać. Za mną stał Bars.
-Cleo, nie chciałem. Słyszysz? Nie chciałem tego wczoraj. W życiu bym nie pozwolił, żeby on cię choć dotknął. Ale drzwi były zamknięte, nie mogłem nic zrobić. Nie było mnie dosłownie dwie minuty. Nie wiedziałem, że on wykorzysta sytuację. Cleo przepraszam. - mówił. Ja jednak patrzyłam obojętnym wzrokiem na moje odbicie w lustrze. Dalej się czesałam. Jak ja mam mu wybaczyć? Na każdym kroku wyrządza mi krzywdę. Jesu, ten idiota ciągle tam stał. Spojrzałam na jego odbicie i zamarłam. Miał załzawione oczy, mokre policzki. Płakał. I pytanie- przeze mnie, czy przez samego siebie. Przestałam się czesać.
-Staram się jak mogę. Każdego dnia umieram po trochu. Wyniszcza mnie sumienie. Świadomość, że ci to zrobiłem. Że Cię skrzywdziłem. Robię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi, żebyś mi wybaczyła. Proszę cię. - ostatnie słowa wypowiadał szeptem. Patrzyłam w lustro i płakałam. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i go przytuliłam. On schował twarz w moją szyję. Cały czas płakałam, a on również.
-Wybaczam ci. - mówiłam cicho.
-Dziękuję. -powiedział przez łzy. To było trudne. Ale kiedy to zrobiłam, kiedy mu wybaczyłam poczułam ulgę. Łzy cierpienia zamieniły się w łzy radości.
-Chodź. - chłopak złapał mnie za rękę -W lodówce są lody.
Ale ja jak to ja musiałam wyjebać się na schodach. A ponieważ Leo trzymał mnie za rękę poleciał razem ze mną. Ja się śmiałam jak głupia, ale w końcu się skapłam, że Bars nie. Miał zamknięte oczy.
-Jezu Leondre! Obudź się! - sprawdzałam czy oddycha i tak. Dawałam mu z liścia, a co. Bałam się.
-Leo kurwa, do jasnej cholery nie udawaj chuju bo ci przypierdole.- położyłam głowę na jego klatce piersiowej i płakałam.
-Kurwa, jasna cholera, chuju, przypierdole ci! - przedrzeźniał mnie chłopak. - Do spowiedzi.
-Leondre, nie rób takich rzeczy. Ledwo co ci wybaczyłam, a ty już sobie grabisz.
-Przepraszam.
Poszliśmy do kuchni. Ja wzięłam moje ulubione czyli kokosowe, a Leo jak Leo czekoladowe.
Ale czym by były lody bez bitej śmietany i nutelli. Delektowaliśmy się tym deserem przy muzyce i śpiewie, a właściwie wydzieraniu się i w ogóle wydurnianiu. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam, zamarłam...
Obudziłam się, ale nadal dźwięki były daleko, a obraz się rozmazywał. Z tego co zdążyłam rozkminić, to że straciłam przytomność i leżałam na podłodze. Nad sobą ujrzałam rozpoznawalną postać Leondrego. Coś tam do mnie mówił, ale słowa były niezrozumiałe.
-Chcę do hotelu... - wymamrotałam i znowu odleciałam. Obudziłam się ponownie tym razem wszystko odbierałam wyraźnie. Leżałam w pokoju hotelowym. Obok mnie siedział brunet. Usiadłam i szybko tego pożałowałam, bo natychmiast dostałam bólu głowy. Ponownie ułożyłam głowę na poduszce.
-Wszystko w porządku?- zapytał chłopak.
-Co było dalej? Co było jak już zemdlałam?
-No zaniosłem cię tutaj.
-Ale co z programem?
-Dokończymy rano.
-Która godzina?
-Em... poczekaj.
Leo wstał i szukał telefonu. Przetrzepał wszystkie kieszenie, porozrzucał poduszki i w końcu znalazł na komodzie.
-Za piętnaście dwudziesta. Kurde... - usłyszałam dźwięk wyłączanego telefonu. - Mogę twój telefon? Chciałem sprawdzić kilka rzeczy, a mój się rozładował.
-Mhm, jasne.
Złapałam telefon leżący obok poduszki. Musiałam go włączyć, bo wyłączyłam na czas nagrywania, żeby żadne dźwięki nie przeszkadzały. Gdy go włączyłam, odłożyłam obok siebie. Brunet chciał go wziąć, ale mu przeszkodziłam.
-O co chodzi? - zapytał. Po chwili pokój wypełniały dźwięki powiadomień. Tak. Trylion wiadomości. Usiadłam po turecku i spuściłam głowę. Zaśmiałam się z zażenowania.
-Kto to tak do ciebie pisze? - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego. Uśmiech mu zniknął gdy ujrzał łzy w moich oczach. Odpowiedziałam krótką, ale bardzo tłumaczącą odpowiedź.
-Bambinos.
-Mogę zobaczyć?
-Jak ci zależy.
Zaczął przeglądać wiadomości od jego fanek. Wolną ręką zasłonił usta. Wreszcie spojrzał na mnie, a jego oczy przepełnione były furią.
-Nie mów, że ty to czytałaś.
-Czytałam, ale nie wszystkie.
-Głupia jesteś.
Przygryzłam dolną wargę. Miał rację. Nie powinnam tego czytać.
-Wiem. Mogłam od razu powiedzieć Charliemu.
-Albo mi. Dobra ja powiem, że wszystko z tobą ok. Wszyscy się martwili.
-Idę z tobą.
-Nie, ty tu zostań. Musisz odpoczywać. Za chwilę wrócę.
Byłam zmęczona. Postanowiłam, że pójdę do łazienki, przebiorę się w piżamę i nazwyczajniej w świecie pójdę spać. Wstałam i musiałam złapać równowagę. Złapał mnie mega mocny ból głowy i nogi mi się ugięły. Poszłam wolnym krokiem do łazienki. Ubrałam moją ulubioną piżamę czyli komplet: bluzka i spodnie z motywem kosmosu. Jest super miękka. Szykowałam pościel, gdy usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi. Pewnie Leondre.
-Leo, kluczyki są na komodzie, zamknij drzwi.- powiedziałam nie odwracając się do niego, jednak mimo to sądząc po odgłosach chłopak wykonał moje polecenie. Już miałam się kłaść, ale poczułam jedną rękę owiniętą na tułowiu, a druga znalazła się na ustach i uniemożliwiała mi wydanie jakiegokolwiek sprzeciwu. To nie był Leondre. To był Zack. Łzy zebrały mi się do oczu. Bałam się. Bezskutecznie próbowałam oderwać jego rękę z mojej twarzy. Próbowałam krzyczeć i wyrywać się, ale on był za silny, a ponieważ nie mogłam otworzyć ust, dźwięk był cichy.
-Nawet nie próbuj. Nikt ci nie pomoże.
Gdy to wymówił, ja zostałam przygnieciona do ściany, ciągle mając zasłonięte usta. On stał tak blisko, że nie mogłam się nawet ruszyć. Mimo to próbowałam się wyrwać.
- Wiesz o co mi chodzi? - zapytał
Miałam łzy w oczach. Bałam się i tylko patrzyłam na jego twarz czekając na to co powie dalej.
-Całą podstawówkę, nikt mnie nienawidził. Byłem poniżany, krzywdzony w szkole... i w domu. Chcę poczuć to, co czuli wtedy oni. Więc...
W tym momencie poczułam ból. Nie do opisania.
-Jesteś tchórzem! - krzyknęłam - Boisz się, że sobie nie poradzisz więc wybierasz sobie łatwe cele.
-Zamknij się! - po tych słowach upadłam na podłogę mocno uderzając głową.
-Cleo, otwórz drzwi! - krzyczał Leo. Ja nie mogłam nic więcej powiedzieć, gdyż przeciwnik kopał mnie w brzuch, a ból sprawił, że trudno mi było złapać oddech.
Próbowałam się wyrwać, aż do skutku. Podbiegłam do drzwi, przekręciłam kluczyk i odsunęłam się. Do pokoju wparował Bars, a ja wiedząc, że już nic mi nie grozi, usiadłam pod ścianą, schowałam twarz w kolanach i oddałam się łzom. Leondre wraz z ochroną zabrali Zack'a, a potem brunet do mnie podszedł.
-Już w porządku.- powiedział i mnie przytulił, ale ja się wyrwałam.
-Zostaw mnie w spokoju! Mówiłam żeby z tobą iść! Właśnie po to chciałam być z tobą w pokoju, żeby tego uniknąć! Ale już za późno. -oznajmiłam i wparowałam do łazienki. Przemyłam twarz i poszłam spać. Ale nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok w końcu usnęłam.
*Następny dzień godzina 12:17*
Nagrania trwały krótko. Wreszcie mamy to za sobą. Jechaliśmy już taksówką do blondyna. Boję się tego, jak przeżył sprawę z Kasią. Tylko go mam podczas tej trasy. Z Leo nie rozmawiam od wczoraj. I dobrze. Gdy weszliśmy Charlie od razu do mnie przybiegł i mocno przytulił. Opowiedziałam mu przez telefon całe wczorajsze wydarzenie.
-Charlie, mów jak ty się trzymasz? -powiedziałam.
-Nie jest tak źle. Szczerze, od jakiegoś czasu między mną a Kasią nie grało. Po prostu mnie olewała. I tak miałem to zakończyć.
-Czyli wszystko w porządku? -upewniłam się.
-Tak. Nie martw się.
-Gdzie twoja mama? -zapytał brunet.
-Pojechała rano.
Poszłam do pokoju się spakować. Późnym wieczorem jedziemy autobusem tournowym do Nowego Yorku. Dzisiejszego ranka odkryłam uraz prawej nogi, dlatego trochę kuśtykałam. Chowałam do walizki kolejne rzeczy, gdy przyszedł Leondre.
-Pomogę ci. - jak powiedział tak zrobił. Gdy skończyliśmy stanęłam przed lustrem i zaczęłam się czesać. Za mną stał Bars.
-Cleo, nie chciałem. Słyszysz? Nie chciałem tego wczoraj. W życiu bym nie pozwolił, żeby on cię choć dotknął. Ale drzwi były zamknięte, nie mogłem nic zrobić. Nie było mnie dosłownie dwie minuty. Nie wiedziałem, że on wykorzysta sytuację. Cleo przepraszam. - mówił. Ja jednak patrzyłam obojętnym wzrokiem na moje odbicie w lustrze. Dalej się czesałam. Jak ja mam mu wybaczyć? Na każdym kroku wyrządza mi krzywdę. Jesu, ten idiota ciągle tam stał. Spojrzałam na jego odbicie i zamarłam. Miał załzawione oczy, mokre policzki. Płakał. I pytanie- przeze mnie, czy przez samego siebie. Przestałam się czesać.
-Staram się jak mogę. Każdego dnia umieram po trochu. Wyniszcza mnie sumienie. Świadomość, że ci to zrobiłem. Że Cię skrzywdziłem. Robię wszystko, żebyś mi wybaczyła. Chcę, żebyśmy byli przyjaciółmi, żebyś mi wybaczyła. Proszę cię. - ostatnie słowa wypowiadał szeptem. Patrzyłam w lustro i płakałam. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i go przytuliłam. On schował twarz w moją szyję. Cały czas płakałam, a on również.
-Wybaczam ci. - mówiłam cicho.
-Dziękuję. -powiedział przez łzy. To było trudne. Ale kiedy to zrobiłam, kiedy mu wybaczyłam poczułam ulgę. Łzy cierpienia zamieniły się w łzy radości.
-Chodź. - chłopak złapał mnie za rękę -W lodówce są lody.
Ale ja jak to ja musiałam wyjebać się na schodach. A ponieważ Leo trzymał mnie za rękę poleciał razem ze mną. Ja się śmiałam jak głupia, ale w końcu się skapłam, że Bars nie. Miał zamknięte oczy.
-Jezu Leondre! Obudź się! - sprawdzałam czy oddycha i tak. Dawałam mu z liścia, a co. Bałam się.
-Leo kurwa, do jasnej cholery nie udawaj chuju bo ci przypierdole.- położyłam głowę na jego klatce piersiowej i płakałam.
-Kurwa, jasna cholera, chuju, przypierdole ci! - przedrzeźniał mnie chłopak. - Do spowiedzi.
-Leondre, nie rób takich rzeczy. Ledwo co ci wybaczyłam, a ty już sobie grabisz.
-Przepraszam.
Poszliśmy do kuchni. Ja wzięłam moje ulubione czyli kokosowe, a Leo jak Leo czekoladowe.
Ale czym by były lody bez bitej śmietany i nutelli. Delektowaliśmy się tym deserem przy muzyce i śpiewie, a właściwie wydzieraniu się i w ogóle wydurnianiu. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam, zamarłam...
Subskrybuj:
Posty (Atom)