środa, 24 lutego 2016
niedziela, 21 lutego 2016
ROZDZIAŁ 6
Tata?- powiedział Charlie - Co ty tu robisz?
- Mój tata przyszedł dołożyć pieniądze do rehablitacji - odpowiedziałam
- Ale Cleo, to jest MÓJ tata - powiedział z naciskiem na wyróżnione słowo.
- O co chodzi? - zapytał Leo
- Też chciałabym wiedzieć. Możesz nam to wytłumaczyć? - zwróciłam się do taty. On się jednak odwrócił i wolnym krokiem wychodził.
- To dlatego Cię nie było! To dlatego mama płakała jak tylko o to bo wspomnialam! A ja jak głupia na Ciebie czekałam - rozryczałam się a on wyszedł. Czyli Charlie to mój brat. Mój przyrodni braciszek usiadł obok mnie i mocno przytulil. On też cierpiał. Leo już nie był zazdrosny, ale też się nie cieszył. Po chwili on też mnie przytulil i po kilku minutach zasnęłam.
***CHARLIE***
Chciało mi się płakać, ale musiałem być silny. Kiedy moja siostrzyczka zasnęła położyłem jej głowę na poduszce i wstałem. Leo za mną. Wyszliśmy.
- Trzymasz się? - zapytał mnie Leło (musialam to napisac)
- Tak. Jakoś sobie radze. - powiedziałem i go przytuliłem. Zawsze wspieramy sie w takich chwilach.
- Chcesz u mnie nocować? - spytał
- Jeśli to nie będzie problem...
- Ależ skąd, ale najpierw idziemy na lody.
- I kawę!
- No bo jak!
***GODZINĘ PÓŹNIEJ***
***LEONDRE***
Dotarliśmy do domu.
- Mamo!!! Charlie u nas nocuje!!! - zacząłem się wydzierac. Jak ona podskoczyła!
- Ok, chcecie coś do jedzenia?
- Naleśniki!!! - powiedziałem - Chodź Charlie, obejrzymy najnowszy odcinek ,,Małych Einsteinów". Gdy usłyszałem tę znaną melodię od razu zacząłem się wydzierac:
,, we gonna on the trip and i take you on the year! Into to the sky! Little Einsteins!!!"
Charlie miał ze mnie beke! Po oglądaniu pogralismy na PS'ie. Zrobiło się późno więc poszliśmy spać.
***NASTĘPNY DZIEŃ***
Niestety dzisiaj nie pójdziemy do Cleo, bo jesteśmy na probie. Po godzinie piania zrobilismy sobie przerwę.
- Leo słuchaj... - powiedział Charls - bo skoro Cleo to moja sis to mozesz sie jej spytac o wiesz co...
Wziąłem go uściskałem. Cieszyłem się że nie ma z tym problemu. Jeszcze chwile pogadalismy i wróciliśmy na próbę.
***CLEO***
Obudziłam się w południe. Oczy mnie bolały. Wieczorem bardzo długo płakałam. Codziennie czekałam tylko na jego przyjazd. Ale właściwie fajnie że mam takiego super brata. Tylko nwm co z chłopcami. Fajnie by było żeby Charlie nie miał nic przeciwko gdybym była dziewczyną Leo. Nie chcę mu robić przykrości, kocham go jak brata. Z całego serca życzę mu znalezienia super dziewczyny. Może pobawić się w swatke i znajdę mu supergirl. Nawet wiem kogo, jak to zrobić. Muszę tylko wrócić do Polski, do Tilly. Tak się za nią stęskniłam. Po chwili do sali weszła moja mama.
- Kochanie jutro wracamy do Polski.
- Super! Nareszcie zobaczę Tilly!
- To się cieszę, że się cieszysz.- powiedziała i lekko się uśmiechnęła co od razu odwzajemniłam. Poprosiłam jeszcze mamę, żeby przyniosła mi wodę. Po chwili przyszła z napojem. Wypilam kilka łyków i zaczęłam.
- A o której mamy samolot?
- O 15:00 - już nie odpowiadałam. Zadzwoniłam do Leo. Nie odebrał. Co jeśli coś mu się stalo? Nie, na pewno jest cały i zdrowy. Pewnie po prostu rozladowal mu się telefon. Cleo musisz być spokojna.
***LEONDRE***
Dziś mam zabiegany dzień. Muszę kupić piękne róże dla Cleo i jakiś elegancki garnitur. Włączyłem telefon i zobaczyłem nieodebrane połączenie od mojej (chyba) przyszłej ksiezniczki. Oczywiście mam takie szczęście, że kiedy już naciskałem zieloną słuchawkę telefon sie rozladowal. Moje cudowne szczęście. Czujecie ten sarkazm? Nagle poczułem ból. Potem kolejny . . . kolejny i ciemnosc. Ocknąłem się i byłem w tym samym miejscu. Dokoła nie było nikogo. Wstałem i poszedłem dalej załatwiać sprawy z Cleo.
***ROMEK***
Nie mogę pozwolić, żeby moja Cleo przyjaźniła się z tym gwiazdorem, który jest nic nie warty. Szedłem ulicą i zobaczyłem tego debila. Wpadlem na pewien pomysł. Podszedłem do niego od tylu i mocno walnąłem. Osunął się na ziemię. Lepiej niech da jej spokój bo ona jest MOJA. MOJA, MOJA, MOJA!!! Nikomu, a zwłaszcza jemu nie pozwolę jej tknąć. Muszę sie do niej wybrać. Na szczęście wiem że jest w szpitalu.
***CLEO***
Zadzwoniłam do Kasi. Opowiedziałam jej całą moją historię. Ona jest bambino. Nie wierzyła mi, więc wysłałam jej nasze wspólne selfie. Nagle do pomieszczenia wszedł on. Chłopak, którego nie chciałam znać, który mnie zdradzał i mówił że jestem najgorszym co go spotkało.
- Hej mała.
- Czego ty chcesz?
- A może by tak "czesc"?
- Dla Ciebie nigdy idioto- wydarłam się na niego, a on mnie pocalowal. Zdrową ręką dałam mu z liścia. A on się wkurzyl.
- Pożałujesz tego szmato! - ja tylko krzyknęłam "pomocy", a w pomieszczeniu natychmiast zjawiła się pielęgniarka i wyprowadzila tego idiote. Jak ja go nienawidzę. Mam ochotę rozerwać go na malutkie kawałeczki. Rzucić go lwą na pożarcie. Mam nadzieję że już go nigdy więcej nie zobaczę. Do sali weszła mama.
- Córeczki możesz się pakować, bo już Cię wypisali. - powiedziala a ja sie usmiechnelam. Weszła pielęgniarka, która wyprowadzila... Nie! Zapomnij! Odłączyła mnie od tych wszystkich urządzeń. Mama w tym czasie spakowala moje ubrania i takie różne drobiazgi. Wyszłyśmy ze szpitala i wróciłyśmy do hotelu. Było późno a ja byłam zmęczona. Postanowiłam ze już pójdę spać. Wybrałam pidzame i poszłam do łazienki. Wzięłam długą i relaksujaca kąpiel. Umylam zęby i się ubralam. 
Obudziłam się o 13. Wreszcie mogłam sie wyspać. Wyszłam z mojego tymczasowego królestwa (czytaj łóżka). Ono jest takie cieplutkie i milutkie. Ja uwielbiam spac. Jest to moja największa pasja. Gdyby ktoś wymyślił zawody na spanie bez problemu bym wygrała. Muszę się ubierać bo za dwie godziny wylatujemy do Polski. NIE CHCE MI SIĘ. Mój ulubiony tekst. Nagle w drzwiach mojego hotelowego pokoju pojawił się...
------------------------
Hejka Księżniczki;*
Wiem, rozdział miał być w piątek, ale byłam na wycieczce i nie miałam czasu. Właśnie.
Dedykuję ten rozdział wszystkim #autobusiarom. Moje autobusowe wariatki.
Nastepny pojawi sie chyba we wtorek. Jest już napisany więc będzie na pewno.
piątek, 12 lutego 2016
ROZDZIAŁ 5 - ROBI SIĘ CIEKAWIE
Pani córka ma złamaną rękę i nogę. Na szczęście złamania nie są skomplikowane i dzięki rehabilitacji będzie mogła wrócić do pełnej sprawności.
- Ile czasu może trwać rehablitacja i ile będzie kosztować?
- Zajmie to jakieś dwa miesiące, ale będzie bardzo kosztowna. Radziłbym Pani skontaktowanie się się ojcem dziewczyny aby częściowo sfinansował leczenie córki.
- Dobrze, spróbuję. Czy to już wszystko?
- Tak. Może Pani wejść na chwilę do córki.
- Dziękuję, do widzenia!
- Do widzenia.
Wszłam z gabinetu i ruszyłam w stronę sali, w której leży Cleo. Za nim weszłam zauważyłam pielęgniarkę, która powiedziała żebym jeszcze chwilę poczekała bo muszą posprzątać po badaniach. W tym czasie zadzwoniłam do chłopców. Już po chwili przyjechali. Ja weszłam pierwsza do sali, a Leo i Charlie za mną. Jak to miło że przynieśli prezenty dla Cleo. Leo bukiet czerwonych róż, a Charlie wielkiego pluszowego jednorożca. Brunet włożył kwiaty do wazonu, a blondyn położył pluszaka na krzesełku obok łóżka. Przez chwilę rozmawialiśmy, ale potem poszłam do bufetu.
***LEONDRE***
Gadałem z Charliem, staraliśmy się nie kłócić. Mama Cleo poszła do bufetu. Wkrótce Charlie powiedział że też gdzieś idzie i za chwilę wróci. Gdy to nie było zerknąłem na Cleo. Chciało mi się płakać, gdy widziałem ją w takim stanie. Nie mogłem się powstrzymać... MUSIAŁEM po prostu MUSIAŁEM ją pocałować! To było jak śmianie się z dobrej komedii - nie do opanowania... Trwało to jakieś 6 sekund. Ale musiałem już (niestety) kończyć żeby Charls mnie nie zabił. Gdy ponownie na nią spojrzałem obudziła się. Myślałem że dostanę zawału ze szczęścia.
- Dzień dobry Księżniczko - powiedziałem.
- Hej... - powiedziała cicho jak myszka. Potem wparował Charlie.
- No cześć Cleo. Jak się spało? - spytał.
- Bywało lepiej.
Następnie Charlie złapał za gitarę i zaczęliśmy śpiewać ,,Hopeful", a następnie ,,See you again". Nasza princessa się wzruszyła i zaczęła płakać. Lekko się zaśmiałem i zacytowałem jej kawałek ,,Breathe" : ,, Just breathe, don't cry, you are so beautiful". Ni z latarni, ni z depeszy ta się zaczęła chachać i ryczeć jeszcze bardziej.
- No przecież ci mówiłem ,,don't cry" - powiedziałem i przetarłem jej łzy kciukiem. Charlie na szczęście gapił się w telefon, ale zaraz potem złapał Cleo za rękę i ją glaskal. Myślałem że go złapie za tę blond kudły i wyrzuce przez okno! Ale tylko spojrzałem się na niego jak na debila, a on mi to odwzajemnil. Cleo widocznie posmutniała więc skinąłem temu idiocie, żebyśmy jej nie martwił. Spojrzałem na Cleo i starałem się ładnie uśmiechnąć. Chyba mi nie wyszło bo dostała głupawki. Jej śmiech mnie rozwalił i poszedłem w ślady jej głupawki.
- Ale o co chodzi? - zapytał Charlie
- A ten jak zwykle! Jak zwykle! - krzyknąłem. Cleo tak się śmiała że ledwo oddychała. Charlie zaczął ją wachlować telefonem.
- Oddychaj! Oddychaj! - krzyczał. Teraz Cleo zaczęła się jeszcze bardziej chichrać i teraz to już w ogóle nie mogła oddychać. Od tej chachawki dostała czkawki (ja nie czuję że rymuje) i przestała się śmiać. Natomiast ja z Charlsem śmialiśmy się z jej czkawki.
- Chcesz jedzenie lub picie? - zapytał Charls.
- Tak. Kanapkę z Nutellą i herbatkę! - powiedziała Cleo.
- Też sobie coś kupię - powiedziałem i ruszyłem w stronę bufetu.
***CLEO***
Chłopaki poszli do bufetu, a ja próbowałam opanować czkawkę. Przyszła moja mama.
- No cześć córcia, jak tam?
- Czyż oni nie są kochani? - spytałam. Mama mnie pogłaskała po ramieniu.
- Słuchaj mam dla Ciebie niespodziankę - powiedziała mama. Podała mi telefon, a właściwie jego resztki, bo nie przeżył uderzenia. Wiem powinnam płakać, ale ni z tego, ni z owego zaczęłam się śmiać, a mama ze mną. Ale widać było że jest trochę smutna.
- Co się stało? - spytałam
- Nic, znaczy... Tata przyjedzie dołożyć się do leczenia.
- Aha - powiedziałam i też trochę pomarkotniałam. Nie widziałam go już długi czas, a gdy tył wspomniałam o nim mamie to unikała tematu i często kończyło się to jej płaczem. Chwilę gadałyśmy o wszystkim i niczym. Potem mama dostała sms'a i powiedziala że musi iść bo Tata już jest. Przez szklane drzwi widziałam jak rozmawiają i tata daje mamie kopertę prawdopodobnie z pieniędzmi. Potem mama skierowała się w stronę gabinetu, a tata przyszedł do mnie.
- Cześć - powiedział nieśmiało
- No hej - odpowiedziałam
Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Jakoś nie wiedziałam o czym z nim rozmawiać.
- Jak się czujesz? - spytał
- Patrząc na to jak oberwałam to dobrze.
- Mam coś dla ciebie - powiedział po czym wyjął z kieszeni Iphona 6s. Kopara mi opadła. Pobawiłam się nim a po chwili schowałam do plecaka. Przyszła mama z kanapką z Nutellą i herbatą.
- Chłopcy kazali Ci to przekazać i powiedzieć ze za chwilę przyjdą. Musieli jeszcze zadzwonić do mam.
- Jacy chłopcy? - zapytał tata
- A! Bo poznałam tu dwóch chłopców: Leondrego i Charliego. Są znani jako Bars And Melody. Ich muzyka jest świetna! - wytłumaczyłam. Ojciec się trochę zestresował. Zaczął się wiercić, często wzdychał i przewracał oczami.
- Słyszałeś o nich? - spytałam.
- Yyy... tak, tak widziałem kiedys... w telewizji.
- Chcesz kawy? - zapytała mama taty.
- Jakbyś mogła... - powiedział po czym mama wyszła.
- Jak Ci się podoba telefon? - zapytał.
- Jest świetny. To skoro znasz BaM, to chyba się cieszysz z tego, że się przyjaźnimy.
- Tak... A czy... hmm... podobają Ci się?
- Tak. Są tacy mili i ciągle się śmiejemy.
- A ty im?
- Tak... Obydwum.
- A jesteś z którymś?
- Nie, ale już kissy były...
- Z którym?
- Najpierw z Charliem a dziś z Leo.
Tata głośno westchnął i zaczął nerwowo pocierać rękami.
- A o co chodzi? - spytalam. Sama zaczęłam się denerwować.
- Tato co się dzieje?
Po chwili weszli chłopcy i głośno się śmiali, ale po chwili Charlie pomarkotniał. Strasznie się zdziwił na widok mojego ojca.
- Tata?...
------------------------
Hejka Księżniczki:*
Rozdział dedykuję Roksi, która była bambino aż przez tydzien;)
Dodałam to dzisiaj, bo ten blog powstał równy miesiąc temu. Nie myślałam ze wytrzymam tyle czasu.
Dzisiaj są też Walentynki więc życzę wam wszystkiego najlepszego w ten cudowny dzien♡♡♡
ROZDZIAŁ 4 - WSZYSTKO W KOŃCU SIĘ PSUJE
W pokoju zobaczyłam Leo leżącego głową na łóżku i z nogami na podłodze i Charliego z nogami na łóżku i głową na podłodze. Wszędzie leżały rozwalone poduszki i pierze. Chłopcy byli czerwoni i głośno się śmiali.
- Co robicie? - spytałam.
- A poranna bitwa na poduszki - odpowiedzieli gdy odzyskali oddech. Powoli podeszłam do łóżka, spokojnie chwyciłam poduszkę i rzuciłam się na chłopaków.
- A to za to, że mnie nie zaprosiliście do zabawy!
- Dobra, dobra - powiedział Charlie - wynagrodzę Ci to kanapką z Nutellą.
- Ale użyj swojej Nutelli! - powiedział Leo - Moją się nie podzielę!
- Spoko Leo, wiem jaki jesteś wrażliwy na ten temat.
- Ale o co chodzi? - spytałam, a chłopcy na siebie zerknęli.
- Ani mi się waż! - powiedział Leo
- Oj zaostrzyliście mi apetyt!
- Leo kiedyś chciał zjeść naleśniki z Nutellą. Otwiera szafkę, a tam pusty słoik. Oj żebyś widziała jak się wtedy poryczał!
- Ostrzegałem cię! - krzyknął Leo i rzucił poduszka w blondyna.
-My tu gadu-gadu o Nutelli, a ja głodna stoję. Charlie gdzie ta kanapka?
- Ale, że teraz? - zdziwił się
- No, a kiedy? - odpowiedziałam
- Cleo co byś chciał dzisiaj robić?- spytał brunet
- Macie gdzieś stajnię w pobliżu?
- Tak, ale jeszcze tam nie byliśmy. Możemy iść.
***JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ***
***LEONDRE***
W stajni się dużo działo. Wszędzie konie i kucyki.
- Leo, ja za chwilę przyjdę. - powiedziała Cleo.
- Ok, ale nie każ na siebie długo czekać. - powiedziałem i zobaczyłem, że podchodzi do białego, bardzo pięknego konia. Zaczęła to głaskać i dała mu buziaki. Chciałbym być na jego miejscu, a do tego wyglądała przy tym tak pięknie.
- Halo! Ziemia do Leondrego! - zawołał Charls.
- O co chodzi? - powiedziałem.
- Musisz wybrać konia. Cleo już to zrobiła.
- Cleo chodź! - zawołałem.
***CLEO***
Już od razu wybrałam konia. Jest super uroczy. Razem z chłopakami poszliśmy na zamówiony przez nich wolny wybieg. Jak zaczęłam jeździć to nie mogłam przestać!
- Cleo zobacz! - usłyszałam krzyk Charliego. Wziął rozbieg i przeskoczył płotek. Jednak lądując spadł z konia i się nie ruszał! Zatrzymałam się i szybko do niego pobiegłam. Odwróciłam go w swoją stronę. Miał zamknięte oczy.
- Boże, obudź się!
- Nie jestem ,,Boże" tylko Charlie! - zaczął się śmiać. Walnęłam to pięścią w ramie, ale potem od razu przytuliłam. Podszedł do nas Leo.
- Chłopie żyjesz? - zapytał.
- Tak.
- To dobrze, bo nie chcę cię stracić.
- To co przytulas?
- Tak! - krzyknęłam i wszyscy się przytuliliśmy - Jakie z was pedały - dodałam. Leo mnie podniósł, a Charls to połaskotał i oczywiście upadłam.
- Ała! Moja dupa!
- hahahaha - W tym momencie Charlie mnie pocałował! W usta! Kiedy odsunął się ode mnie zobaczyłam Leo, który uciekał. Pobiegłem za nim, ale nie dogoniłam go. Przez przypadek wpadłam pod samochód. Czułam ogromny ból, a później pamiętam już tylko ciemność. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jasność. Poruszyłam się i poczułam masakryczny ból. Widziałam jedynie jakąś postać i znów ciemność.
***LEONDRE***
Nie wierzę! Jak ona mogła mi to zrobić?! Nienawidzę jej! Zniszczyła wszystko! Moja miłość do niej wygasła. Nie, nie, czekaj, wróć i tak ją kocham, nwm nawet dlaczego! To jest najgorsze, zranił mnie, a ja ją kocham. Przecież prawdziwa miłość zawsze zwycięży, ale Charlie, nasza przyjaźń, zespół, ale on nie wiedział, że to w Cleo się zakochałem. Według kodeksu przyjaźni to ona powinna być moja, bo zobaczyłem ją pierwszy.
***CHARLIE***
Strasznie się przestraszyłem gdy Cleo pobiegła. Chyba nie powinienem jej całować. Ale nie będę tu stał jak ostatni idiota. Pobiegłem za nią. Zobaczyłem Leondrego, który jest już daleko i Cleo, która próbuje to dogonić. Nagle przejeżdża samochód, a Cleo ląduje kilka metrów dalej.
***LEONDRE***
Było mi tak strasznie źle! Jak ona... Jak ONI mogli mi to zrobić?! Wycierałem kolejne łzy gdy usłyszałem przeraźliwy krzyk Charliego.
- Cleo! Boże! Nie!
Wystraszyłem się, że mało co nie zszedłem. Odwróciłem się i zacząłem biec w ich stronę. Kurde, czemu biegnę do tych kretynów? Nie wiem, ale po prostu MUSZĘ! Gdy dotarłem zobaczyłem Charliego całego uryczanego. Trzymał na kolanach nieprzytomną Cleo i chyba sprawdzał czy oddycha. Zacząłem płakać trzy razy mocniej. To co zrobiła... Oj bolało... Ale gdy zobaczyłem ją w takim stanie nie chciałem jej stracić.
- I co? - spytałem łamiącym się głosem. Chłopak tylko na mnie spojrzał. Widziałem przerażenie w jego zaszklonych oczach.
- No rób coś! - Krzyknąłem, a sam drżącą ręką wyjąłem telefon, zadzwoniłem po karetkę i do mamy Cleo. Nawet mnie nie obchodziło, że Charls stosował metodę usta-usta. Ona musi przeżyć! Gdy skończyłem rozmawiać usłyszałem Charliego.
- Udało się! - krzyknął. Usiadłem obok dziewczyny. Złapałem ją za rękę. Jak to dobrze znów słyszeć jej oddech.
- Cholera! Gdzie ta karetka! - wkurzyłem się.
- Powinni niedługo być - uspokajał mnie blondyn. - Spokojnie Leo... Ja też się boje, ale gdy zaczniemy panikować to nic nam to nie da. - dodał.
***KILKA MINUT PÓŹNIEJ***
***CHARLIE***
Nigdy wcześniej się tak nie bałem! NIGDY! Karetka przyjechała, a mama Cleo zabrała nas do mojego domu. Sama potem pojechała do szpitala. Usiadłem w salonie na sofie. Leo obok mnie. Siedzieliśmy w ciszy aż nagle brunet zaczął...
- Kurde... Co my narobiliśmy? Kocham.
- Ja też ją kocham - przerwałem mu. Potem dalej siedzieliśmy w ciszy. Zerknąłem na Leo, płakał...
***LEONDRE***
Nie znałem Charliego od tej strony. Boli mnie... BARDZO MNIE BOLI, że się ciągle kłócimy i rywalizujemy. Gdzie się podziało tamto BAM? Przez te nasze kłótnie Cleo teraz walczy o życie... Ale nie... Nie będę patrzył jak ona całuje się z innym. Nie pozwolę na to! Nagle Charlie wstał i poszedł do swojego pokoju. Skorzystałem z tego, że jestem sam i zadzwoniłem po mamę. Po kilku minutach przyjechała, a ja tylko trzasnąłem drzwiami. Moja mama co chwilę na mnie zerkała i zadawała pytania typu ,,Co się stało?". Ja tylko gapiłem się w okno i nic nie mówiłem. W końcu mama stanęła na jakimś poboczu i odwróciłam się do mnie.
- Powiedz co się dzieje?!
- Pamiętasz Cleo?
- Tak... O nią?
- Nie tylko... No wiesz... Zakochałem się w niej ale...
- Ale co?
- Charlie też - w tym momencie wybuchnąłem.
- No ale jesteście jak bracia!
- On nie chce... Ja chyba też...
Nastała cisza... Moja mama odpaliła samochód i znów wjechała na drogę. Spojżałem na nią. Po jej policzkach leciały łzy. Włączyłem radio, aby wsłuchać się w muzykę i zapomieć o świecie. Ale ten mój pech! Co leciało! Oczywiście ,, Hopeful". Nie no super! Włączyłem inny kanał. Akurat leciała piosenka ,,Focus" Ariana Grande. Od razu lepiej. Gdy dotarliśmy na miejsce od razu pobiegłem do mojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.
***MAMA CLEO***
Gdy dotarłam do szpitala Cleo była już po badaniach, ale nie mogłam jeszcze do niej wejść. Podszedł do mnie lekarz i zaprosił do swojego gabinetu.
- Panie doktorze co z nią teraz będzie?
- Pani córka...
----------------------------
Hejka Księżniczki;*
Dedykuję ten rozdział wszystkim fanom koników.
Piszcie w komach jak się podoba rozdział. Ale najważniejsze
KOMENTARZ=MOTYWACJA
Jutro mam już ferie, więc rozdziały będą dwa razy w tygodniu.
PS: Macie już nowe Bravo z cudownym plakatem BAM? Ja mam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)