-Bo zaproponowali nam udział w programie, gdzie będą porównywać życie miłosne, czy jak to tam nazwać, sławnych osób i normalnych ludzi.
-Ale, my ze sobą nie chodzimy.
-Wszyscy myślą, że tak! Cleo nie wiem jak, ale bambinos już wiedzą o tym programie!
-Co?! Ale jak?
-Skarbie, żyjemy w XXI wieku. Kiedy puszczę bąka to cała Japonia będzie o tym wiedzieć. - wytłumaczył co wywołało krótki uśmiech na mojej twarzy, który gwałtownie zniknął.
-Ale...
-Proszę, będziemy się zachowywać jakby żadnej kłótni nie było.
-Eh... no dobrze.
-Ok to pakuj się.
-Że jak?
-Po koncercie od razu jedziemy na Florydę. Menadżer załatwił nam, że zamiast koncertu w Barcelonie, pojedziemy do Stanów i tam zrobimy trasę po USA, a dopiero później wrócimy do Europy.
-Aha ok.
Jak się domyślacie był koncert, potem pomagałam z gadżetami. Imprezy nie było, ona będzie dopiero na zamknięciu trasy. Od razu udaliśmy się na Florydę.
*Floryda*
Wow tu jest... pięknie. Nasz domek jest mega i jeszcze mamy basen! Poczujcie ten zaciesz na mojej mordzie! MUAHAHAA MAMY BASEN! OMFG!
Dobra. Przez trzy dni mamy wolne, a dzisiaj jedziemy do programu. Charlie ma domcio dla siebie, bo pani Karen mieszka u jakiejś znajomej, a my spędzimy dzisiejsze popołudnie i jutrzejszy ranek w studiu, więc noc spędzimy w hotelu obok studia. Ale najpierw na BASEN KUTFAAAA!
Ubrałam kąpielówki i od razu poszłam (właściwie pobiegłam) do wypełnionego wodą zbiornika. Tuż za mną, z tym samym zacieszem przybiegli chłopcy. Już miałam wchodzić do wody, ale zauważyłam, że jest dosyć głęboko. Rozglądałam się za jakimiś materacem bądź delfinem czy czymś podobnym, ale nie znalazłam. No trudno. Usiadłam na brzegu i przyglądałam się zabawnej sytuacji, w której chłopcy próbują przyzwyczaić się do zimnej wody. Założę się, że bolą ich jajka, ale co ja wiem.
-Nie wchodzisz? - zapytał starszy.
-Głęboko jest.
-Więc?
-Ja nie umiem pływać.
-I tak będziesz mokra! - krzyknął po czym zaczął mnie chlapać.
-NIE! Charlie przestań!- usłuchany facet to zrobił - Pójdę po coś do jedzenia. - oznajmiłam. W domu chwyciłam za trzy puszki fanty i nutellę + łyżeczki. Walić to, że miałam mokre nogi i teraz cała kuchnia jest mokra, nie licząc tego miejsca gdzie wycierałam swoim tyłkiem, gdyż musiałam się wywalić. Szczerze? Nawet w takich chwilach można być idelalnym. This is me! Gdy wróciłam Bamowie leżakowali sobie korzystając z leżaków. Odłożyłam fante i łyżeczki, a Nutelle postanowiłam otworzyć. Niestety miałam z tym problem.
-Może ci pomóc? - zapytał szesnastolatek.
-Poradzę sobie.
-Ale ja chcę Nutelle!
- Chcesz? - spojrzałam na niego - To ją sobie weź! - po tych słowach zaczęłam biegać po okolicach basenu, a Leondre mnie gonił. Charlie jak to celebryta musiał wszystko uwiecznić na snapie. W końcu się zmęczyłam, odwróciłam o 180 stopni i około dwa metry przede mną stał brązowowłosy Bars.
-Ok masz mnie. - wyciągnęłam rękę, lecz to nie był koniec. Cofałam się w tył patrząc się w uśmiechnięty ryj tego debila. W pewnym momencie ten uśmiech szybko zniknął, a ja zdążyłam tylko usłyszeć żebym uważała, co mi nic nie pomogło, ponieważ wpadłam do wody i próbowałam się wynurzyć co szło mi fatalnie. Nie wzięłam wdechu. Serce waliło mi jak młot. Bałam się.
***Leondre***
-Cleo uważaj! - ale było już za późno. Automatycznie wskoczyłem do wody i wyciągnąłem naszego szkraba. Nic jej nie było. To dobrze. Ze szczęścia musiałem ją przytulić. Myślałem, że to odwzajemni, ale myliłem się. Ona się odsunęła i udała w kierunku domku. Wstałem i poszedłem za nią. Gdy byliśmy w środku złapałem lewą ręką za ręcznik i podbiegłem do dziewczyny. Znalazłem ją w pokoju. Była mokra. Woda wręcz lodowata spływała po jej włosach i kapała na jej nogi. Siedziała po turecku na łóżku i patrzyła w okno. Okryłem ją ręcznikiem, na co zareagowała odwracając głowę w moją stronę.
-Cleo, wszystko w porządku?
-A co cię to? Nie jesteśmy rodzeństwem ani parą. Przyjaciółmi z resztą też.
-Mogłaś chociaż podziękować, że uratowałem ci życie!
-Dziękuję, ale poradziłabym sobie!
-Właśnie było widać!
-Weź wyjdź, mam cie dosyć!
-Mieliśmy się nie kłócić.- powiedziałem już spokojnie.
-Mogłam się z tobą nie ganiać. - burknęła i odwróciła się.
Przy wychodzeniu kazałem się jej szykować do studia.
***Cleo***
Jeśli to ma tak wyglądać to ja wracam do domu! Schowałam twarz w poduszkę i już miałam płakać, ale nie. Nie będę płakać! Nie wrócę do domu! Obiecałam, że zostanę! Charlie mnie prosił! A temu idiocie pokażę, że mnie gówno obchodzi co on sobie myśli! Pójdę do tego studia, bo nie jestem taka jak... ehhh! Wściekłam się! Ubrałam się w letnią, białą sukienkę na ramiączkach , do kolan z dodatkiem koronki. Pomalowałam się jak zawsze, ale dodałam truskawkowy kolor szminki.
Potem czekałam na debila w salonie.
-Idziemy? - zapytał schodząc po schodach.
-Mhm. Charlie wychodzimy!
Do studia pojechaliśmy taksówką. Było tak... niesamowicie! Wszędzie kamery, światła, ludzie od scenografii, ochroniarze, styliści i asystenci i wiele by wymieniać. Po prostu... wow. Aż otworzyłam usta z czego śmiał się brunet.
-Uważaj, bo ci robal wpadnie. - oznajmił
-O fu!
Chciałam się porozglądać, ale ten głupek złapał mnie za rękę i skierował nas w stronę jakiś drzwi.
-Po co tam idziemy? - zapytałam lekko wkurzona. No co? Nie pozwolę, żeby on mnie ciągnął gdzie mu się podoba.
-Zamknij się to zobaczysz.
-Wiesz co?
-Nie, nie wiem i nie chcę wiedzieć, cicho być.
Gdy doszliśmy do miejsca chłopak zapalił światło, a ja ujrzałam jakieś bezużyteczne, stare przedmioty i czarne ściany.
-Musimy pogadać.-wytłumaczył
-Aha, po co?
-Słuchaj, nie zachowuj się jak małe dziecko, tym bardziej, że jesteśmy w tym programie. Chcę, żebyśmy na ten czas byli ,,parą", więc nie traktuj mnie tak ok?
-Ok.-przekręciłam oczami. Znów poszliśmy do studia i powitała nas miła pani prezenterka. Znaczy, wygląda na miłą. Tak naprawdę jest babą typu ,,w życiu liczą się tylko pieniądze i sława". Jezu boję się jej. A co jeśli mnie zmęczy pytaniami? Albo powiem za dużo? Nie chciałam ujawnić strachu, więc uśmiechnęłam się.
-Kochani! - jej wysoki głos jest komiczny - Drugą parę za momencik poznacie, o już są.- powiedziała odwracając się w stronę wejścia, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć.
----------------------------
Kolejny rozdział będzie normalnie w środę/czwartek jeśli będą 4 komentarze.
Jeśli będzie mniej to za dwa tygodnie
czwartek, 20 października 2016
czwartek, 6 października 2016
Rozdział 5 - Jeśli byłoby mi przykro
- I musimy na razie się rozstać. - powiedziała i odwróciła się na pięcie. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało.
-Cleo błagam! Mi naprawdę jest przykro!
Złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem ją twarzą do mnie. Kiedy zobaczyłem jej mokre od łez policzki zdałem sobie sprawę, że te łzy są przeze mnie. Wtedy coś we mnie pękło. Ja też zacząłem płakać. Ale... co mam zrobić? Zraniłem ją.
-Przepraszam.-szepnąłem i ją puściłem.
Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w zapłakane oczy. Następnie Cleo wyszła, lecz ja ciągle tak stałem i patrzyłem się w jeden punkt. Tam gdzie wcześniej były jej oczy. Te smutne oczy. Smutne, zaszklone oczy. Oczy, które cierpiały. Które cierpiały przeze mnie.
Po chwili wrócił Melody. Widząc w jakim jestem stanie przytulił mnie. Ja jednak ani drgnąłem. Ciągle patrzyłem pustym wzrokiem w jedno miejsce. Byłem jeszcze zszokowany. Biłem się z myślami i emocjami. Lecz kiedy Charlie mnie przytulił, dał mi trochę otuchy i wsparcia. Powoli zacząłem to odwzajemniać. Położyłem czoło na jego ramieniu.
-Dziękuję. -powiedziałem. -Charls, chciałbym zostać trochę sam ze sobą.
-Jasne.
Gdy byłem sam założyłem słuchawki i włączyłem losową piosenkę, którą była ,,If I were sorry" Fransa. Czekaj... If I were sorry - jeśli byłoby mi przykro. Zacząłem wsłuchiwać się w słowa piosenki:
Najtrudniejszą rzeczą do zdobycia, a jednocześnie najłatwiejszą do stracenia jest zaufanie. Zdałem siebie sprawę, że jeśli Cleo ma mi wybaczyć, to nie wystarczy zwykłe ,,przepraszam". Ona musi wiedzieć, że jej więcej nie skrzywdze, że może na mnie liczyć, musi mi zaufać! To nie będzie proste. Ale jak doda się odrobinę wiary, miłości i nadziei to dam radę. Leżałem jeszcze kilka piosenek. Ciągle chciałem płakać.
-Dość!-powiedziałem do siebie- Jestem facetem, muszę wziąć się w garść!
Po obczajeniu godziny, która była godziną 15:23, postanowiłem naszykować się do wyjazdu, bo o 19 jedziemy do następnego miasta, którym jest Madryt.
***Cleo***
Po rozstaniu z Leo, czułam się okropnie. Ale wiedziałam, że będzie coraz lepiej. Początki są trudne. Zastanawiałam się czy nie wrócić do domu. Mimo wszystko postanowiłam się spakować. Gdy to robiłam przyszedł Charlie.
-Hej - powiedział
-Jak on to przeżył?
-Załamał się. A ty?
-Źle się z tym czuję, ale myślę, że to tylko tak na początku. Mówiłeś Kasi?
-Yhy, czeka na twój telefon.
-Później zadzwonię. Charlie?
-Tak?
-Ja chyba wrócę do domu.
-Nie rób tego. Wiem, że ty i Leondre już nie jesteście razem, ale... Przepraszam nie chciałem!- powiedział gdy zauważył, że na słowach ,,nie jesteście razem" zaszkliły mi się oczy. Przytulił mnie.
-Ale zostań tu dla mnie. Naprawdę potrzebujemy pomocy, we dwóch nie damy rady z gadżetami i w ogóle. Proszę zostań.
Charlie tyle dla mnie zrobił, że byłabym kimś okropnym gdybym się nie zgodziła.
-Dobrze...- odpowiedziałam i mocniej go uścisnęłam.
-Dziękuję. - powiedział mi na ucho.
Wróciłam do pakowania. Chyba milion razy sprawdzałam czy wszystko wzięłam. Gdy skończyłam zerknęłam na godzinę - 17:38. Położyłam się i o osiemnastej poprawiłam ciuchy, włosy i makijaż . Zanim to wszystko zrobiłam, minęło czterdzieści minut i musieliśmy już wychodzić z pokojów. Razem w walizką udałam się w stronę windy. I niestety okazało się, że winda jest zepsuta i muszę iść schodami. Jak ja sobie poradzę? Przecież ta walizka jest ciężka jak cholera! Powoli już miałam schodzić ale ktoś mi wyrwał mój problem.
-Leondre nie musisz tego robić.
-Ale nie będę patrzył jak się męczysz. Cleo?
- Co?
-Em... bo nie chcę, żeby między nami była taka spina. Rozumiem, zraniłem cię, więc akceptuję to, że chciałaś się rozstać mimo, że to boli. Możemy być chociaż przyjaciółmi?
-Dobra, nie musimy się kłócić. Ale nie wiem czy możemy być przyjaciółmi.
-Cleo?
-Tak?
- Wszyscy, znaczy bambinos myślą, że jesteśmy razem.
- I niech tak zostanie.
-Dlaczego?
- Będą się wtrącać. A jeśli dowiedzą się dlaczego nie jesteśmy razem to będzie źle.
-Rozumiem. Jeszcze raz cię przepraszam.
Potem nic ciekawego się nie działo.
*Następny dzień*
Część drogi pokonaliśmy samolotem, ale w Portugalii wsiedliśmy do autobusu turnowego. Rano byliśmy już w Madrycie więc zakwaterowaliśmy się w hotelu i się rozpakowaliśmy. OMFG mam już dosyć.
Nie minęło pół godziny a mój były musiał już mnie odwiedzić.
-Hej- powiedziałam
-Cleoś mam sprawę...
-Jaką?
-Bo...
-------------------------
Wiem, że i tak nikt nie czyta notek, więc tylko jedno ważne zdanie.
Jeśli będzie mniej niż 4 komentarze, rozdział pojawi się za dwa tygodnie.
Do następnego:*
-Cleo błagam! Mi naprawdę jest przykro!
Złapałem ją za nadgarstek i odwróciłem ją twarzą do mnie. Kiedy zobaczyłem jej mokre od łez policzki zdałem sobie sprawę, że te łzy są przeze mnie. Wtedy coś we mnie pękło. Ja też zacząłem płakać. Ale... co mam zrobić? Zraniłem ją.
-Przepraszam.-szepnąłem i ją puściłem.
Staliśmy tak przez chwilę patrząc sobie w zapłakane oczy. Następnie Cleo wyszła, lecz ja ciągle tak stałem i patrzyłem się w jeden punkt. Tam gdzie wcześniej były jej oczy. Te smutne oczy. Smutne, zaszklone oczy. Oczy, które cierpiały. Które cierpiały przeze mnie.
Po chwili wrócił Melody. Widząc w jakim jestem stanie przytulił mnie. Ja jednak ani drgnąłem. Ciągle patrzyłem pustym wzrokiem w jedno miejsce. Byłem jeszcze zszokowany. Biłem się z myślami i emocjami. Lecz kiedy Charlie mnie przytulił, dał mi trochę otuchy i wsparcia. Powoli zacząłem to odwzajemniać. Położyłem czoło na jego ramieniu.
-Dziękuję. -powiedziałem. -Charls, chciałbym zostać trochę sam ze sobą.
-Jasne.
Gdy byłem sam założyłem słuchawki i włączyłem losową piosenkę, którą była ,,If I were sorry" Fransa. Czekaj... If I were sorry - jeśli byłoby mi przykro. Zacząłem wsłuchiwać się w słowa piosenki:
,,Czołgałbym się przez pustynię na rękach i kolanach
Powtarzając moje bardzo proszę
Wspiąłbym się na najwyższą górę
Jeśli byłoby mi przykro
Wykrzyczałbym to z góry
Płynąłbym pod wodą, aż moje płuca eksplodują
Wszedłbym w ogień
Jeśli byłoby mi przykro
Biegłbym przez tysiąc mil
Nie zatrzymałbym się, dopóki bym nie upadł
Nie zrobiłbym sobie przerwy na oddech, dopóki nie zbliżyłbym się
Wystarczająco
Następnie zrobiłbym to jeszcze raz
Gdybym rzeczywiście miał szansę
Ale wiem, że w głębi duszy dla ciebie to tylko kolejny
taniec
Jeśli byłoby mi przykro
Dałbym Ci całą chwałę
jeśli byłoby mi przykro
Jeśli byłoby mi przykro
byłaby to inna historia
Jeśli byłoby mi przykro
jeśli byłoby mi przykro
Wstrzymałbym oddech, aż moja twarz stanie się niebieska
Okradłbym bank i pocztę
Przepłynąłbym ocean
Jeśli byłoby mi przykro
Złożyłbym ślub milczenia
Nie wypowiedziałbym jednego słowa
Dopóki naprawdę nie usłyszałabyś
Jeśli byłoby mi przykro
Biegłbym przez tysiąc mil
Nie zatrzymałbym się, dopóki bym nie upadł
Nie zrobiłbym sobie przerwy na oddech, dopóki nie zbliżyłbym się
Wystarczająco
Jeśli byłoby mi przykro
Oddałbym Ci cześć
jeśli byłoby mi przykro
Jeśli byłoby mi przykro
byłaby to inna historia
jeśli byłoby mi przykro"
-Dość!-powiedziałem do siebie- Jestem facetem, muszę wziąć się w garść!
Po obczajeniu godziny, która była godziną 15:23, postanowiłem naszykować się do wyjazdu, bo o 19 jedziemy do następnego miasta, którym jest Madryt.
***Cleo***
Po rozstaniu z Leo, czułam się okropnie. Ale wiedziałam, że będzie coraz lepiej. Początki są trudne. Zastanawiałam się czy nie wrócić do domu. Mimo wszystko postanowiłam się spakować. Gdy to robiłam przyszedł Charlie.
-Hej - powiedział
-Jak on to przeżył?
-Załamał się. A ty?
-Źle się z tym czuję, ale myślę, że to tylko tak na początku. Mówiłeś Kasi?
-Yhy, czeka na twój telefon.
-Później zadzwonię. Charlie?
-Tak?
-Ja chyba wrócę do domu.
-Nie rób tego. Wiem, że ty i Leondre już nie jesteście razem, ale... Przepraszam nie chciałem!- powiedział gdy zauważył, że na słowach ,,nie jesteście razem" zaszkliły mi się oczy. Przytulił mnie.
-Ale zostań tu dla mnie. Naprawdę potrzebujemy pomocy, we dwóch nie damy rady z gadżetami i w ogóle. Proszę zostań.
Charlie tyle dla mnie zrobił, że byłabym kimś okropnym gdybym się nie zgodziła.
-Dobrze...- odpowiedziałam i mocniej go uścisnęłam.
-Dziękuję. - powiedział mi na ucho.
Wróciłam do pakowania. Chyba milion razy sprawdzałam czy wszystko wzięłam. Gdy skończyłam zerknęłam na godzinę - 17:38. Położyłam się i o osiemnastej poprawiłam ciuchy, włosy i makijaż . Zanim to wszystko zrobiłam, minęło czterdzieści minut i musieliśmy już wychodzić z pokojów. Razem w walizką udałam się w stronę windy. I niestety okazało się, że winda jest zepsuta i muszę iść schodami. Jak ja sobie poradzę? Przecież ta walizka jest ciężka jak cholera! Powoli już miałam schodzić ale ktoś mi wyrwał mój problem.
-Leondre nie musisz tego robić.
-Ale nie będę patrzył jak się męczysz. Cleo?
- Co?
-Em... bo nie chcę, żeby między nami była taka spina. Rozumiem, zraniłem cię, więc akceptuję to, że chciałaś się rozstać mimo, że to boli. Możemy być chociaż przyjaciółmi?
-Dobra, nie musimy się kłócić. Ale nie wiem czy możemy być przyjaciółmi.
-Cleo?
-Tak?
- Wszyscy, znaczy bambinos myślą, że jesteśmy razem.
- I niech tak zostanie.
-Dlaczego?
- Będą się wtrącać. A jeśli dowiedzą się dlaczego nie jesteśmy razem to będzie źle.
-Rozumiem. Jeszcze raz cię przepraszam.
Potem nic ciekawego się nie działo.
*Następny dzień*
Część drogi pokonaliśmy samolotem, ale w Portugalii wsiedliśmy do autobusu turnowego. Rano byliśmy już w Madrycie więc zakwaterowaliśmy się w hotelu i się rozpakowaliśmy. OMFG mam już dosyć.
Nie minęło pół godziny a mój były musiał już mnie odwiedzić.
-Hej- powiedziałam
-Cleoś mam sprawę...
-Jaką?
-Bo...
-------------------------
Wiem, że i tak nikt nie czyta notek, więc tylko jedno ważne zdanie.
Jeśli będzie mniej niż 4 komentarze, rozdział pojawi się za dwa tygodnie.
Do następnego:*
czwartek, 29 września 2016
Rozdział 4 - Dlaczego Charlie?
Pożegnaliśmy się z Kasią i chwilę później byliśmy w przestworzach.
*ok. 2 godziny później*
***Leo***
Jesteśmy w Londynie i od razu kierujemy się do hotelu, aby naszykować się na otwarcie trasy ,,AntiBullying". Cleo jest mega podekscytowana. Otwarcie tak samo jak zakończenie trasy, odbędzie się następująco:
1. Krótki koncert Bars and Melody.
2. Q&A z ambasadorami akcji.
3. Sprzedaż gadżetów + rozmowa z ludźmi.
4. Dyskoteka.
W hotelu zakwaterowaliśmy się- ja w pokoju z Charliem, a Cleo z ciocią Karen.
Później zaczęliśmy się szykować na imprezę. Ubrałem się w tą dobrze znaną czerwoną koszulę w kratkę i czarne, podarte rurki. Charlie ubrał szarą bluzę dresową i czarne jeansy. Musiałem jeszcze ułożyć włosy. Charlie nie miał z tym problemu, bo założył czapkę. Ułożyłem włosy i razem z blondynem czekaliśmy na Cleo. Wyglądała cudownie. Rozpuszczone włosy z podkręconymi końcówkami, małe kreski eyelinerem, arbuzowy błyszczyk, biały t-shirt z różowym napisem ,,LOVE" i różową spódniczke w kwiaty.
-Wow, wyglądasz... wow. - wydusiłem.
-Dziękuję Leondre, ty również robisz wrażenie.
-To idziemy? - zapytał Charles.
-Tak.
Cleoś oglądała nasz występ zza kulis. Chciałem dać z siebie wszystko. Ten koncert nie był tylko dla naszych fanów - on był dla ofiar przemocy. Dla ludzi, którzy przeżyli to samo co ja albo ciągle przeżywają. To smutne, ale właśnie dlatego chce z tym walczyć. Przejdźmy do sedna. Dostaliśmy brawa, wiwaty i inne rzeczy. To jest moje miejsce na świecie- ja, Charlie, scena, muzyka i fani, bo bez fanów nie ma mnie, Charliego, sceny, muzyki, nie ma koncertu.
Na Q&A szczerze odpowiedziałem na każde pytanie. Gdy wraz z Cleo sprzedawaliśmy gadżety, zawiodłem się trochę na fanach. Niektóre bambinos były niemiłe dla Cleo, ale i tak myślę, że się starały takie nie być ze względu na mnie.
Robiłem zdjęcia, rozmawiałem z ludźmi i świetnie się bawiłem. Poznałem jedną dziewczynę, ma na imię Dagmara. Wydawała się miła, ale nie powinienem oceniać ludzi znając ich zaledwie dwadzieścia minut. Powiedziała, że też idzie na imprezę. Fajnie.
***Cleo***
Niektóre bambinos są bardzo fajnymi dziewczynami, a niektóre... staram się tym nie przejmować. Dobrze się bawiłam. Leondre przedstawił mnie Dagmarze. Nie jestem zazdrosna. On jest moim chłopakiem i wątpię że zamieni mnie na fanke, którą zna zaledwie pół godziny. Poprawiłam włosy i błyszczyk, a następnie udałam się na dyskotekę. Była to impreza typowo dla ludzi w naszym wieku - głośna muzyka, światła, różne słodycze, soki i trochę alkoholu. Ale cóż, jak szaleć to szaleć. Nie było dużo osób, chociaż zależy, bo dla niektórych sto osób to dużo dla innych mało. Dla mnie mało, bo wcześniej na koncercie i gadżetach było kilka tysięcy osób.
Spotkałam tam starego znajomego - Michała. Był moim przyjacielem w podstawówce, ale później przeprowadził się do Nowego Yorku. Długo z nim rozmawiałam, ale potem poszłam potańczyć. Bawiłam się świetnie. DJ był super włączał same moje ulubione piosenki. Zastanawiałam się gdzie jest Leo. Już dwie godziny temu zaczęła się impreza. Chciałam do niego zadzwonić, więc wyszłam z sali i udałam się w stronę łazienki. Dzwoniłam miliard razy, ale nie odbierał. Trochę się zmartwiłam, gdzie on może być o tej godzinie? Zadzwoniłam do Charliego. Odebrał po trzecim sygnale. Powiedział, żebym czekała pod łazienkami i tam pogadamy bo na sali jest naprawdę głośno. Po chwili przyszedł.
-Hej, co chciałaś?
- Gdzie jest Leondre?
- Myślałem, że jest z tobą. Nie martw się, już go szukamy.
Nie musieliśmy długo szukać. Tuż za zakrętem zastaliśmy go z Dagą. Stali na końcu korytarza. Rozmawiali, ale... tak inaczej.
-Dagi. - mówił Leondre- Jesteś najpiękniejszą i najfajniejszą dziewczyną na świecie.- po tych słowach ją pocałował. Mi zebrały się łzy do oczu. Zerknęłam na Charliego. On pogłaskał moje ramię i spuścił wzrok. Znów spojrzałam na całuśników. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam sparaliżowana.
Pojedyńcze łzy zamieniły się na deszcz łez. Nagle przybiegł Michał. Spojrzał na mnie, potem na Charliego, a następnie na Leo i Dagę.
-Zabiję cię -krzyknął, a Bars i jego towarzyszka odwrócili głowy w naszą stronę. -Jak możesz całować się z inną na oczach własnej dziewczyny?! Zdajesz sobie sprawę jaką krzywdę jej wyrządziłeś?!
-Masz jakiś problem?!- odezwał się brunet.
-Tak, bo Cleo to moja przyjaciółka! Nie pozwolę na to, żeby taki debil jak ty ją skrzywdził.
-Chodź i to powtórz! - krzyknął Devries i zaczął się bić z moim przyjacielem. Nie chciałam tego, więc podeszłam do Leondrego i złapałam go za przedramie.
-Leondre przestań bo jeszcze komuś się coś stanie! - w tym momencie on się odwrócił i od razu uderzył mnie pięścią w policzek, a ja wylądowałam na podłodze.
Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Charlie momentalnie podniósł mnie w stylu panny młodej i szedł w stronę wyjścia. Wtuliłam twarz w jego szyję i płakałam. Leondre naprawdę to zrobił. Jak on mógł? Nie znałam go od tej strony. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam hotelowy pokój chłopaków. Blondyn ułożył mnie na łóżku i kazał mi poczekać. Po chwili wrócił z apteczką.
-Po co ci to? - zapytałam
-Krew ci leci. Mocno oberwałaś. Dobrze się czujesz, w sensie... fizycznie.
-Trochę mnie boli. Dlaczego Charlie? Dlaczego to zrobił?
-Odstawiam, że był pijany.
-Możliwe. Ale... kiedy całował się z Dagmarą, a potem mnie uderzył to... nie prędko mu wybaczę. Jeżeli w ogóle to zrobię.
-Rozumiem...
-Wiem, że jesteś jego przyjacielem, nie miej mi tego za złe.
-Jasne. Zranił cię, więc masz prawo być zła na niego.
Cały czas płakałam, a Charlie mnie uspokajał. No, przynajmniej próbował. Nie mogłam się pogodzić, że mój chłopak mnie tak zranił. W sumie... czy ja nadal chcę z nim być? Nie przeżyję tego, ale świadomość, że sam Leondre Devries mnie uderzył pięścią oraz, że całował się z inną po tym jak wyznał jej miłość jest jeszcze gorsza.
***Michał***
Gdy blondyn zabrał Cleo dopiero wtedy zauważyłem, że jej chłopak jest pijany. Ale... Dagmara? Nie, ona była na zdrowych zmysłach. Jeszcze się szczerzyła. Postanowiłem zadzwonić do Cleo, więc udałem się na zewnątrz. Pod drzwiami do niej wydzwaniałem i odebrała za trzecim razem.
-Halo? -powiedziała cicho.
-Cleo tu Michał.
-Tak wiem. Co chciałeś?
-Nie złość się na Leo. Po pierwsze był nietrzeźwy i nie robił tego specjalnie, a po drugie...
-Michał...
-Po drugie Daga go zmusiła. Ona tego chciała.
-Wiem, że to nie jego wina, ale jednak zrobił to. Wiesz, myślałam żeby zrobić z nim na razie przerwę. Muszę się po prostu pozbierać.
-Zrobisz jak uważasz. Słońce trzymaj się.
-Dzięki. Pa.
-Na razie.
Poszedłem do domu.
***Charlie***
Cleoś mi mówiła o tym co Michał powiedział przez telefon. Nie znam go, ale mu wierzę. Tak samo jak ona. Martwiłem się o brunetkę. Opatrzyłem jej ranę i zaprowadziłem do jej pokoju. Położyła się na łóżku i patrzyła w jeden punkt na suficie z kamienną twarzą. Co chwila zaczynała płakać, ale gdy ją uspokajałem przestawała. A potem znowu zaczynała i tak w kółko.
Tak około 1:25 zasnęła. Powiedziałem o całej sytuacji mamie i zadzwoniłem do Kasi. Chciałem sprawdzić gdzie jest Leo i znalazłem go w pokoju. Spał, więc wziąłem z niego przykład.
*Ranek*
Obudziłem się i od razu sięgnąłem po telefon, aby zobaczyć która godzina. 8:43. Wstałem, pościeliłem łóżko, łazienkowa rutyna, ubrałem się i poszedłem do pokoju mojej mamy i Cleo. Cleo spała, a moja mama już ubrana, ścieliła łóżko.
-I jak? - zapytałem
- Gdy poszedłeś, obudziła się gdzieś o drugiej i płakała ale szybko zasnęła.
-Mhm. Dobra, tyle chciałem wiedzieć. Powiesz jej, żeby przyszła, gdy się naszykuje?
-Dobrze.
Wróciłem do mojego pokoju. Brunet już nie spał. Usiadł na łóżku i się uśmiechnął.
-O ja... ale się nawaliłem. Nic nie pamiętam.
-No i szczerze ci powiem, że nie chciałbyś pamiętać.
-Robiłem głupie rzeczy?
-Yhm.
-Powiedz! - powiedział z zacieszem.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Tak!
-No więc... gdy się opiłeś, wyszedłeś z imprezy. Nie wiem co robiłeś, ale Cleo zaczęła się o ciebie martwić, więc chcieliśmy cię poszukać. Znaleźliśmy cię jak... mówiłeś Dagmarze, że ją kochasz i ją pocałowałeś. - z jego twarzy zniknął ten uśmiech - Ale to jeszcze nic. Przyjaciel Cleo, Michał, też widział całą sytuację i cię ochrzanił, a ty się wkurzyłeś i zacząłeś się z nim bić. Cleo tego nie chciała, więc złapała cię za przedramie i próbowała cię odciągnąć, ale ty...
- Co ja?! - przeraził się brunet.
- Ją uderzyłeś...
Po tych słowach chłopak schował twarz w dłonie.
-Co ja zrobiłem?! - spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami - Charlie, ale ona wie, że byłem pijany?!
-Tak, wie. Ale mimo to, przeżyła to strasznie. Musiałem ją uspokajać. Załamała się.
-Charlie- na policzkach bruneta pojawiły się łzy- Boję się, że ją straciłem. Ja nigdy bym tego nie zrobił.
Podszedłem do niego i przytuliłem. On naprawdę tego nie chciał.
- Chłopie, ogarnij się, bo powiedziałem Cleo, żeby tu przyszła.
-Ok.
***Leondre***
Gdy się ubrałem i takie tam położyłem się na łóżku i czekaliśmy z blondynem na Cleo, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Charlie, chciałeś mnie widzieć. - powiedziała brunetka.
-My chcieliśmy cię widzieć. Powinniście porozmawiać, więc zostawiam was.
Gdy Charles wychodził dziewczyna złapała go za rękę. On ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
-Cleo bardzo Cię przepraszam. Nie byłem sobą, ja nigdy bym tak nie zrobił.
-Leondre, postaw się na moim miejscu. Jak moje serce rozbiło się na milion kawałków kiedy pocałowałeś Dagę. A kiedy mnie uderzyłeś...- jej głos się załamał, spuściła głowę, a ja przyjrzałem się jej plastrowi. Wstałem i przytuliłem ją łącząc nasze czoła.
-Wiem, że na to nie zasługuje, ale...- powiedziałem - proszę wybacz mi.
Brunetka mnie odepchnęła.
-Nie Leondre. Nie teraz. To dla mnie zbyt trudne. I musimy...
-----------------
Yyy... No to ten...
Mam nadzieję, że się podobało.
Kto przeczyta notkę niech napisze w komentarzu kapusta.
*ok. 2 godziny później*
***Leo***
Jesteśmy w Londynie i od razu kierujemy się do hotelu, aby naszykować się na otwarcie trasy ,,AntiBullying". Cleo jest mega podekscytowana. Otwarcie tak samo jak zakończenie trasy, odbędzie się następująco:
1. Krótki koncert Bars and Melody.
2. Q&A z ambasadorami akcji.
3. Sprzedaż gadżetów + rozmowa z ludźmi.
4. Dyskoteka.
W hotelu zakwaterowaliśmy się- ja w pokoju z Charliem, a Cleo z ciocią Karen.
Później zaczęliśmy się szykować na imprezę. Ubrałem się w tą dobrze znaną czerwoną koszulę w kratkę i czarne, podarte rurki. Charlie ubrał szarą bluzę dresową i czarne jeansy. Musiałem jeszcze ułożyć włosy. Charlie nie miał z tym problemu, bo założył czapkę. Ułożyłem włosy i razem z blondynem czekaliśmy na Cleo. Wyglądała cudownie. Rozpuszczone włosy z podkręconymi końcówkami, małe kreski eyelinerem, arbuzowy błyszczyk, biały t-shirt z różowym napisem ,,LOVE" i różową spódniczke w kwiaty.
-Wow, wyglądasz... wow. - wydusiłem.
-Dziękuję Leondre, ty również robisz wrażenie.
-To idziemy? - zapytał Charles.
-Tak.
Cleoś oglądała nasz występ zza kulis. Chciałem dać z siebie wszystko. Ten koncert nie był tylko dla naszych fanów - on był dla ofiar przemocy. Dla ludzi, którzy przeżyli to samo co ja albo ciągle przeżywają. To smutne, ale właśnie dlatego chce z tym walczyć. Przejdźmy do sedna. Dostaliśmy brawa, wiwaty i inne rzeczy. To jest moje miejsce na świecie- ja, Charlie, scena, muzyka i fani, bo bez fanów nie ma mnie, Charliego, sceny, muzyki, nie ma koncertu.
Na Q&A szczerze odpowiedziałem na każde pytanie. Gdy wraz z Cleo sprzedawaliśmy gadżety, zawiodłem się trochę na fanach. Niektóre bambinos były niemiłe dla Cleo, ale i tak myślę, że się starały takie nie być ze względu na mnie.
Robiłem zdjęcia, rozmawiałem z ludźmi i świetnie się bawiłem. Poznałem jedną dziewczynę, ma na imię Dagmara. Wydawała się miła, ale nie powinienem oceniać ludzi znając ich zaledwie dwadzieścia minut. Powiedziała, że też idzie na imprezę. Fajnie.
***Cleo***
Niektóre bambinos są bardzo fajnymi dziewczynami, a niektóre... staram się tym nie przejmować. Dobrze się bawiłam. Leondre przedstawił mnie Dagmarze. Nie jestem zazdrosna. On jest moim chłopakiem i wątpię że zamieni mnie na fanke, którą zna zaledwie pół godziny. Poprawiłam włosy i błyszczyk, a następnie udałam się na dyskotekę. Była to impreza typowo dla ludzi w naszym wieku - głośna muzyka, światła, różne słodycze, soki i trochę alkoholu. Ale cóż, jak szaleć to szaleć. Nie było dużo osób, chociaż zależy, bo dla niektórych sto osób to dużo dla innych mało. Dla mnie mało, bo wcześniej na koncercie i gadżetach było kilka tysięcy osób.
Spotkałam tam starego znajomego - Michała. Był moim przyjacielem w podstawówce, ale później przeprowadził się do Nowego Yorku. Długo z nim rozmawiałam, ale potem poszłam potańczyć. Bawiłam się świetnie. DJ był super włączał same moje ulubione piosenki. Zastanawiałam się gdzie jest Leo. Już dwie godziny temu zaczęła się impreza. Chciałam do niego zadzwonić, więc wyszłam z sali i udałam się w stronę łazienki. Dzwoniłam miliard razy, ale nie odbierał. Trochę się zmartwiłam, gdzie on może być o tej godzinie? Zadzwoniłam do Charliego. Odebrał po trzecim sygnale. Powiedział, żebym czekała pod łazienkami i tam pogadamy bo na sali jest naprawdę głośno. Po chwili przyszedł.
-Hej, co chciałaś?
- Gdzie jest Leondre?
- Myślałem, że jest z tobą. Nie martw się, już go szukamy.
Nie musieliśmy długo szukać. Tuż za zakrętem zastaliśmy go z Dagą. Stali na końcu korytarza. Rozmawiali, ale... tak inaczej.
-Dagi. - mówił Leondre- Jesteś najpiękniejszą i najfajniejszą dziewczyną na świecie.- po tych słowach ją pocałował. Mi zebrały się łzy do oczu. Zerknęłam na Charliego. On pogłaskał moje ramię i spuścił wzrok. Znów spojrzałam na całuśników. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam sparaliżowana.
Pojedyńcze łzy zamieniły się na deszcz łez. Nagle przybiegł Michał. Spojrzał na mnie, potem na Charliego, a następnie na Leo i Dagę.
-Zabiję cię -krzyknął, a Bars i jego towarzyszka odwrócili głowy w naszą stronę. -Jak możesz całować się z inną na oczach własnej dziewczyny?! Zdajesz sobie sprawę jaką krzywdę jej wyrządziłeś?!
-Masz jakiś problem?!- odezwał się brunet.
-Tak, bo Cleo to moja przyjaciółka! Nie pozwolę na to, żeby taki debil jak ty ją skrzywdził.
-Chodź i to powtórz! - krzyknął Devries i zaczął się bić z moim przyjacielem. Nie chciałam tego, więc podeszłam do Leondrego i złapałam go za przedramie.
-Leondre przestań bo jeszcze komuś się coś stanie! - w tym momencie on się odwrócił i od razu uderzył mnie pięścią w policzek, a ja wylądowałam na podłodze.
Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Charlie momentalnie podniósł mnie w stylu panny młodej i szedł w stronę wyjścia. Wtuliłam twarz w jego szyję i płakałam. Leondre naprawdę to zrobił. Jak on mógł? Nie znałam go od tej strony. Gdy podniosłam głowę zobaczyłam hotelowy pokój chłopaków. Blondyn ułożył mnie na łóżku i kazał mi poczekać. Po chwili wrócił z apteczką.
-Po co ci to? - zapytałam
-Krew ci leci. Mocno oberwałaś. Dobrze się czujesz, w sensie... fizycznie.
-Trochę mnie boli. Dlaczego Charlie? Dlaczego to zrobił?
-Odstawiam, że był pijany.
-Możliwe. Ale... kiedy całował się z Dagmarą, a potem mnie uderzył to... nie prędko mu wybaczę. Jeżeli w ogóle to zrobię.
-Rozumiem...
-Wiem, że jesteś jego przyjacielem, nie miej mi tego za złe.
-Jasne. Zranił cię, więc masz prawo być zła na niego.
Cały czas płakałam, a Charlie mnie uspokajał. No, przynajmniej próbował. Nie mogłam się pogodzić, że mój chłopak mnie tak zranił. W sumie... czy ja nadal chcę z nim być? Nie przeżyję tego, ale świadomość, że sam Leondre Devries mnie uderzył pięścią oraz, że całował się z inną po tym jak wyznał jej miłość jest jeszcze gorsza.
***Michał***
Gdy blondyn zabrał Cleo dopiero wtedy zauważyłem, że jej chłopak jest pijany. Ale... Dagmara? Nie, ona była na zdrowych zmysłach. Jeszcze się szczerzyła. Postanowiłem zadzwonić do Cleo, więc udałem się na zewnątrz. Pod drzwiami do niej wydzwaniałem i odebrała za trzecim razem.
-Halo? -powiedziała cicho.
-Cleo tu Michał.
-Tak wiem. Co chciałeś?
-Nie złość się na Leo. Po pierwsze był nietrzeźwy i nie robił tego specjalnie, a po drugie...
-Michał...
-Po drugie Daga go zmusiła. Ona tego chciała.
-Wiem, że to nie jego wina, ale jednak zrobił to. Wiesz, myślałam żeby zrobić z nim na razie przerwę. Muszę się po prostu pozbierać.
-Zrobisz jak uważasz. Słońce trzymaj się.
-Dzięki. Pa.
-Na razie.
Poszedłem do domu.
***Charlie***
Cleoś mi mówiła o tym co Michał powiedział przez telefon. Nie znam go, ale mu wierzę. Tak samo jak ona. Martwiłem się o brunetkę. Opatrzyłem jej ranę i zaprowadziłem do jej pokoju. Położyła się na łóżku i patrzyła w jeden punkt na suficie z kamienną twarzą. Co chwila zaczynała płakać, ale gdy ją uspokajałem przestawała. A potem znowu zaczynała i tak w kółko.
Tak około 1:25 zasnęła. Powiedziałem o całej sytuacji mamie i zadzwoniłem do Kasi. Chciałem sprawdzić gdzie jest Leo i znalazłem go w pokoju. Spał, więc wziąłem z niego przykład.
*Ranek*
Obudziłem się i od razu sięgnąłem po telefon, aby zobaczyć która godzina. 8:43. Wstałem, pościeliłem łóżko, łazienkowa rutyna, ubrałem się i poszedłem do pokoju mojej mamy i Cleo. Cleo spała, a moja mama już ubrana, ścieliła łóżko.
-I jak? - zapytałem
- Gdy poszedłeś, obudziła się gdzieś o drugiej i płakała ale szybko zasnęła.
-Mhm. Dobra, tyle chciałem wiedzieć. Powiesz jej, żeby przyszła, gdy się naszykuje?
-Dobrze.
Wróciłem do mojego pokoju. Brunet już nie spał. Usiadł na łóżku i się uśmiechnął.
-O ja... ale się nawaliłem. Nic nie pamiętam.
-No i szczerze ci powiem, że nie chciałbyś pamiętać.
-Robiłem głupie rzeczy?
-Yhm.
-Powiedz! - powiedział z zacieszem.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Tak!
-No więc... gdy się opiłeś, wyszedłeś z imprezy. Nie wiem co robiłeś, ale Cleo zaczęła się o ciebie martwić, więc chcieliśmy cię poszukać. Znaleźliśmy cię jak... mówiłeś Dagmarze, że ją kochasz i ją pocałowałeś. - z jego twarzy zniknął ten uśmiech - Ale to jeszcze nic. Przyjaciel Cleo, Michał, też widział całą sytuację i cię ochrzanił, a ty się wkurzyłeś i zacząłeś się z nim bić. Cleo tego nie chciała, więc złapała cię za przedramie i próbowała cię odciągnąć, ale ty...
- Co ja?! - przeraził się brunet.
- Ją uderzyłeś...
Po tych słowach chłopak schował twarz w dłonie.
-Co ja zrobiłem?! - spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami - Charlie, ale ona wie, że byłem pijany?!
-Tak, wie. Ale mimo to, przeżyła to strasznie. Musiałem ją uspokajać. Załamała się.
-Charlie- na policzkach bruneta pojawiły się łzy- Boję się, że ją straciłem. Ja nigdy bym tego nie zrobił.
Podszedłem do niego i przytuliłem. On naprawdę tego nie chciał.
- Chłopie, ogarnij się, bo powiedziałem Cleo, żeby tu przyszła.
-Ok.
***Leondre***
Gdy się ubrałem i takie tam położyłem się na łóżku i czekaliśmy z blondynem na Cleo, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Charlie, chciałeś mnie widzieć. - powiedziała brunetka.
-My chcieliśmy cię widzieć. Powinniście porozmawiać, więc zostawiam was.
Gdy Charles wychodził dziewczyna złapała go za rękę. On ją przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze.
-Cleo bardzo Cię przepraszam. Nie byłem sobą, ja nigdy bym tak nie zrobił.
-Leondre, postaw się na moim miejscu. Jak moje serce rozbiło się na milion kawałków kiedy pocałowałeś Dagę. A kiedy mnie uderzyłeś...- jej głos się załamał, spuściła głowę, a ja przyjrzałem się jej plastrowi. Wstałem i przytuliłem ją łącząc nasze czoła.
-Wiem, że na to nie zasługuje, ale...- powiedziałem - proszę wybacz mi.
Brunetka mnie odepchnęła.
-Nie Leondre. Nie teraz. To dla mnie zbyt trudne. I musimy...
-----------------
Yyy... No to ten...
Mam nadzieję, że się podobało.
Kto przeczyta notkę niech napisze w komentarzu kapusta.
czwartek, 22 września 2016
Rozdział 3 - Ruszamy w trasę
-Martwię się. Cleo prześladują w szkole.
-Że co?! - zdziwił się Charlie.
-Dokuczają jej z powodu jej związku z Leo.
-Ale ci nie dokuczają?
-Nie, nawet jeśli by chcieli to nie mogą. Z naszej szkoły łatwo wylecieć.
-Dlaczego Cleo nie chodzi z tobą do szkoły?
-Tak jak mówiłam, z naszej szkoły łatwo wylecieć, a Cleo nie jest wzorową uczennicą. Nie wiem co robić.
-Niech powie Leo.
-Próbowałam ją namówić, ale ona jest uparta.
-Ja pogadam z Leondre'm. Jest moim najlepszym przyjacielem i mam zamiar pomóc siostrze.
-Dziękuję Charlie, kocham cię.
***Charlie***
Jaki ja byłem wściekły! Jak można komuś dokuczać dlatego, że jest szczęśliwy?
-Mam pytanie, długo jej dokuczają?
-Zaczęli kilka dni po opublikowaniu związku.
-Jak ją prześladują?
-W sensie?
-No przezywają albo...
-Szczerze nie wiem. Co się pytam Cleo mówi, że nie chce o tym gadać. Ale boję się, że nawet posuwają się do bicia. Już kilka razy widziałam siniaki na jej rękach, nogach, a raz jak byliśmy na basenie to kilka na plecach i brzuchu.
Jak się o tym dowiedziałem, to normalnie w szoku byłem. (Joker - Szok fajna piosenka - od aut.) Muszę pogadać z brunetami.
*Ranek*
Gdy się naszykowałem powędrowałem do domu siostrzyczki. Wszedłem do jej pokoju, ale zapomniałem zapukać. Niestety, właśnie się ubierała. Na szczęście chociaż bieliznę miała na sobie.
-Wypierdalaj z mojej ziemi! - krzyknęła.
-O nie! Jesteśmy zgubieni! - krzyknął Leondre który stał za mną.
-Haha! Dobra my ci Cleoś nie przeszkadzamy. Cho Leo.
Myślałem, czy najpierw porozmawiać z chłopakiem, czy z dziewczyną i wybrałem tą drugą opcję. Po kilku minutach brunetka wyszła zabijając mnie wzrokiem. Wzięła do rąk poduszkę, a ja już wiedziałem o co jej chodzi więc zacząłem uciekać.
-Za-wsze trze-ba pu-kać! -krzyczała sylabami waląc mnie poduszką.
-Ała! Dobra! Przepraszam!
-Wybaczam ci.
-Dziękuję! Em, Leo... Zostawisz nas samych?
-Jasneee... nie przeszkadzam wammm.
-Ty zboku, ja chcę tylko z nią pogadać!
-To dobrze. Ma być nietknięta, ja chcę być pierwszy.
-Jezu Leondre idź już!-wykonał polecenie.
Cleo zmarszczyła brwi. Usiadła na krześle i spojrzała w moją stronę.
-O co chodzi?-zapytała
-Wiem, że cię prześladują.
-Charlie to nie tak...
-A jak? Cleo, wiem, że chcesz być silna i w ogóle, ale nie można tego tak zostawić.
-Ty mnie nie rozumiesz! Nie znęcali się nad tobą!
-Skąd masz taką pewność?
-Charlie, czy ty?...
-Nie, nie znęcali się nade mną. Ale nad Leo tak. Ja mu już pomogłem, a teraz kolej na ciebie.
-Słuchaj, ja nie chcę... naprawdę nie chcę o tym mówić.
-Zaufaj mi. -złapałem ją za rękę.
Dziewczyna spuściła wzrok i siedziała chwilę w ciszy. Pozwoliłem jej na to. Pewnie zbiera słowa do kupy, albo pewność siebie aby mi powiedzieć.
-To... to Zack. Go się najbardziej boję. Właściwie... wszyscy w szkole uprzykrzają mi życie, ale on jako jedyny mnie... -jej głos się złamał.
-Bije? - spytałem niepewnie. Ona tylko spojrzała w moje oczy i pokiwała głową. Przytuliłem ją gdy zobaczyłem w jej oczach łzy.
-Charlie to trudne...
-Wiem. Chcesz pogadać z Leo, czy ja mam to zrobić?
-Możesz ty?
-Jasne.
-Dzięki. To ja pójdę do Kasi. Szkoda, że nie jedzie.
-Leondre! Pa Cleo.
-Charlie boję się.
-Wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.
Niebieskooka się do mnie uśmiechnęła, a następnie wyszła.
-Leo!
-Wszystko słyszałem.
-I?
-Muszę z nią pogadać.
***Cleo***
Mówiłam Kasi o rozmowie z Charlie'm gdy nagle do pokoju wszedł Leo. Dałam jej znać, że chcę pogadać z nim w cztery oczy. Ona pokiwała głową i wyszła z pomieszczenia.
-Okłamałaś mnie. - powiedział
-Leondre...
-Wiesz jak ja się teraz czuję? Własna dziewczyna mnie okłamała.
-Myślałam, że mnie zrozumiesz.
-Jakoś nie potrafię cię zrozumieć.
-Ty też jak byłeś prześladowany w szkole nikomu o tym nie chciałeś powiedzieć.
-Ale... to było co innego. Nikogo nie miałem, byłem sam.
-Nie byłeś sam. Miałeś mamę, brata, siostrę, ojca. Też się bałeś. Nikogo nie chciałeś martwić. Właśnie ja tak się czuję.
-Po prostu wkurza mnie, że mi nie zaufałaś. Przepraszam.
-Ja też przepraszam, ale po prostu się bałam.
-Już nie masz czego skarbie. Jak tylko znajdę tego Zack'a to dostanie gorzej niż Romek.
Zaśmiałam się na to wspomnienie.
-Dziękuję mój ty rycerzu. Naprawdę Cię przepraszam.
-Dobra. Nie było sprawy.
-Jedziemy? Już za godzinę mamy samolot.
-To już czas? Dobra tylko...
-Zagonimy blondasków.
Gdy wyszliśmy z domu, Charlie i Kasia rozmawiali. Przytuliłam Charliego.
-Dziękuję.
-Ej, a ja to co? -powiedziała blondynka.
-Oj, choć do mnie. - przytuliłam ją - Będę tęsknić.
-Hello! Jadę z wami na lotnisko.
-Ale już tęsknię.- powiedziałam i dałam jej (przyjacielskiego) buziaka w policzek.
-Ty mnie zdradzasz?! - krzyknął Leo- Z dziewczyną?
-A ty jej na to pozwalasz?! -krzyknął Charlie do Kasi. A my śmialiśmy się jak głupie do szpiku kości.
Poszłam jeszcze przytulić mamę na pożegnanie, ona dała mi milion zakazów i nakazów, aż w końcu włożyliśmy walizki do bagażnika i zajęliśmy miejsca w samochodzie. Ja usiadłam z przodu, pozwoliłam Kaśce spędzić ostatnie chwile z chłopakami. Ja będę miała ich na głowie długo! Jupiii! Trasa zaczyna się i kończy w Londynie, na otwarciu i zakończeniu. Tym razem droga na lotnisko minęła w kilka sekund. Pożegnaliśmy się z Kasią i...
--------------------------------
Rozdział później, bo ostatnio nie było żadnego komentarza.
Jak będzie choć jeden to rozdział za tydzień
Im więcej tym szybciej
-Że co?! - zdziwił się Charlie.
-Dokuczają jej z powodu jej związku z Leo.
-Ale ci nie dokuczają?
-Nie, nawet jeśli by chcieli to nie mogą. Z naszej szkoły łatwo wylecieć.
-Dlaczego Cleo nie chodzi z tobą do szkoły?
-Tak jak mówiłam, z naszej szkoły łatwo wylecieć, a Cleo nie jest wzorową uczennicą. Nie wiem co robić.
-Niech powie Leo.
-Próbowałam ją namówić, ale ona jest uparta.
-Ja pogadam z Leondre'm. Jest moim najlepszym przyjacielem i mam zamiar pomóc siostrze.
-Dziękuję Charlie, kocham cię.
***Charlie***
Jaki ja byłem wściekły! Jak można komuś dokuczać dlatego, że jest szczęśliwy?
-Mam pytanie, długo jej dokuczają?
-Zaczęli kilka dni po opublikowaniu związku.
-Jak ją prześladują?
-W sensie?
-No przezywają albo...
-Szczerze nie wiem. Co się pytam Cleo mówi, że nie chce o tym gadać. Ale boję się, że nawet posuwają się do bicia. Już kilka razy widziałam siniaki na jej rękach, nogach, a raz jak byliśmy na basenie to kilka na plecach i brzuchu.
Jak się o tym dowiedziałem, to normalnie w szoku byłem. (Joker - Szok fajna piosenka - od aut.) Muszę pogadać z brunetami.
*Ranek*
Gdy się naszykowałem powędrowałem do domu siostrzyczki. Wszedłem do jej pokoju, ale zapomniałem zapukać. Niestety, właśnie się ubierała. Na szczęście chociaż bieliznę miała na sobie.
-Wypierdalaj z mojej ziemi! - krzyknęła.
-O nie! Jesteśmy zgubieni! - krzyknął Leondre który stał za mną.
-Haha! Dobra my ci Cleoś nie przeszkadzamy. Cho Leo.
Myślałem, czy najpierw porozmawiać z chłopakiem, czy z dziewczyną i wybrałem tą drugą opcję. Po kilku minutach brunetka wyszła zabijając mnie wzrokiem. Wzięła do rąk poduszkę, a ja już wiedziałem o co jej chodzi więc zacząłem uciekać.
-Za-wsze trze-ba pu-kać! -krzyczała sylabami waląc mnie poduszką.
-Ała! Dobra! Przepraszam!
-Wybaczam ci.
-Dziękuję! Em, Leo... Zostawisz nas samych?
-Jasneee... nie przeszkadzam wammm.
-Ty zboku, ja chcę tylko z nią pogadać!
-To dobrze. Ma być nietknięta, ja chcę być pierwszy.
-Jezu Leondre idź już!-wykonał polecenie.
Cleo zmarszczyła brwi. Usiadła na krześle i spojrzała w moją stronę.
-O co chodzi?-zapytała
-Wiem, że cię prześladują.
-Charlie to nie tak...
-A jak? Cleo, wiem, że chcesz być silna i w ogóle, ale nie można tego tak zostawić.
-Ty mnie nie rozumiesz! Nie znęcali się nad tobą!
-Skąd masz taką pewność?
-Charlie, czy ty?...
-Nie, nie znęcali się nade mną. Ale nad Leo tak. Ja mu już pomogłem, a teraz kolej na ciebie.
-Słuchaj, ja nie chcę... naprawdę nie chcę o tym mówić.
-Zaufaj mi. -złapałem ją za rękę.
Dziewczyna spuściła wzrok i siedziała chwilę w ciszy. Pozwoliłem jej na to. Pewnie zbiera słowa do kupy, albo pewność siebie aby mi powiedzieć.
-To... to Zack. Go się najbardziej boję. Właściwie... wszyscy w szkole uprzykrzają mi życie, ale on jako jedyny mnie... -jej głos się złamał.
-Bije? - spytałem niepewnie. Ona tylko spojrzała w moje oczy i pokiwała głową. Przytuliłem ją gdy zobaczyłem w jej oczach łzy.
-Charlie to trudne...
-Wiem. Chcesz pogadać z Leo, czy ja mam to zrobić?
-Możesz ty?
-Jasne.
-Dzięki. To ja pójdę do Kasi. Szkoda, że nie jedzie.
-Leondre! Pa Cleo.
-Charlie boję się.
-Wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.
Niebieskooka się do mnie uśmiechnęła, a następnie wyszła.
-Leo!
-Wszystko słyszałem.
-I?
-Muszę z nią pogadać.
***Cleo***
Mówiłam Kasi o rozmowie z Charlie'm gdy nagle do pokoju wszedł Leo. Dałam jej znać, że chcę pogadać z nim w cztery oczy. Ona pokiwała głową i wyszła z pomieszczenia.
-Okłamałaś mnie. - powiedział
-Leondre...
-Wiesz jak ja się teraz czuję? Własna dziewczyna mnie okłamała.
-Myślałam, że mnie zrozumiesz.
-Jakoś nie potrafię cię zrozumieć.
-Ty też jak byłeś prześladowany w szkole nikomu o tym nie chciałeś powiedzieć.
-Ale... to było co innego. Nikogo nie miałem, byłem sam.
-Nie byłeś sam. Miałeś mamę, brata, siostrę, ojca. Też się bałeś. Nikogo nie chciałeś martwić. Właśnie ja tak się czuję.
-Po prostu wkurza mnie, że mi nie zaufałaś. Przepraszam.
-Ja też przepraszam, ale po prostu się bałam.
-Już nie masz czego skarbie. Jak tylko znajdę tego Zack'a to dostanie gorzej niż Romek.
Zaśmiałam się na to wspomnienie.
-Dziękuję mój ty rycerzu. Naprawdę Cię przepraszam.
-Dobra. Nie było sprawy.
-Jedziemy? Już za godzinę mamy samolot.
-To już czas? Dobra tylko...
-Zagonimy blondasków.
Gdy wyszliśmy z domu, Charlie i Kasia rozmawiali. Przytuliłam Charliego.
-Dziękuję.
-Ej, a ja to co? -powiedziała blondynka.
-Oj, choć do mnie. - przytuliłam ją - Będę tęsknić.
-Hello! Jadę z wami na lotnisko.
-Ale już tęsknię.- powiedziałam i dałam jej (przyjacielskiego) buziaka w policzek.
-Ty mnie zdradzasz?! - krzyknął Leo- Z dziewczyną?
-A ty jej na to pozwalasz?! -krzyknął Charlie do Kasi. A my śmialiśmy się jak głupie do szpiku kości.
Poszłam jeszcze przytulić mamę na pożegnanie, ona dała mi milion zakazów i nakazów, aż w końcu włożyliśmy walizki do bagażnika i zajęliśmy miejsca w samochodzie. Ja usiadłam z przodu, pozwoliłam Kaśce spędzić ostatnie chwile z chłopakami. Ja będę miała ich na głowie długo! Jupiii! Trasa zaczyna się i kończy w Londynie, na otwarciu i zakończeniu. Tym razem droga na lotnisko minęła w kilka sekund. Pożegnaliśmy się z Kasią i...
--------------------------------
Rozdział później, bo ostatnio nie było żadnego komentarza.
Jak będzie choć jeden to rozdział za tydzień
Im więcej tym szybciej
Subskrybuj:
Posty (Atom)