środa, 14 września 2016

Rozdział 2 - Dlaczego mi nie powiedziała?

Otworzyłem drzwi i myślałem, że zejdę...
Zobaczyłem Cleo, która leży na podłodze z rozciętymi żyłami, a obok niej pognieciona kartka z napisem
,,Przepraszam nie tęsknij". Kałuża krwi była ogromna, nie liczyłem na to że żyje.
Wziąłem ją na kolana, zacząłem płakać i krzyczeć. Cały drżałem. Odgarnąłem włosy z jej pięknej twarzyczki i j pocałowałem ją. Czego mi nie powiedziała? Co przegapiłem? Płakałem ale... Nagle usłyszałem śmiech.
-Prima Aprilis.
-Cleo, takich rzeczy się nie robi!
-Przepraszam, ale chyba nie znasz mnie dobrze.
-Dobrze wybaczam ci, ale szybko to ogarnij, bo zaraz musisz iść do szkoły.
-Tak, super... :(
-O co chodzi?
-Nie chcę tam iść.
-Dlaczego?
-Bo moja przyszłość zostanie w domu.
-Co to za przyszłość?
-Właśnie z nią rozmawiam.
-Fajnie, ale już się szykuj, ja idę zrobić naleśniki!
-Nie Leondre! Już jeden dom poszedł z dymem.
-A zamknij się!
-Tak... Też Cię kocham debilu.
Po kilkunastu minutach na stole czekały naleśniki i Nutella. Po chwili Cleo zeszła i mogliśmy delektować się tym wyrafinowanym posiłkiem.
-Tak a propos. Gdzie twoja mama?-zapytałem
-Pojechała odwiedzić babcię w szpitalu.
-Tą babcię u której mieszkałaś?
-Mam tylko jedną babcię. I chyba nie będę miała żadnej.
-Nie mów tak i be hopeful. Masz przecież dziadków nie?
-Nie...
-Przepraszam...
-Za co? To normalne,  że ludzie umierają.
-Tak... coś o tym wiem...
Nagle odezwał się natarczywy dzwonek do drzwi. To była Kasia i Charlie.
-Ok chłopcy - powiedziała Kasia -My idziemy do szkoły, a wy czekajcie na tą guwernantkę. Paa!

***Cleo***



Tak... znowu to samo. Dlaczego... Dlaczego ludzie nie potrafią zrozumieć szczęścia innych? I jeszcze jestem w tym sama. Kasia chodzi do prywatnej szkoły, na którą mnie nie stać, a poza tym ten ich surowy zakaz praktycznie na wszystko sprawiłby, że wyrzucili by mnie pierwszego dnia. Chciałabym powiedzieć Leo. Ale nie chcę sprawiać mu problemów, już wystarczająco mu ich narobiłam. Kolejny raz wracałam do domu i kolejny raz ich spotkałam. Czego oni chcą? Sławy, pieniędzy? Są zazdrośni? Wkurzeni? A może chcą tylko zwrócić na siebie uwagę? Wiem tylko to, że jest więcej pytań niż odpowiedzi.
-Czego ode mnie chcesz Raquel?- zapytałam z wyrzutem.
-Słuchaj smarkulo, Leondre zasługuje na coś lepszego niż ty.
-On mnie kocha, czy ci się to podoba czy nie. - powiedziałam i zostawiłam ją w tyle. Nie mam czasu się z nią kłócić. Mam ważniejsze rzeczy na głowie. Przechodziłam tymi samymi chodnikami, przy tych samych ulicach. Z tym samym strachem i drżeniem rąk. Nie mogę iść inną drogą. Przez las jest niebezpiecznie-nie ma zasięgu, łatwo się zgubić. Więc zostaje mi ta nieszczęsna droga.
-Kogo my tu mamy? - no i zaczęło się.
-Zack, nie mam czasu. Daj sobie z tym spokój, nic ci nie zrobiłam.
-Laseczka tej gwiazduni. Jak zwykle nie ma czasu. Ten twój chłoptaś to lamus we własnej postaci. Ja bym z taką brzydulą nie ryzykował ze sławą. -powiedział i uderzył mnie w brzuch. Zack... nienawidzi mnie za... długo by wymieniać... praktycznie za wszystko. Dlaczego się go aż tak boję, żeby aż nie powiedzieć Leondremu? Tylko Kasia wie... i cała szkoła. Odwrócili się ode mnie, bo jestem dziewczyną sławnego rapera. I to boli... ale rozłąka z Leo bolała by jeszcze bardziej. Coś o tym wiem. Pod domem spotkałam Kasię.
-Znowu? - spytała.
-A jak myślisz? Teraz... nie chcę o tym gadać.
-Ok...
Poszłam do pokoju, rzuciłam plecak w kąt. Poprawiłam włosy, przebrałam się w domowe ciuchy i usiadłam na łóżku.
-Dobra Cleo...-wparowała Katarzyna - Nie możesz tego tak zostawić! Musisz powiedzieć Leo!
-Jak mam mu powiedzieć, że mi dokuczają z powodu naszego związku?
-To dokuczanie zamienia się w prześladowanie a nawet znęcanie więc...
-Dziewczyny co to za krzyki? Możecie mi to przetłumaczyć na angielski?
Spojrzałam w stronę drzwi. Zobaczyłam tam bruneta.
-Znęcają się w szkole nad Cleo bo jest twoją dziewczyną! -wygadała Kaśka.
-Cleo powiedz czy to prawda?
Nie umiałam nic powiedzieć. Strach mnie obleciał.
-Nie chciałam robić ci kłopotów. - powiedziałam.
-Kasiu zostawisz nas samych? Chcę z nią pogadać.
-Jasne Leo.
-Leondre ja...
-Nic nie mów. Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Nie chcę o tym gadać...
-Cleo...
-Daj mi spokój. Naprawdę nic mi nie jest. Tylko ty i Kaśka wyszystko wyolbrzymiacie. Wszystko jest ok. To naprawdę tylko małe zaczepki. Z zazdrości i tyle.
-Daj słowo, że tak jest.
-Daję słowo.
Potem do mnie podszedł i mnie przytulił.
-Dobrze... a teraz pogadajmy jak ci się podoba guwernantka. -powiedziałam
-Gdy ją pierwszy raz ujrzałem, przypomniał mi się zespół, o którym jakiś czas temu mi mówiłaś.
-Jaki?
-Big Cyc
-Ty zboku!
-Dobra zaraz tu przyjdzie Charlie.
-Już jestem. -powiedział nam znany i kochany blondasek-A właściwie jesteśmy z Kasią.
-Mamy dla was propozycję. Bo wydaliśmy album i mieliśmy trasę, a teraz... organizacja przeciwko przemocy robi wielkie wydarzenie i będziemy w wielu krajach na całym świecie! Będziemy walczyć z przemocą- śpiewając piosenki, sprzedawać koszulki, bandamki i silikonki z napisem ,,AntiBullying" i rozmawiać z ofiarami przemocy. No i potrzebna nam będzie pomoc. - oznajmił Bars.
-Pomyśleliście o nas?
-Tak.
-Już się pytam mamy.

*30 minut później*


-Zgodziła się!
-Co tak długo?
-Musiałam błagać.
-Ok teraz moja kolej. -powiedziała Kasia

***Kasia***

-Mamo... Wiesz jak bardzo Cię kocham?
-Co znowu chcesz?
-Mogę jechać z Charlie'm, Leo i Cleo w trasę charytatywną?
-Nie wiem czy to dobry pomysł...
-Ale...
-Bez ale. Jesteś za młoda!
-Mama Cleo się zgodziła!
-To nie znaczy, że ja się zgadzam.
-Oj proszę! Co mam zrobić żebyś mi pozwoliła?
-Zostać w domu.
-Oj no weź!
-Co? Nie ma mowy i tyle!
-Proszę
-Nie
-Ej no...
Poszłam do Cleo i od razu można było wywnioskować z mojej miny że się nie zgodziła.
-Ale jak ja wytrzymam bez Ciebie?-powiedział Charlie.
-Nie wiem... Ale nie chcę was zatrzymywać. Ja i tak mam szkołę i na niejedną trasę z wami pojadę. Jedźcie beze mnie. Będę do was dzwonić tak często, że będziecie mieli mnie dosyć.
-To bez Ciebie nie będzie to samo.
-Powinnaś jechać Cleo. Ja nie mam tak jak ty jeśli wiesz o co mi chodzi. Dam sobie radę.
-Dzięki, jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

***Tydzień później***
***Cleo***

Piątek. Wychodzę ze szkoły. Mam gdzieś, że wszystkie dziewczyny są zazdrosne i robią wszystko bym zerwała z Leo. Niech się walą, jadę z nim w trasę! Jestem mega podjarana! To już jutro. Mimo to... ciągle szkoda mi, że Kasia nie jedzie. Będzie mi brakować kogoś kto mnie rozumie, w końcu... chłopaki będą się przytulać z milionem dziewczyn. Nie, mi to nie przeszkadza, ale... czasami jak jakaś dziewczyna dobiera się do Leondrego to mam ochotę... dać jej z liścia! Wracałam do domu podśpiewując Justin Bieber ,,Sorry".
-Co ty taka uśmiechnięta? - zapytał (nie zgadniecie) Zack.
-Jutro jest bardzo fajny dzień!
-Myślałem, że masz tyle kasy że zapłacisz mi za cały miesiąc.
-Za co mam ci płacić?
-Za to, że jeszcze nie trafiłaś do szpitala!
-Hm... niech się zastanowię... Nie!
Byłam taka pewna siebie, Leondre tak na mnie działa. Ale nawet pewność siebie nie pomoże mi z Zackiem. Złapał mnie za ramię i uderzył o ścianę.
-Może następnym razem zastanowisz się zanim coś powiesz. -oznajmił i uderzył mnie w przedramię. Wróciłam do domu uśmiechnięta. Nikt mi nie zepsuje humoru. Przyznałam się Kasi, że znowu Zack mi dokuczał. Ale nie wiem, czy był to dobry pomysł. Ona znowu zaczęła wykładać mi kazania, że powinnam pogadać z Leo bla bla bla. Wzruszyłam ramionami i poszłam się pakować.

***Kasia***

Martwię się o nią. Nie mogłam skupić się gdy pomagałam Charlie'mu się pakować. On to chyba zauważył.
-Perełko co się stało?
-Martwię się. Cleo prześladują w szkole...

1 komentarz:

Liczymy na szczerość